Kiedy dziecko pyta o seks

123rf.com

Statystyki biją na alarm: coraz więcej coraz młodszych dzieci ogląda pornografię, a o seksie dowiaduje się głównie od swoich kolegów. Ale tak naprawdę od zamierzchłych czasów niewiele się zmienia w dziecięcym zainteresowaniu seksem i sposobach zdobywania wiedzy na ten temat – mówi Wiesław Sokoluk, pedagog, seksuolog kliniczny.

reklama

Zauważył pan ostatnio wzrost zainteresowania pornografią wśród swoich najmłodszych pacjentów? 

Nie. I niepokoi mnie to, że rodzice i nauczyciele koncentrują się na pornografii jako jedynym zagrożeniu. W latach 90. robiliśmy badania w grupie ośmioklasistów, pytając ich o to, kiedy pierwszy raz oglądali pornografię. Blisko 60 procent z nich odpowiedziało, że w wieku około 11 lat – czyli zaczęli się z nią stykać w latach 80.! Już wtedy dzieci mogły mieć i miały kontakt z tą sferą. Umówmy się: to nie jest żadne novum. Byłoby wręcz dziwne, gdyby z pornografią jako owocem zakazanym kontaktu nie miały, szczególnie jeśli istnieje tak intensywna seksualizacja przestrzeni społecznej. Ale tu też się umówmy, że ona zawsze była, zmieniają się tylko środki i sposób dotarcia do niej. Biorąc pod uwagę intensywność i agresywność seksualizacji współczesnego życia społecznego, nie należy się dziwić, że dzieci w ogóle mają kontakt z pornografią. W tych tendencjach zmieniło się jedno – wiek dzieci wchodzących w kontakt z pornografią. Z moich obserwacji wynika, że on też się stale obniża, ale temu właściwie… też trudno się dziwić.

Kiedyś już pan zauważył, że problemem może być obecność dzieci w sieci. Co jest największym zagrożeniem z nią związanym? 

Między innymi dostępność Internetu. Moje pokolenie czy dwa pokolenia wstecz musiały się nachodzić, żeby zdobyć jakieś materiały. Teraz wystarczy kliknąć, a obrazki otwierają się same. Tak jak wspomniałem, nasycenie tej rzeczywistości obrazem może nastręczać nowych problemów. Pani wspomniała o pornografii, która dla wielu zyskała już niemal status szatana. A przecież obraz oznacza całość naszej kultury. Pornografia jest tylko jednym z jej składników, o czym często zapominają i rodzice, i szkoła, obarczając ją mianem największego zła, a bagatelizując inne przekazy, które trafiają do dzieci w Internecie.

Rodzice tak bardzo starają się nałożyć im kolejne bariery w dotarciu do tych złych informacji: kontrole rodzicielskie, ograniczenie wieku w filmach. Co w tych informacjach może rzeczywiście budzić ich niepokój i jak powinni rozmawiać o tym ze swoimi dziećmi? 

Wspomniałem już kiedyś, że rodzice w ogóle nie potrafią rozmawiać o seksie – nawet ci, którzy wychowali już licealistów. Często jestem pytany: „A kiedy mamy zacząć uświadamiać dzieci?”. Są takie trzy momenty obligatoryjne dla rodziców, gdy powinni poświęcać dzieciom wzmożoną uwagę. Pierwszym jest moment, gdy idą do przedszkola. To jedna z krytycznych faz rozwoju psychoseksualnego. Niektórzy się oburzają: „No jak to, z małymi dziećmi o tym rozmawiać?!”. Tak, wtedy pojawia się w nich tak zwana ciekawość seksualna, a raczej my to tak określamy w świecie dorosłych. To jest po prostu dziecięca i rozwojowa ciekawość świata i życia, a sfera seksu nie jest wyizolowana od reszty życia. Poza tym mamy wtedy pełen komfort, bo dzieci same nas prowadzą, nic nie trzeba robić, tylko iść za nimi. Drugi taki moment następuje, kiedy dzieci zaczynają dojrzewać i zastanawiają się, co się z nimi dzieje, co się będzie działo, co jest normą, a kiedy należy wołać o ratunek. Będą chciały wiedzieć, czy to, co się z nimi dzieje, jest prawidłowe. Przyjdą i dopytają, jeśli ten dialog wcześniej istniał. Co najciekawsze, jeśli się zaprzepaści okazję do rozmawiania na te tematy z dzieckiem w przedszkolu – to potem już zawsze będzie pod górę. Także przy tym trzecim momencie, gdy wchodzą w obszar szeroko pojętych doświadczeń seksualnych.

Jak odpowiadać na zawstydzające rodziców pytania dzieci?

Jeśli dziecko pyta, zawsze trzeba odpowiadać, jeśli chce się z dzieckiem utrzymać dialog i być pierwszym informatorem. Nie trzeba wykraczać poza pytania. Ale trzeba wiedzieć, co się chce odpowiedzieć, a potem jak. Czyli czy znam odpowiedź, potem wyodrębniam informacje kluczowe, czyli takie, bez których nikomu nie udałoby się odpowiedzieć, i z nich buduję odpowiedź, uwzględniając perspektywę mojego odbiorcy, czyli dziecka.

Myśli pan, że boimy się słowa „seks” w domu i szkole? 

Gdy pada słowo na „s”, robi się jakoś niebezpiecznie, prawda? Problem polega na tym, że seksualność to nie tylko „ciupcianie”, do czego sprowadzają ją dorośli, ale wszelkie konsekwencje poznawania i kształtowania się płci. Dzieci mają zresztą swoje określenia na seks i warto je wzbogacać w okresie, gdy struktury językowe jeszcze się u dzieci rozwijają. Mamy język naukowy, prywatny (potoczny) i wulgarny. Jeśli dziecko zna język nauki i prywatny, to gdy przyniesie wulgaryzmy, można powiedzieć: „Tu masz inne, bardziej trafne określenia. Kolega użył tych, bo pewnie nie znał innych, ale ty znasz”. Pokazujemy w ten sposób różnicę między tymi pojęciami.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »