Kłótnie budują relację w związku

fot.123rf

Jest cudownie i kochasz go z całych sił, a za chwilę nie możesz na niego patrzeć. Kłócicie się, by potem czule się pogodzić, aż do następnego spięcia… Do czego to was zaprowadzi? Do rozstania czy ołtarza? Z psycholog Katarzyną Miller o zawiłej kolejności uczuć w związku rozmawia Joanna Olekszyk.
Mówią, że miłość i nienawiść to dwie strony tego samego uczucia. Prawda?

Prawda! Nie ma nienawiści tam, gdzie nie ma ważności, nikogo tak szczerze się nie nienawidzi, jak osoby, którą bardzo się kocha, a która nam daje miłość nie tak, jak chcemy, albo która w ogóle jej nie daje, albo która najpierw ją dała, a potem zostawiła.

Zastanawiające jest jednak to, że nienawiść albo bardzo silną niechęć można czuć do osoby, która nadal jest ci bliska. I że te uczucia się zmieniają jak w kalejdoskopie. W jednej sekundzie go uwielbiasz, w następnej nie chcesz go widzieć.

I oba te uczucia są bardzo żywe. Im bliższy związek, tym głębsze uczucia wywołuje, dlatego i miłość, i nienawiść są wtedy silniejsze. Poza tym większość z nas ma doświadczenie tego, że najbliższe i najważniejsze osoby w dzieciństwie – czyli rodzice – najmocniej nam dali w dupę. Tym bardziej boli, jeśli potem ten ukochany, który miał nam to wynagrodzić i kochać bardziej niż oni, wcale tego nie robi. Wiele osób wynosi też z domu potrzebę przeżywania ciągle skrajnych stanów emocjonalnych, raz góra, raz dół, jak jest spokojnie, to trzeba zaraz się pokłócić. Zwykle są to domy z problemem alkoholowym albo innym uzależnieniem, czasem domy pełne chłodu emocjonalnego. I są też osoby, które po prostu lubią, jak w związku coś się dzieje, jak są emocje, bo same są wybuchowe i namiętne.

Kłócą się, a potem czule się godzą. Tylko czy tak można w nieskończoność? Jeśli on cię tak często wkurza, to nadchodzi moment, w którym pojawiają się wątpliwości. Może jednak nie jesteśmy dobrani?

Wiesz, ja na to odpowiadam, że trzy razy się rozstałam i trzy razy wróciłam. Nikt mnie tak nie wkurwiał żywo, jak mój partner. „Z kim tak ci będzie źle jak ze mną” śpiewała Kalina Jędrusik. Znam jedną parę, która cztery razy się rozwiodła i cztery razy znów pobrała, a ile przy tym mieli zabawy. Ho, ho! Może nie trafiłaby na tylu fajnych facetów, a tu jeden wystarczył za czterech. Elizabeth Taylor i Richard Burton pobierali się co prawda tylko dwa razy, ale on był jej największą miłością. Tak zapadli głęboko w siebie, tak się przegryźli, a poza tym nie bali się ekstremów, były kłótnie, awantury. Owszem, można powiedzieć, że takie wieczne ekstrema to choroba, ale bez przesady – jedni są temperamentni, a inni nie. Bardzo wiele par żyje burzliwie, a są szczęśliwi. Bo najpierw sobie naurągają: „a ty taka owaka”, „a ty nie lepszy”, „a wynoś się, nie chcę cię więcej widzieć”, a potem się zaczyna gorączkowe myślenie: „Kurde, a co będzie, jak ona naprawdę odejdzie?”. Złość mija, nadchodzi czas powrotu do realności i oboje zdają sobie sprawę z tego, że nikt inny ich tak nie obchodzi.

Jeśli po rozstaniu zostaje tylko ulga, to nic z tego nie będzie, a jeśli zaczyna się rodzić tęsknota… no to może jednak jesteście dla siebie. Taka pełna skrajnych stanów relacja może jednak niektórych wykończyć, być nie do udźwignięcia – o tym też trzeba pamiętać.

Skąd wiadomo, że te ciągłe napięcia nie świadczą jednak o tym, że to nie jest dobry związek?

To się zwykle okazuje w praniu: im dłużej pierzesz, tym szybciej możesz się przekonać, czy ten ręczniczek szybko wraca do formy i robi się czyściutki, mięciutki i świeży, czy raczej robi się z niego łach, bo jest z niedobrej przędzy. No cóż, są ludzie, którzy potrzebują mieć relacje w zygzaki, a są tacy, co wolą, żeby było cichutko i spokojnie. Jak się dobierze cichutki z zygzakiem, to będzie raczej ciężko, ale przeważnie dobierają się ze sobą dwa zygzaki i dwie cichutki. Jeśli do tej pory się nie rozwiodłaś z facetem, który co chwila cię wkurza, to chyba znaczy, że coś cię przy nim trzyma, nie?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »