Kochankowie jutra: jaka jest przyszłość seksu?

fot. iStock

W przyszłości to nie seks się zmieni, ale nasze myślenie o nim – mówi Emily Witt, autorka bestsellerowej książki „Future Sex” (Seks przyszłości).

„Byłam heteroseksualną singielką” – tak Emily Witt zaczyna swoją książkę, o której mówi dziś cały anglojęzyczny świat. 30-letnia dziennikarka mieszkająca w Nowym Jorku zapytała siebie: Skoro małżeństwo zdaje się jedynym happy endem, na który czekają heteroseksualne kobiety, to dlaczego coraz więcej wśród nich jest singielek lub rozwodniczek? Zrozumiała też, że choć technologicznie jesteśmy w przyszłości, a randkowanie internetowe kwitnie, to nie wiemy, jak zbliżyć się do drugiego człowieka i pozwolić sobie na nieskrępowaną otwartość. Dlatego postanowiła dowiedzieć się, jak może wyglądać związek w postromantycznej, postmałżeńskiej erze.

Jednym z powodów, dla których napisałam tę książkę, były artykuły, w których ubolewano nad coraz większą liczbą singli, jakby ich życie było ślepą uliczką. Opisywały sytuację, nie podając drogi wyjścia – mówi Emily. Sama przyznaje, że jako singielka nieustannie czuła się zakładniczką kolejnych systemów komunikacji z drugą osobą – od telefonu i mejla po FB, aplikacje randkowe i Twitter. Z drugiej strony – rozumiała, że wolność, jaką przyniosły rewolucja seksualna i kapitalizm, wymusza nieustanne podejmowanie decyzji i dokonywanie wyborów. A tego miała już dość. Nie chciała przypadkowych kontaktów seksualnych, nie chciała ryzyka. „Kiedy odkryłam, że mam dostęp do całkowitej wolności seksualnej, byłam nieszczęśliwa” – pisze w książce. – Właściwie dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo się martwiłam, kiedy byłam sama, że nigdy się już nie zakocham, jak bardzo mnie to myślenie załamywało – mówi w rozmowie ze „Zwierciadłem”. Uważała, że najlepszym wyborem, a właściwie przeznaczeniem, jest monogamiczne małżeństwo, a najlepszym seksem – seks z jednym, ukochanym mężczyzną. A co, jeśli już nigdy się nie zakocha? Jak wtedy będzie wyglądało jej życie? Z tymi pytaniami zaczęła na nowo odkrywać sferę seksu i ludzkich relacji.

Emily w krainie seksu

Na pole badań wybrała San Francisco. Raz, że to miasto zawsze uchodziło za bardziej liberalne, także seksualnie, a dwa, że to matecznik wszystkich komputerowych geeków pracujących dla Google’a czy Facebooka, gdzie kreuje się najnowsze trendy i najnowsze potrzeby. A pisząc o seksie przyszłości, nie można pominąć wpływu technologii na nasze życie.

W trakcie swojej kilkuletniej podróży po świecie seksu Emily wzięła udział w warsztatach grupy praktykującej medytację orgazmiczną, była statystką podczas kręcenia feministycznego hard porno, randkowała przez Internet i oglądała masturbujących się mężczyzn i kobiety na kanale Chaturbate. Zaprzyjaźniła się też ze środowiskiem poliamorystów. Dziennikarka nie ukrywa, że każde kolejne doświadczenie pozwoliło jej odkrywać własną seksualność. Nieśmiała dziewczyna, która przed eksperymentem uważała porno za uwłaczające kobiecie, dziś mówi, że oswoiła się z filmami pornograficznymi. – Nauczyłam się też wrzucać swoje fantazje w wyszukiwarkę, sprawdzać, co tam znajdę. To ważne, żeby dokładnie poznać to, czego się boisz albo czym się brzydzisz, by zrozumieć, czemu tak reagujesz, by umieć nazwać swoje uczucia – mówi.

Po odwiedzinach na Chaturbate (nazwa to połączenie słów chat i masturbate) – stronie, na której można oglądać seks zwykłych ludzi – Emily doszła do wniosku, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał uprawiać z nią seks. – Stałam się seksualnie bardziej świadoma i pewna siebie, co pozwoliło mi otwierać się na inne osoby, także te, z którymi byłam krótko w związkach. Nie bałam się, że zbytnio się do nich zbliżę – opowiada.

Orgazm w lateksie

Podróż Emily zaczyna się jeszcze w Nowym Jorku. Loguje się na kilka portali randkowych, z OkCupid na czele, by zobaczyć, czy można trafić na bratnią duszę za pomocą internetowej swatki. I choć zawęziła pole poszukiwań do mężczyzn o podobnych zainteresowaniach, preferencjach i światopoglądzie, każde spotkanie było nietrafione. – Nie chciałam marnować czasu i spędzić życia, szukając szczęścia w Internecie czy na Tinderze – śmieje się.

Idąc drogą kobiecej przyjemności, trafia na OneTase, organizację, która prowadzi warsztaty z medytacji orgazmicznej. Jej założycielka Nicole Daedone, kierując się ideą slow sex, koncentruje się na budowaniu głębokich relacji emocjonalnych poprzez szukanie rozkoszy.– Bardzo przydały mi się te warsztaty, bo uświadomiłam sobie, że nie dopuszczałam do siebie własnej seksualności poza sytuacjami łóżkowymi. Na co dzień tłumiłam wszelkie jej przejawy, jakbym sama przed sobą udawała, że nie jestem istotą seksualną. Peszyły mnie nawet pieprzne dowcipy! – śmieje się Emily.

Podczas warsztatów uczestnicy uczą się rozmawiać o sobie i swoich potrzebach oraz wchodzić w relacje, także seksualne. Ukoronowaniem jest medytacja orgazmiczna, która ma przede wszystkim zaspokoić kobietę. Chętna kładzie się na plecach, a zaopatrzony w rękawice lateksowe i lubrykant trener lub trenerka układa sobie jej nogi, poświęca chwilę na poetycki opis jej sromu, po czym nastawia stoper i dokładnie przez 15 minut masuje delikatnym ruchem w górę i w dół jej łechtaczkę. Nie orgazm jest tu celem, ale uwolnienie energii poprzez prostą, przyjemną czynność. Witt – uczestniczka warsztatów – decyduje się na sesję z trenerem. I choć teatralność i sztuczność całego „aktu” budzą w niej sceptycyzm, docenia intencję.

Ich metody były dziwne, ale przynajmniej wierzyli w możliwość doświadczenia seksualnej otwartości – podsumowuje w książce.

Twarzą w twarz z porno

Gdy pojawia się możliwość wzięcia udziału w zdjęciach do filmu pornograficznego reżyserki feministki Princess Donny, Witt od razu się zgłasza. Film powstaje w ramach cyklu o nazwie „Public Disgrace”, czyli Publiczne Zhańbienie. W tego typu obrazach kobietę – aktorkę – poddaje się licznym przykrościom, od lżenia, po plucie, bicie, kneblowanie, brutalny seks. Gdy po zakończeniu wyczerpujących zdjęć Witt pyta aktorkę porno – 20-latkę o scenicznym imieniu Penny Pax – co jej się podobało, ta odpowiada z autentycznym zdziwieniem: „Wszystko!”.

Na Chaturbate, portalu z kamerkami wideo, to kobiety rządzą fantazjami oglądających je internautów. Jak Edith, 19-latka, która mówi o sobie, że jest „internetowo seksualna”, ale w prawdziwym życiu zostaje przy celibacie.

Kiedy czytałam o seksualności kobiet i o kulturze przygodnego, jednorazowego seksu, wychodziło na to, że taki seks nie cieszy kobiet, że go nie lubią – mówi Emily.

Tymczasem na Chaturbate odkrywa, że jest dokładnie odwrotnie. – Porzucenie tych konceptów, wyjście ze strefy komfortu pozwoliło mi doświadczyć radości i dać się zaskoczyć temu, co czyni mnie szczęśliwą – dodaje Emily.

Bliskość oddzielona iPhone’em

Witt w swojej opowieści o seksie dotyka dwóch bardzo ważnych kwestii. Jedna z nich to bezpieczeństwo kobiet. Obserwujemy gwałtowny rozwój technologii niemal w każdej dziedzinie życia, a najbardziej zaawansowana antykoncepcja, jaką wymyśliła medycyna, to wciąż pigułka hormonalna, która nadal jest niedoskonała, ma skutki uboczne i nie chroni przed chorobami. A jedyną odpowiedzią, niezmiennie od dekad, na bezpieczną aktywność seksualną pozostaje prezerwatywa, która z kolei nie gwarantuje niezajścia w ciążę. „Jak to możliwe, że w tak ważnej, jeśli nie najważniejszej sferze życia, jaką jest seks, nie mamy stuprocentowej pewności i poczucia bezpieczeństwa? Jak ma nas to czynić otwartymi?” – pyta w książce Witt. Druga kwestia jest równie ważna, bo to sprawa emocji. „Technologia przybliżyła nam ludzi, ale nie powiedziała, co mamy z nimi robić” – pisze Witt.

Widzę, że tracimy zdolność bliskiego komunikowania się ze sobą w sytuacjach przypadkowego seksu ze znajomymi czy ludźmi dopiero poznanymi. Jakbyśmy bali się wyrażać nasze emocje i obawy, bo chcemy tylko sprostać oczekiwaniom drugiej osoby – tłumaczy Emily. – Jeśli z kimś SMS-ujesz, potem nagle idziecie do łóżka i znowu do siebie piszecie, zamiast porozmawiać, nie ma miejsca na intymność – dodaje. Technologiczne społeczeństwo bez bliskości to wizja przyszłości, która dzieje się już na ekranach naszego komputera.

Zawsze chodzi o seks

Dziś Emily ma 35 lat i sukces na zawodowym koncie. Ona sama mówi, że zupełnie inaczej odczuwa swoją seksualność, potrafi się nią wreszcie cieszyć, nie postrzega już wolności seksualnej jako zagrożenia. Stała się ona dla niej sposobem na doświadczanie życia. Dziennikarka przyznaje, że w swojej wolności seksualnej bała się znaleźć poza nawiasem tego, co społeczeństwo uważa za normalne, stąd jej naiwna wiara w małżeński happy end jako przeznaczenie, a nie jedną z opcji wyboru. Zapytana w jednym z wywiadów, czy widzi różnice między seksem, randkowaniem a miłością, odpowiedziała:

Myślę, że to wszystko jest seksem, tylko różnego rodzaju. Organizujemy społeczeństwo wokół tego, w jaki sposób definiujemy nasze związki seksualne. A kiedy udajesz, że chodzi o inne rzeczy, o małżeństwo albo o to, że lubicie te same książki, a seks jest na drugim miejscu, to ryzykujesz bycie naprawdę nieszczęśliwą. Jak twierdzi Witt, w przyszłości to nie seks się zmieni, jedynie nasze myślenie o nim. Ona sama zaczęła postrzegać seks jako „czystą energię seksualnego pragnienia”. I mówi, że chciałaby żyć w świecie, gdzie jest większe spektrum seksualnych tożsamości, a tożsamość nie wiąże się z płcią, ale z tym, co robimy w seksie. Dziś Emily pozostaje sceptyczna wobec małżeństwa i nie planuje dzieci. W dodatku zakochała się i jest w związku. Otwartym związku.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »