Mężczyźni też mają punkt „G”

O istnieniu punktu „G”, któremu przypisuje się odczucie przyjemności podczas seksu, do tej pory mówiono głównie w kontekście kobiet. Teraz jednak coraz głośniej o męskim odpowiedniku.
Do tej pory męski punkt „G” i jego stymulacja budziła niejednoznaczne skojarzenia i podteksty. Teraz sprawa zaczyna mieć się nieco inaczej. Co więcej, masaż prostaty może mieć nie tylko pozytywny wpływ na życie seksualne, lecz także na zdrowie mężczyzny. I choć ta praktyka do tej pory łączona była przede wszystkim ze środowiskiem homoseksualnym, teraz zaczyna cieszyć się powodzeniem także wśród „prawdziwych macho”.

Jak zauważa Jes Tom z The Pleasure Chest, stymulacja punktu „G” u mężczyzn wpływa także na życie seksualne w związku. Wymaga to większej otwartości, zaangażowania oraz totalnego zaufania między partnerami, dzięki czemu można mówić o wzmocnieniu i zacieśnieniu relacji między nimi.

Znalezienie męskiego punktu „G” (często określanym mianem punktu „P”) wymaga precyzji i doświadczenia. Jest on umieszczony bezpośrednio za podstawą penisa i ma wielkość srebrnego dolara. Stymulacja tego punktu może być prowadzona w dwojaki sposób – poprzez bezpośredni masaż wewnętrznej cześć prostaty, lub poprzez stymulowanie krocza.

Jak zauważa seks edukator dr Charlie Glickman, świadomość tego, że mężczyźni posiadają więcej stref erogennych (poza penisem) jest coraz większa. Wiele osób, zdaniem Glickmana, eksperymentuje także z seksem analnym, czego następstwem jest fakt, iż kobiety chcą by ich partnerzy doświadczyli tych samych uczuć co one – w myśl równego traktowania w związku.