Miłość bez łóżka

fot.123rf

Żyrafy i hipopotamy przestają się rozmnażać w zoo, ponieważ znalazły się w nienormalnej sytuacji. Tak działa stres. A Polacy, chociaż wyszli z klatki, są wyjątkowo zestresowanym społeczeństwem. Zgłasza się do mnie coraz więcej par, które porzuciły seks albo seks je porzucił. Czy możliwy jest dobry związek bez fizycznej miłości – zastanawia się seksuolog Krzysztof Korona.
Tomasz Jastrun: Najpierw zastanówmy się, czemu służy seks w związku, do czego jest potrzebny.

Krzysztof Korona: U jego źródeł leży instynkt, prokreacja, jednak ludzka erotyka już bardzo się od tego oddaliła.

Podobno są dobre małżeństwa, które potrafią serdecznie żyć bez seksu, tzw. białe małżeństwa, choć ja bym je raczej nazwał „bladymi”. Seks jest ważny, ponieważ małżeństwo to dzisiaj niezwykle trudne przedsięwzięcie. Miłość fizyczna bywa w nim amnestią, odpustem, wybaczaniem sobie, wspólną falą. Jego brak to zwykle koniec związku.

Często tak, ale niekoniecznie. Jeśli seks rozumiemy szeroko, więc też jako erotyczną bliskość, to w jej skład wchodzi przytulenie, głaskanie, drapanie po plecach, obdarowywanie siebie sobą nawzajem. Celem nie musi być stosunek i orgazm. Przychodzą do mnie ludzie po chorobach, którzy nie mogą, nie chcą ze sobą współżyć. Oboje godzą się na brak seksu, ale są między nimi inne formy bliskości. I to bywają dobre związki. Dla mnie małżeństwa, gdzie erotyka jest martwa, to takie związki, w których ludzie żyją obok siebie bez dotyku, bez porozumienia; pary, które nie mają dla siebie dobrego słowa, gestu czułości i bliskości. Pogrzeb seksu to smutna uroczystość, na której rzadko kiedy płaczą oboje.

Zgadzam się, że sam stosunek to tylko akt kopulacyjny, prawie zwierzęcy. Dlatego ubieramy seks w miłość, czułość i w kulturę. Erotyka ma różne formy, ważne, czego potrzebujemy i jak się umówimy. Większość ludzi potrzebuje jednak typowej jego formy z penetracją, z wytryskiem i z orgazmem, przynajmniej czasami. I nie przypadkiem prawo mówi, że brak współżycia może być dowodem rozpadu związku.

Na ogół tak, ale nie zawsze. Zgłasza się do mnie coraz więcej par, które porzucają seks albo to seks je porzucił. Ta grupa z każdym rokiem rośnie. Świat wariuje, więc seks razem z nim. Ludzie epoki wiktoriańskiej chcieli miłości bez seksu. Współcześni dostali seks bez miłości i niektórym na dobre to nie wyszło. To dlatego przychodzi do mnie żona, która kocha seriale telewizyjne, i skarży się na męża, który kocha laptop. Zjawia się mąż, który może by i chciał, ale kiedy wraca z Londynu na sobotę i niedzielę, żona akurat nie może. A jak może, to jemu organ odmawia posłuszeństwa. Narząd nieużywany systematycznie albo „używany inaczej” nie bardzo staje na wysokości zadania. Wybór w takiej sytuacji jest prosty. Obydwoje w obronie przed wstydem i upokorzeniem wyczekują na moment, kto powie pierwszy: „Dobrej nocy, idę spać”.

Nie chce mi się wierzyć, że to tendencja rosnąca, seks przecież dzisiaj jest wszechobecny.

Ale stres wokół jeszcze bardziej. Żyrafy i hipopotamy przestają się rozmnażać w zoo, nie kopulują, ponieważ są w nienormalnej sytuacji. Tak działa stres. A Polacy, chociaż wyszli z klatki, są wyjątkowo zestresowanym społeczeństwem, zawsze w biegu, w niepewności, w walce. Seks to chwila zatrzymania się i skupienia, a niełatwo teraz o to.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »