My, dwa jabłka: Psycholog Mateusz Ostrowski radzi, jak szczęśliwie się zakochać

Fot.123rf

Kto nie lubi być zakochany? Najlepiej z wzajemnością. Bycie w relacji tworzy nową jakość. – Pod warunkiem że nie chcemy w ten sposób wypełnić wewnętrznego deficytu, a zaspokoić rzeczywiste potrzeby ¬ zaznacza psychoterapeuta Mateusz Ostrowski. I choć nie da się zakochać na zawołanie, to jednak w nowym roku możesz zrobić wiele, by otworzyć się na miłość.

Mam takie postanowienie noworoczne, żeby szczęśliwie się zakochać. Co mogę zrobić, żeby je zrealizować?

Czuję się przytłoczony (śmiech)… Pewnie już od kilku tysięcy lat zmagamy się z tym problemem jako gatunek – jak się zakochać i to z wzajemnością. Zatem może ustalmy, że będziemy raczej starać się próbować odpowiedzieć na to pytanie. Pierwsza rzecz, jaka przychodzi mi do głowy, kiedy to słyszę, to że zakochanie się jest poza kontrolą. Projekt partner, projekt małżeństwo z rozsądku – pewnie da się zrealizować, ale zakochanie to nie jest projekt biznesowy… Druga rzecz, ja nie do końca wierzę w postanowienia noworoczne. Zwykle po kilku tygodniach się wywracają, bo tylko jakaś część mnie podejmuje takie postanowienie. Jeśli brak nam wewnętrznego konsensusu, to długo się w tym trybie nie utrzymamy. A zatem kto postanowił, że się zakocha? Ktoś, kto uważa, że trzeba być w relacji, czy ktoś, kto odczuwa rzeczywistą potrzebę?

Chodzi o rzeczywistą potrzebę. Jak mogę wspomóc ten proces?

Pomysłów jest wiele, ale nie mam złudzeń, że znajdziemy jednoznaczne sprawdzone rozwiązanie. Odpowiem może, jak ja to widzę. Otóż bez sensu wydaje mi się szukanie kogoś wymarzonego. Model dwóch połówek jabłka zakłada, że jestem niepełny w jakiś sposób i dopiero drugi człowiek mnie dopełnia. To oznacza pewien deficyt we mnie i rodzi się ryzyko uzależnienia, wejścia w relację jak z dilerem miłości, który ma to, czego mnie brak. Uważam, że warto najpierw nauczyć się wypełniać te odczuwalne braki w sobie. I wtedy jedno pełne jabłko spotyka się z drugim pełnym jabłkiem. Zatem jeśli czegoś szukasz u partnera, to najpierw znajdź to w sobie.

Jak odnaleźć tę pełnię?

Dobrze zacząć od pracy ze swoim wewnętrznym krytykiem, bo on może dużo namieszać. Najpierw będzie mówił, że jestem beznadziejny, brzydki, głupi i inne nieprzyjemne rzeczy, i że wcale nie zasługuję na miłość. Jeśli uporam się z tym, będę mógł bardziej dojrzale spojrzeć na siebie, przestanę starać się dopasować do standardów wewnętrznego krytyka, a dzięki temu nie będę musiał udawać kogoś innego przed inną osobą. Poza tym będę wtedy też bardziej akceptujący dla tej osoby. Będę mógł zobaczyć ją z jej wadami i zaletami, a nie szukać kogoś, kto spełni moje wygórowane wymagania. Szukanie ideału to powszechny problem. Konsumpcyjna natura naszej kultury przenika też do relacji, więc mamy jakby listę wymogów, które powinien spełnić partner czy partnerka. Łatwo możemy zacząć zachowywać się jak na zakupach sprzętu AGD – partner jak pralka ma mieć różne funkcje…

Chciałabym się nad tym zatrzymać. Oczywiście partner to nie sprzęt AGD, ale jednak z jakiegoś powodu wybieramy tę, a nie inną osobę.

No pewnie, ale myślę też o zostawieniu sobie takiego marginesu w miłości, że coś mi przeszkadza, ale schodzi to na drugi plan wobec innych zalet partnera. Jestem gotów być z tą osobą, mimo że np. nie sprząta po sobie czy nie ogląda tych samych seriali. Inaczej szukanie partnera może się nigdy nie kończyć. Może stać się poszukiwaniem św. Graala czy polowaniem na yeti, czyli gonieniem za czymś, czego w rzeczywistości nie ma. Wrócę jeszcze do krytyka, bo przepracowanie tego tematu to na pewno duży krok w kierunku miłości, czyli akceptowania siebie takim, jakim się jest, a więc tak samo i innej osoby. Wtedy raczej nie będę chciał jej zmieniać, będę mógł przyjąć ją czy jego takimi, jakimi są. Pamiętajmy, że plany ewentualnej zmiany, którą zakładamy od początku relacji, nie mają nic wspólnego z miłością. Są raczej wyrazem egoistycznej kontroli.

Czy możemy jakoś doprecyzować, gdzie leży ta granica między listą oczekiwań a potrzebami?

Nie potrafię precyzyjnie określić, powiedzieć, co jest realną potrzebą, a co twoim egoistycznym oczekiwaniem. Będziesz to sama wiedzieć, mając kontakt ze swoją pełnią. Wtedy związane z deficytami oczekiwania znikają i zostaje to, co naprawdę jest dla nas ważne. I w tym miejscu można się zastanowić dalej, jak szukać kontaktu z tą pełnią.

Mówimy o miłości, a w większości duchowych ścieżek rozwoju ta pełnia jest tożsama właśnie z miłością. Warto więc zadać sobie pytanie: jak mogę doświadczać miłości? Nawet niekoniecznie w związku. Szukanie odpowiedzi wspomaga każdy rodzaj pracy nad sobą: medytacja, terapia czy praca z ciałem. Ten stan miłości jest gdzieś w nas. Wystarczy pomyśleć o chwili, kiedy miłość przez nas przepływała, kiedy czuliśmy się dobrze sami ze sobą. Ciało i umysł dobrze pamiętają ten stan i czasami odrobina wysiłku pozwoli go poczuć. To doświadczenie miłości nie musi zostać wspomnieniem z przeszłości, mogę mieć do niego dostęp teraz. Czuć miłość do siebie i z tym posagiem wchodzić w relacje.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »