Na ratunek miłości. Zmiana jest możliwa

123rf.com

Miało być wam jak w niebie, ale miłość twojego życia krzyczy, pije, wydaje kasę na gadżety…
Te wady – jak szpieg śpioch – żyły w ukryciu, by zaskoczyć cię po ślubie. Co robić? Amerykański psychoanalityk Joel Kotin w „Jak zmienić męża (żonę), by uratować małżeństwo” podaje dziewięć sposobów na cud. Czy są realne? Czy można zmienić partnera? Czy to recepta na miłość? – zastanawia się Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Nie myślimy o tym, że człowiek, z którym żyjemy, chce naszej przyjemności, zwłaszcza gdy jesteśmy w konflikcie. Ale według Joela Kotina tak jest i dlatego powiedzenie, co nam ją sprawia, to jeden ze sposobów na zmianę partnera.

To zbyt optymistyczne założenie, że wszyscy chcemy sprawiać przyjemność partnerom. Często bywa odwrotnie. A jak nawet chcemy, to wychodzi jak zwykle. Ale niech mu będzie. Kłopot jednak w tym, że nawet gdy założenie o potrzebie sprawiania przyjemności uznamy za prawdziwe, to i tak zamiar zmieniania partnera naraża związek na niebezpieczeństwo. Przyglądam się od lat wielu związkom i widzę, że próby zmiany prowadzą zazwyczaj do skutków odwrotnych niż zamierzone. Dlatego że w dążeniu do ulepszenia drugiej połowy motywuje nas egoistyczna potrzeba wygody, którą mylimy z troską. Zapominamy, że obiektywizm w stosunkach z bliskimi nie istnieje, a tylko wtedy mielibyśmy szanse rozpoznać, co jest dla partnera dobre. To prawda, że związki potrafią nas zmienić. Niestety, zbyt rzadko w kierunku rozwoju i dojrzewania – często konserwują i potęgują słabości. To, co nazywamy zmienianiem się, jest na ogół niechętnie realizowanym procesem wzajemnego dostosowania, nieświadomej zgody na zbyt daleko idące kompromisy.

Joel Kotin pisze, że jeśli chcemy świadomie zmieniać partnera, najpierw musimy wiedzieć, czego chcemy. Jeśli więc chcę, by więcej gotował, mam cieszyć się, gdy stoi przy kuchni. A gdy zaprasza do restauracji, kręcić nosem. Nagradzać każde zachowanie związane z tym, czego chcę, i nie stroić wtedy fochów. Przyznam ci się, że teraz wydaje mi się to oczywiste, ale czytając, uświadomiłam sobie, że robię odwrotnie!

Zacząć chwalić i powstrzymać tendencję do dąsów, fochów i szyderstwa to popłynąć pod prąd tsunami wielopokoleniowych uwarunkowań. Karkołomne ćwiczenie duchowe. Naszym wspólnym polskim dziedzictwem wysysanym z mlekiem matki jest bowiem wychowywanie przez kary, pretensje i umniejszanie. Takim rodzicom zawsze mało, są wiecznie głodni sukcesów dziecka –nigdy nie pochwalą ani nie pokażą, że wystarczy. Ciągle jeszcze wychowywanie przez nagrody i docenianie z trudem przebija się do rodzicielskiej praktyki. Stąd tak wielu dorosłych ma kłopoty w związkach. Bo pretensje, fochy, umniejszanie, obrażanie to śmiertelna trucizna dla każdego związku.

Pierwsza zasadą w procesie zmieniania partnera ma być: sześć tygodni bez krytyki. Chwal pozytywne zachowania, zamiast ganić te, które ci się nie podobają. Chcesz, żeby więcej był w domu, nie rób awantury, kiedy wróci! Łatwo mi sobie wyobrazić, że tak postępuję wobec znajomych, ale nie wobec męża… Przekonanie mu chyba pokazać, co czuję.

Pewnie rodzice wychowywali cię krytyką. Frustracją próbowali zmieniać cię „na lepsze”. Mieli dobre intencje, chcieli cię przygotować do życia, a że byli przekonani, że nikt cię nie będzie chwalił, więc zawczasu dali ci szkołę. To powszechny błąd przekazujący z pokolenia na pokolenie poczucie niskiej wartości. Aby w dorosłym życiu dobrze radzić sobie z krytyką i niepowodzeniami, potrzebujemy stabilnego, realistycznego poczucia własnej wartości, a ono zakorzeni się w nas w ciepłym, przychylnym klimacie rodzicielskich pochwał, cierpliwości i optymizmu. Warto o tym pamiętać i przekraczać ponure dziedzictwo fochów, krytyki, czarnowidztwa. Dlatego moją ulubioną procedurą proponowaną małżeństwom w kryzysie jest cowieczorny rytuał przekazywania sobie nawzajem karteczek z trzema zdaniami. Pierwsze ma zaczynać się od słowa „dziękuję”, drugie od „przepraszam”, a trzecie od „proszę”. Ofiarowuję tę metodę czytelnikom „Zwierciadła”, by ich związki nie tylko się uspokoiły, ale rozkwitły. Wiele skłóconych par zostało tym rytuałem uleczonych. Trzeba tylko pamiętać, by magiczne zdania dotyczyły konkretnych wydarzeń tego dnia. Na przykład: „Dziękuje ci, że pomogłeś mi przygotować kolację”. Albo: „Przepraszam, że tak wciągnąłem się w oglądanie meczu i nie byłem dla nikogo dostępny”. Albo: „Proszę, nie krytykuj mnie, gdy mi się nie udadzą jajka na miękko”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »