Ukryte motywacje uprawiania seksu

fot.123rf

Kobiety są biologicznie predysponowane do częstych i różnorodnych kontaktów seksualnych. Niektóre wręcz potrzebują takiego codziennego doładowania energetycznego, aby móc sprawnie funkcjonować. Po czym jednak poznać, że sprawy wymykają się spod kontroli? Rozgryźć temat próbujemy z seksuologiem Andrzejem Depko.
Gdyby świat opierał się na afirmowaniu kobiecej seksualności, na wychowywaniu dziewczynek w zgodzie z ich predyspozycjami, przyzwoleniu na poznawanie własnego ciała, potrzeb i możliwości, żylibyśmy wśród kobiet wyzwolonych i spełnionych. W kulturach pierwotnych to matriarchat był dominującym stanem, bo kobieta stanowiła biologiczną tajemnicę. To ona miała zdolność rodzenia dzieci, a ich pochodzenie było długo nierozpoznane. Ona krwawiła co miesiąc, a mimo to nie słabła. Podczas gdy on zraniony nie tylko tracił siły, ale też często chorował lub umierał. Gdy odkryto połączenie pomiędzy krwawieniem, stosunkiem i porodem, sprawujący władzę zapragnęli mieć wpływ na posiadanie własnych potomków. Ograniczyli więc swobodę seksualną kobiet.

Ograniczyli ją też z lęku przed kobiecą seksualnością, przed biologicznymi możliwościami kobiet. Uniwersalnym archetypem obecnym w wielu kulturach jest powtarzający się mit „zębatej pochwy”, która jest nienasycona i odbiera mężczyźnie witalność. Bo kobieta jest zdolna do podejmowania dużo większej liczby kontaktów seksualnych z rzędu, z jednym lub kilkoma partnerami. Odpowiednio stymulowana poprzez pieszczoty łechtaczki jest w stanie szczytować wiele razy, o wiele częściej niż mężczyzna. Ma nieporównywalnie więcej stref erogennych i dróg do uzyskania przyjemności. I wreszcie – połączenia pomiędzy półkulami w kobiecym mózgu są o wiele szersze, a zatem gdy dochodzi do orgazmu, zakres doznań również jest o wiele głębszy.

Mimo wprowadzanych odgórnych ograniczeń zawsze istniały kobiety, które potrzebowały i miały więcej różnych kontaktów seksualnych. Wystarczy przywołać mity greckie i występujące w nich postaci bachantek, które wciągały przypadkowych przechodniów do swojego orszaku, domagając się seksualnego zaspokojenia. A jeżeli temu nie sprostali, rozrywały ich na strzępy (tak zginął Orfeusz). Wiele było również w historii postaci kobiet wyzwolonych. Najbardziej znaną – carycę Katarzynę – z pewnością można uznać za wyemancypowaną, albo nawet za nimfomankę.

Nieseksualne motywacje seksu

Może nimfomankami są wszystkie kobiety, które lubią seks? A może są nimi też te, które to tylko deklarują, podczas gdy kierują nimi inne ukryte motywacje i ich aktywność seksualna zaspokaja zupełnie inne potrzeby? Nauka na to pytanie nie odpowiada, ponieważ nie ma ścisłych kryteriów nimfomanii. Kobieta może podejmować wiele kontaktów seksualnych i energia, którą z tego czerpie, może pomagać jej skutecznie działać w innych obszarach.

Jednak ze względu na doświadczenia z dzieciństwa, relacje z rodzicami i rówieśnikami, kobieta może mieć tak niską samoocenę i tak źle czuć się ze sobą, że zaczyna histerycznie poszukiwać zewnętrznych gratyfikacji. I jeżeli odkryje, że mężczyźni najbardziej pożądają ciała i w łóżku powtarzają jej, że jest wspaniała i ponadprzeciętna – zaczyna z nimi sypiać jak najczęściej. I robi to nie z powodu potrzeby seksualnej, ale z całkiem innej – dowartościowania się. Na zasadzie: „Im częściej jestem pożądana, tym łatwiej mi funkcjonować”. Ma wielu partnerów i to ją zaspokaja. Ktoś mógłby powiedzieć: to nimfomanka. Ale czy na pewno? W końcu motywacja, jaką się kieruje, nie jest seksualna.

Czynnikiem skłaniającym do podejmowania częstych przypadkowych kontaktów seksualnych może być też późny objaw wykorzystania seksualnego w dzieciństwie. Zazwyczaj mówi się o tym, że ofiary molestowania mają lęk i niechęć przez seksualnością, ale w przypadku 17 proc. występuje nadmierna erotyzacja. Takie kobiety czują się fałszywie wyzwolone i podejmują wiele przypadkowych zachowań, często w układach grupowych lub w klubach dla swingersów z nieznanych dla nich pobudek. Jeżeli by je zapytać, dlaczego to robią, odpowiedzą, że lubią seks. I dopiero w pogłębionej rozmowie okaże się, że w ich życiu zdarzyło się coś, co one skrzętnie skrywają albo odcinają się od tego, pozbawiając znaczenia. A to właśnie molestowanie seksualne spowodowało seksualizację ich życia. Czy są nimfomankami?

Nimfomanię łatwiej stwierdzić wtedy, gdy aktywność seksualna kobiety staje w sprzeczności z innymi obszarami jej funkcjonowania, powodując ich destrukcję. Na przykład zaniedbywanie związku poprzez wchodzenie w częste przypadkowe kontakty seksualne. A gdy związek się rozpada, wchodzenie w kolejny, który też rozpada się z tego samego powodu. Seks nie jest tu czynnikiem, który dopełnia relacje intymne. On je rozbija, bo w poszukiwaniu nowości, inności i eksperymentów, czyli chwilowej przyjemności, kobieta jest gotowa zaryzykować trwałość relacji.

Jeśli pojawi się przymus dokonywania takich zachowań, jeżeli niepodejmowanie aktywności seksualnych spowoduje wystąpienie objawów odstawiennych, takich jak złe samopoczucie, drżenie mięśni, temperatura, niepokój – możemy mówić o nałogu. Układ nagrody uzależnił się od konkretnego czynnika (w tym przypadku od seksu), który podnosi poziom dopaminy. W momencie podejmowania przypadkowych kontaktów seksualnych taka osoba przez moment czuje się lepiej. Gdy ich nie podejmuje, czuje się źle, i organizm się tego domaga. To jest już skrajna forma nimfomanii. Doskonałym studium takiego przypadku jest film Larsa von Triera „Nimfomanka”, który pokazuje przymus podejmowania różnych kontaktów seksualnych i destrukcję, jaką powodują te nieustające eksperymenty.

Andrzej Depko dr n. med., seksuolog, neurolog, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, certyfikowany seksuolog sądowy, autor książek, współprowadzi audycję o seksie w radiu RDC

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »