Odkryj na nowo swoją kobiecość

fot.123rf

Niektórym kobietom nie mieści się w głowie, że można nie znać jej wyglądu. Innym – żeby w ogóle „tam” zaglądać! Myli się każda, która sądzi, że wie o niej wszystko. A ty, ile wiesz o swojej kobiecości?

Jak dobrze ją znasz?

Wzgórek Wenery, guziczek rozkoszy, gruczoły Bartholina – czy na pewno wiesz, gdzie są zlokalizowane poszczególne elementy twojej kobiecości? A może do tej pory nawet nie miałaś świadomości ich istnienia? A przecież najbardziej intymna część twojego ciała nie powinna mieć przed tobą żadnych tajemnic! Niestety, jak zauważają twórcy kampanii „Kobiecość niejedno ma imię”: – Wiele kobiet, skupiając się na zewnętrznym wyglądzie, bagatelizuje to, co skrywa pod ubraniem. Bo „tam” nie wypada zaglądać, bo „tam” na dole jestem taka dziwna, nieładna, nieatrakcyjna… Nie czujemy się atrakcyjne nago, mamy zahamowania, spowodowane intymnymi kompleksami. Nie lubimy swoich miejsc intymnych, ponieważ – po prostu ich dobrze nie znamy. Nie mamy właściwego punktu odniesienia, bo to, co znajdujemy w Internecie, zwykle jest wyretuszowane, ubarwione i wyidealizowane. Dlatego właśnie tak wiele kobiet zamartwia się stanem swojej kobiecości i nieśmiało przegląda witryny salonów ginekologii estetycznej…

Tymczasem, każda kobieta powinna dokładnie znać wygląd swoich miejsc intymnych, wiedzieć, jak reagują i jak się zmieniają. Tylko świadomość budowy i naturalnych reakcji swojej kobiecości pozwoli zyskać pewność siebie w sypialni i szybko reagować na niepokojące sygnały.

Kobiecość niejedno ma imię

Interesujący sposób zaprzyjaźnienia się ze swoją intymnością proponuje kampania „Kobiecość niejedno ma imię”. Pierwszym celem, jaki postawili sobie jej twórcy, było nauczenie kobiet nazywania kobiecości i otwartego mówienia o niej. Używanie w odniesieniu do swojej intymności określeń żartobliwych, mniej medycznych czy infantylnych, niż proponuje język polski, miało pomóc kobietom przełamać barierę, związaną z lękiem przed własną intymnością – jej poznaniem i polubieniem. Ponad połowa z nas intymne miejsca nazywa neutralnie, używając takich określeń, jak pochwa (22 proc.), miejsce intymne (18 proc.) czy bikini (11 proc.) Ponad 1/5, mówiąc o swojej intymności używa zdrobnień, jak muszelka, myszka czy brzoskwinka. Wśród pozostałych znalazły się także określenia medyczne, jak wagina oraz nieco bardziej „wzniosłe”, jak kobiecość czy zmysłowość.

Tak, jak nazw może być wiele, tak też wygląd miejsc intymnych różni się, w zależności od właścicielki: – Każda z nas tam na dole wygląda inaczej i nie ma w tym nic dziwnego! Nie szukajmy „punktów odniesienia” w Internecie – na witrynach salonów ginekologii estetycznej czy stronach erotycznych. Spójrzmy na siebie! – przekonują twórcy.

Impulsem do zorganizowania kampanii były badania, z których wynika, że my – Polki, nadal mamy problem z otwarciem się na swoją intymność – o swojej seksualności mówimy szeptem albo rozmawiamy wyłącznie anonimowo – na forach internetowych: – Niewiedza i wstyd nazywania i oglądania części intymnych to główne powody zaniedbań w dziedzinie zdrowia intymnego – zauważają twórcy kampanii. – A to przede wszystkim osoby, które mają pozytywny stosunek do swoich narządów płciowych poddają się regularnym badaniom ginekologicznym.

Więcej informacji na www.kobiecosc.info