Gry małżeńskie

W co zagramy? W „Zawsze coś ci się nie podoba”? A może w „Przecież ja się staram” albo „To wszystko przez ciebie”? Kto wygra? Nikt. Przegranych może być dwoje.
Grają wszyscy – doświadczeni psychoterapeuci i ich pacjenci, nauczyciele, dziennikarze. Co jest grane? Rozgrywki codziennego życia. Stawka większa niż zdrowy rozsądek. Lubimy grać z najbliższymi. Co więcej – zazwyczaj wybieramy na partnerów życiowych ludzi, którzy grają w te same gry, co my. Każda gra ma jednak wpisaną w regułę nieszczerość, choć zwykle nieświadomą – grający jest przekonany, że zachowuje się jak należy, w zgodzie ze swoimi przekonaniami i potrzebami. A tak naprawdę kierują nim nieuświadomione lęki.

Gra nr 1: Patrz, co przez ciebie zrobiłem

Marek nie jest zbyt towarzyski. Z konieczności uczestniczy w zjazdach rodzinnych i imprezach zawodowych. Poszukuje miejsc odosobnienia. Najczęściej przesiaduje w garażu, gdzie godzinami poleruje swoje auto lub przekłada śrubki w pojemniku. Wszystko po to, by chwilę pobyć sam, tylko ze sobą.

Do garażu wchodzi Basia, żona Marka. W ręku trzyma filiżankę. „Pomyślałam, że może masz ochotę na kawę…” – zaczyna. Marek upuszcza słoik ze smarem, pełen złości obraca się w kierunku Basi. „No i patrz, co przez ciebie zrobiłem” – mówi z wyrzutem. Basia zasmucona wycofuje się z garażu. Marek sięga z zadowoleniem po kawę.

To klasyczny przykład gry w „Patrz, co przez ciebie zrobiłem”. Głównym jej celem jest unikanie odpowiedzialności, ale także – zwłaszcza jeśli w małżeństwie pojawia się kryzys – kontaktów seksualnych. W to grają zwykle osoby, które nie potrafią wprost wyrażać złości i mają potrzebę potwierdzania swojej niewinności, nawet jeśli nikt ich o nic nie oskarża.

To nie wejście Basi, lecz irytacja Marka doprowadziła go do upuszczenia przedmiotu. Marek nie uświadamia sobie tkwiących w nim pokładów złości (do siebie, żony, a może nawet matki czy dzieci). Nie potrafi wyrażać jej wprost, dlatego potrzebuje pretekstu. Ale w spokoju, którego pragnie, wypija sobie kawę.

Po kilku takich sytuacjach żona będzie coraz częściej zostawiała go samego, a on schowa się za swoimi zajęciami. Jeśli Basia zagra w „Ja tylko próbuję ci pomóc”, to ta rozgrywka może toczyć się latami. Jak się przełoży na ich codzienne życie? Marek będzie pozwalał żonie podejmować decyzje nie tylko w błahych sprawach, na przykład wyborze restauracji na kolację, ale też w kluczowych, jak wychowywanie dzieci. I jeśli miejsce okaże się dobre, a stosowane metody wychowawcze przyniosą skutek – Marek będzie zadowolony. W przeciwnym razie powie: „To przez ciebie”. Ta wygodna pozycja zdejmuje z niego ciężar podejmowania decyzji i daje mu argument podczas kłótni, w których może wypominać żonie niewłaściwe postanowienia.

I element: skrypty

Gra kończy się tzw. wypłatą. Uczucia jej towarzyszące nazywa się w analizie transakcyjnej skryptowymi, czyli takimi, jakie przeżywaliśmy w dzieciństwie. Każda wygrana jest jednak równocześnie przegraną. Uczestnicy gry dochodzą do wniosków, które już znają, i przeżywają uczucia, które już przeżywali.

Gdyby Marek uświadomił sobie, co się dzieje, podziękowałby za kawę, przytulił żonę i powiedział jej, że chce pobyć sam, a może nawet zapytał, co ona na to. Zrezygnowałby z gry. A Basia? Jeśli zależałoby jej na prawdziwej bliskości, być może powiedziałby,
że chciała z nim chwilę pobyć, ale rozumie i poczeka na niego w sypialni.

II element: role

Grając, wcielamy się w określone role, które mogą zmieniać się w trakcie rozgrywki. Niczym nieświadome pacynki czy uśpieni aktorzy przechadzamy się po trójkącie dramatycznym, wchodząc w rolę Ofiary, Ratownika lub Prześladowcy. Każdy z nas ma swoją ulubioną rolę wyjściową i kończącą grę.

Basia wchodzi z kawą do garażu w roli Ratownika, Marek jako Ofiara upuszcza narzędzie swojej pracy, czyniąc z Basi Prześladowcę. Po tym incydencie, na krótką chwilę sam wchodzi w rolę Prześladowcy i pokazuje Basi, teraz Ofierze, co się przez nią stało. I powraca do swojego zajęcia ponownie jako skrzywdzona Ofiara. Basia jednak nie zgadza się na rolę Prześladowcy, w której zostaje postawiona. Wieczorem lub kolejnego dnia ponownie wejdzie w rolę Ratownika, próbując domyślić się potrzeb swego męża.

Gra nr 2: Udręczona

Mariola stara się być idealną panią domu. Przyjmuje na siebie wszystkie obowiązki, a nawet prosi o więcej. Pokornie słucha uwag Jerzego, swojego męża, który co jakiś czas krytycznie wypowiada się o jej pracy, a w towarzystwie pozwala sobie w stosunku do niej nawet na żarty i złośliwości. Mariola stara się również spełniać prośby, a z czasem żądania swoich dzieci. Gdy przychodzą goście, nie potrafi odpocząć, stara się wszystkich zadowolić. Czy czuje się wykorzystywana? Nie, ona wydaje się czerpać satysfakcję z tego, że pracuje ponad siły. Dzięki temu jest potrzebna i kochana. Gdyby tylko nie to wyczerpanie… Mariola przestaje dbać o siebie, gwałtownie chudnie, aż wreszcie trafia do gabinetu psychiatrycznego, marząc o pobycie w szpitalu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »