Ja, ty i mediator

123RF.com

Kłótnia za kłótnią – czy to początek końca? Dwoje ludzi – przed chwilą zakochani, dziś nieszczęśliwi. Może już czas podjąć decyzję o rozstaniu? Stop! Lepiej spróbować mediacji.
Sceny z pożycia małżeńskiego bawią, gdy są tematem żartów albo komedii. W życiu doprowadzają do rozpaczy albo do rozwodu. Ciężko zwrócić się o pomoc do obcej osoby. Tymczasem w takich wypadkach bardzo skuteczny bywa dobry mediator! Ktoś, kto potrafi małżeńską kłótnię zamienić w konstruktywną rozmowę, przetworzyć pretensje na pragnienia i potrzeby.

Ike Lasater, specjalista w dziedzinie mediacji, zgodził się skomentować małżeńskie sceny i zaprezentować, jak mogłaby przebiegać mediacja w tych przypadkach. Twierdzi, że komunikacja między dwojgiem ludzi zawsze jest możliwa.

Być może opisane tu sytuacje przypominają sceny z twojego życia, może przeżywasz inne konflikty. Tak czy inaczej, spójrz na swój związek z dystansu i odpowiedz na pytania: o co mi chodzi?, o co chodzi partnerowi? Co się stało, że tak trudno nam się porozumieć?

Scena I :

W związku dziesięć lat. Wiek 35–37 lat. Dwójka dzieci. Mąż wraca do domu po ciężkim dniu negocjacji. Żona czeka na niego z obiadem.

On (rozsiada się z ulgą na kanapie): Jestem wykończony, marzę o zimnym piwie.
Ona (z kuchni, zniecierpliwionym głosem): Ale ja czekam na ciebie z gorącą zupą, trzeci raz odgrzewam!
On (skupiony na sobie): Dziękuję, jadłem w pracy. Nawet nie wiesz, ile się działo…
Ona (przerywa mu w pół zdania i wybucha): No to szkoda, że nie zadzwoniłeś, że nie będziesz chciał obiadu. Nie szanujesz mojej pracy. Też jestem zmęczona. Też wolałabym popijać wino w fotelu, ale muszę dzieci wykąpać. Myślisz, że dom to wakacje.
On
(zirytowany, ale nie chce się dać sprowokować, włącza telewizor): Unosisz się bez powodu. Mam jeść obiad tylko dlatego, że jest zrobiony? Poza tym nie zmarnuje się, zjem jutro, wezmę do pracy. Zrozum, miałem bardzo nerwowy dzień, chciałbym odpocząć, a nie kłócić się bez sensu. Naleję ci wina, a sam wypiję piwo. Co ty na to? Nawet cię nie interesuje, co spotkało mnie dzisiaj w pracy.
Ona (obrażona i wściekła): Jestem głodna i zjem teraz obiad. Sama. Nie chcę pić wina ani słuchać o twojej pracy. Dla ciebie liczy się tylko firma. Przypominam, że jesteś jeszcze mężem i ojcem.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »