Jesteśmy razem, niczego nie musimy

Kiedy myślę, że mój partner „powinien” albo „musi” coś zrobić, szerzę przemoc. Niestety wejście w związek, zwłaszcza gdy jest to oficjalnie uznany związek małżeński, wiąże się często z uaktywnieniem mnóstwa przekonań dotyczących tego, że ktoś coś musi… Im więcej ich w mojej głowie, tym słabszy staje się związek na poziomie serca i tym mniej mamy z niego radości – uważa Eva Rambala, trenerka Porozumienia bez Przemocy.
Czym jest Porozumienie bez Przemocy?
– Zacznę od tego, jak definiujemy „przemoc”, ponieważ słowo to występuje w nazwie. W moim rozumieniu rozprzestrzeniam przemoc na ziemi wtedy, gdy robię coś i moją motywacją nie jest miłość. Gdy moim działaniem kieruje strach, złość czy poczucie, że muszę coś zrobić, używam przemocy wobec siebie samej. I im bardziej używam przemocy wobec siebie samej, tym bardziej używam jej wobec innych.

„Przemoc” to mocne słowo. Jak w ten sposób rozumiana przemoc przejawia się w związkach?
– Bardzo prosto. Kiedy myślę, że mój partner „powinien” albo „musi” coś zrobić, szerzę przemoc. Jeśli partner powie mi, że muszę codziennie ugotować obiad, bo to jest zadanie każdej rozsądnej i szanującej się żony, mam dwa wyjścia: zbuntować się albo podporządkować. Jeżeli się zbuntuję i nie będziemy mieć ciepłego posiłku na obiad, zaburzę nasz związek. Jeżeli podporządkuję się, zastosuję przemoc wobec siebie. I nie ma już możliwości, żeby gotowanie sprawiało mi radość albo żebym traktowała je jako dar.

Natomiast gdy jesteśmy połączeni na poziomie serca, nie ma nic bardziej przyjemnego niż dawanie czegoś z radością. Niestety wejście w związek, zwłaszcza gdy jest to oficjalnie uznany związek małżeński, wiąże się z wielością sformułowań dotyczących tego, że ktoś coś musi: musisz to, musisz tamto… Im więcej tych sformułowań w mojej głowie, tym słabszy staje się

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »