Małżeńskie mitologie

fot.123rf

Ach, co to był za ślub! Teraz trzeba żyć długo i szczęśliwie. To możliwe, jeśli uwolnimy się od stereotypów i starych, dobrych, ale błędnych przekonań na temat małżeństwa i miłości.
Zakochujemy się i pobieramy. A potem zdziwienie: nie tak miało być! On już nie przypomina tego szalonego chłopaka, który zawrócił jej w głowie. Ona straciła lekkość w życiu, nie tylko w tańcu. To częsty scenariusz. Świadczą o tym statystyki rozwodów. Czy źle się dobrali? Niekoniecznie.

Arnold Lazarus, psycholog amerykański, dyrektor de Lazaros Institute w New Jersey, przez ponad
40 lat prowadził terapię par. Twierdzi, że większość ludzi nie umie żyć w małżeństwie i ułożyć sobie dobre relacje z partnerem, ponieważ ma wygórowane i nierealistyczne oczekiwania. Uparcie wierzymy w szkodliwe stereotypy i to one, nie charakter partnera, niszczą wspólne szczęście. Lazarus nazwał je mitami i stworzył listę 24 najbardziej – jego zdaniem – powszechnych.

Po czym rozprawił się z nimi w znanej na świecie książce „Mity na temat małżeństwa. O powszechnych przekonaniach, które niszczą związek”. Oto kilka z nich.

Razem zawsze i wszędzie!

Laura uwielbia przyjęcia, podczas gdy jej mąż Marek ich nie znosi. Zwykle, gdy szykują się do wyjścia, on wszczyna awanturę, odreagowując swoją niechęć. W ten sposób karze Laurę za to, że zmusza go do czegoś, na co nie ma ochoty. Obydwoje są wtedy sfrustrowani.

Kochający się małżonkowie lubią postrzegać siebie jako papużki nierozłączki. Nie wyobrażają sobie, by mogli przeżywać osobno coś bardzo ważnego. Taki sposób funkcjonowania charakteryzuje wczesny okres zakochania. Później partnerzy stają się zwykle bardziej autonomiczni. Inaczej może grozić im znużenie, poczucie duszenia się w związku.

Lazarus twierdzi, że małżonkowie powinni realizować odrębne cele i podtrzymywać relacje niezwiązane z partnerem, by mieć szansę za sobą zatęsknić. Ciągłe przebywanie razem może zmęczyć najbardziej zgrane stadło i doprowadzić do rozstania lub ucieczki w romans. Problem w tym, że tak właśnie funkcjonują najczęściej osoby o osobowości symbiotycznej, reagujące silnym lękiem na wszelkie przejawy autonomii własnej czy partnera. Ale jeśli małżonkowie mają mało wspólnych celów, a ich światy rzadko się spotykają, to też dobrze nie wróży ich związkowi. Najlepiej, by wspólna przestrzeń zajmowała ok. 75–80 proc., reszta to margines na rozwój osobisty i własne zainteresowania.

Ufam mu bez granic!

Jan uważał żonę za osobę pruderyjną, o silnych zasadach moralnych, niezdolną do zdrady. Ufał jej. Ona od dawna żywiła tęsknotę, żeby chociaż raz w życiu dać upust tłumionym pragnieniom. Gdy dopuściła je do głosu, po związku zostały zgliszcza.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »