Mężczyzna – mój wróg (cz. 2)

Mężczyzna - mój wróg (cz. 2)
123rf

Na początku rady terapeutki wydawały mi się mało konkretne, takie psychologiczne „ble, ble”. Napisałam list do ojca. Niewiele czułam. Obyło się bez ckliwych wspomnień, łez czy histerii. Wydawało mi się, że to kolejne zadanie, które odrobiłam, odłożyłam na półkę, zapomniałam.
Dorota: Potem poszłam z przyjaciółką na sztukę: ,,Klimakterium i już”. Ona śmiała się jak szalona, a mi wcale nie było do śmiechu. Skwitowała to żartem, że to z lęku przed menopauzą. Pomyślałam, że może ma rację, w końcu menopauza to nic przyjemnego. Jednak po kilku dniach zrozumiałam, że w tej sztuce najbardziej mi przeszkadzał sposób traktowania mężczyzn. Te wszystkie dowcipy w stylu, że mężczyzna rozwija się do 6 roku życia, a potem już tylko rośnie. To żenada, ale właśnie w ten sposób gazety, książki, czy inne media przedstawiają nam facetów, oni – kretyni i my – te mądre. To jak my mamy z nimi nie walczyć? Czego przyjemnego możemy oczekiwać od takich żałosnych osobników. Kilka najbliższych dni spędziłam w księgarni, szukając jakiejś książki, choćby powieści, w której relacja pomiędzy mężczyzną i kobietą przedstawiona by była jako coś ważnego. Trafiłam na książki Berta Hellingera, zwłaszcza jego wykłady o kobiecie i mężczyźnie bardzo mi się podobały. Potem przyśnił mi się ojciec, uśmiechał się do mnie i wyciągał ręce, jakby chciał mnie przytulić. Tego ranka po raz pierwszy od dawna rozpłakałam się. Następnego dnia sąsiad pomógł mi uruchomić samochód. Podziękowałam mu szczerze. Czuję, że to był pierwszy, ważny krok.