Weronika i mężczyźni

Z Robertem twórczo się jej pracowało i kłóciło, z Miłoszem lubiła całować się w deszczu, a Krzysio ją rozczulał. Z żadnym z tych mężczyzn nie była naprawdę. Dlaczego bała się bliskości, wyjaśnia psychoterapeuta Jarosław Józefowicz.
Weronice zebrało się na podsumowania. Panna, 34 lata, dziewczęca uroda, w sumie zgrabna. Współpraca z fundacją promującą ekologiczny sposób życia nie daje jej wprawdzie stabilizacji finansowej, za to adrenalinę i poczucie, że robi coś dla świata. Jest jeszcze małe mieszkanie z wielkim materacem na środku i z każdym meblem z innej parafii. Niewielka kolekcja filiżanek do espresso, trochę prostych ubrań w ciemnych kolorach, rower w stylu holenderskim. I Stefan, legwan milcząco godzący się na jej częste wyjazdy. No i jeszcze mężczyźni. „Weekendu bez seksu nie wytrzymasz, uwodzicielko! Mogę tylko zgadywać, który będzie tym razem” – mówi jej ze śmiechem Andzia. „Naprawdę jest wyrozumiałą przyjaciółką” – myśli Weronika. „Ostatnio pocieszała mnie, kiedy znowu czułam się fatalnie po wieczorze z Robertem”.

Lekka i bezwolna

„Niesamowite, że w lot odgadujemy swoje myśli, czuję to, gdy piszemy teksty o ekologii czy organizujemy akcje. Robert nadąża za moim tokiem rozumowania, motywujemy się do działania, twórczo kłócimy i od czasu do czasu zrywamy współpracę oraz relację. Dlaczego do niego wracam?” – zastanawia się Weronika.

Przy Robercie czuje się bezpiecznie, jakby przejmowała od niego trochę jego stabilności, mają też wspólne zainteresowania. Podziwia go, bo działa z siłą wozu pancernego, jest w nim pasja, uwielbia zwierzęta, z taką czułością mówi o wilkach białowieskich… Poza tym ma do niego słabość. Zanim wylądowali w łóżku, nie wiedziała, że można kochać się z kimś niemal bez dotykania i bez ciepła w słowach. W jego mocnych rękach czuła się lekka i bezwolna.

Zawsze wychodzi od niej w środku nocy, zostawiając jedynie zapach dobrych kosmetyków. Gdy przestają rozmawiać o ekologii, coś ją mrozi, gesty nie rodzą się do końca. Czasem mówią o życiu, ale tak jakoś teoretycznie. Weronika boi się podzielić z nim smutkiem czy lękiem, bo gdy próbuje, Robert częstuje ją zdaniem wytrącającym z poczucia pewności. I jeszcze te jego nagłe zniknięcia. Wyjeżdża bez pożegnania, a potem dzwoni ze słabo ukrywaną pretensją: „Wczoraj po południu wysłałem ci mejla, nie odpowiedziałaś” – dopytuje na drugi dzień rano, o dziewiątej sześć.

A Weronika tęskni. Gdy Robert wraca, nie wie, jaka iskra się między nimi rozpali i czy w ogóle będzie miał dla niej czas. Czy znów zadzwoni w momencie, kiedy on gra na gitarze albo ogląda film, i usłyszy, że przekracza jego granice? Robert jest mistrzem w bolesnym zbliżaniu się i oddalaniu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »