Wojciech Eichelberger: Mężczyźni są do niczego

123rf.com

Kobiety często pytają: „Dlaczego jestem sama? Czemu nie mam dzieci?”. I odpowiadają:
„Bo mężczyźni są do niczego! To dzieciaki, które chcą tylko grać, nurkować, jeździć na motorach albo bzykać się bez zobowiązań”. Czy tak jest? Może przyczyny epidemii samotności trzeba szukać gdzie indziej? – pyta Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Często słyszę od singielek: „Jestem sama, bo mężczyźni są do niczego”. I gdy poznaję ich ewentualnych partnerów, stwierdzam, że mają rację. Lepiej być samą niż z hipochondrycznym maminsynkiem czy uwodzicielem ze skłonnością do alkoholu.

Na początek może warto przypomnieć starą jak świat i mądrą przypowieść, którą powtarzam zawsze, gdy przychodzą do mnie ludzie skarżący się na niemożność znalezienia odpowiedniego – spełniającego określone wymagania – partnera lub partnerki. Szukają, próbują, lecz wszyscy, których spotykają, okazują się rozczarowujący. Jeśli przychodzi kobieta, opowiadam jej o pewnej zrozpaczonej kobiecie po trzydziestce, która przyszła do mędrca: „Szukam od lat mężczyzny, który by sprostał moim wymaganiom, i nie znajduję. Jestem bardzo zdeterminowana, ale nic z tego nie wychodzi”. Na to mędrzec: „Powiedz mi, jakiego mężczyzny szukasz?”. Kobieta jednym tchem: „Mądrego, silnego, zaradnego, szlachetnego, ciepłego, kochającego, wrażliwego, odważnego, pogodnego… no i pięknego”. Na to mędrzec: „Znajdziesz go bez trudu. Pełno takich”. Kobieta: „Jak to możliwe, że przez tyle lat nie spotkałam ani jednego?!”. Mędrzec: „Nie miałaś szans. Ale zdradzę ci stuprocentowy sposób, żeby go spotkać. Musisz mi tylko obiecać, że z niego skorzystasz, choć będzie cię to kosztować dużo trudu”. Kobieta po chwili namysłu: „Jeśli to jest stuprocentowy sposób, to biorę i obiecuję, że nie zmarnuję tego daru. Nie boję się trudnej drogi, gdy jestem pewna, że prowadzi do celu. To, co było moim udziałem do tej pory, było i trudne, i na dodatek bezowocne.” „Mądra odpowiedź” – pochwalił ją mędrzec i kontynuował: „Sposób jest prosty. Jeśli chcesz spotkać mężczyznę obdarzonego tak hojnie cnotami, które wymieniłaś, to… najpierw musisz je rozwinąć w sobie! Gwarantuję, że wtedy go spotkasz – bo złoto ciągnie do złota, a żelazo do żelaza”. Kobieta pokłoniła się mędrcowi i już chciała wyjść z pokoju, gdy ten dodał ciepło: „Jeśli już to wszystko zrobisz, a jakimś zrządzeniem losu jednak go nie spotkasz, to i tak będziesz czuła, że go spotkałaś”.

Jak kobiety reagują na tę przypowieść? Nie obrażają się?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »