Życie w trójkącie

123rf.com

Często zdradzamy, bo mamy swoje fantazje, które są niewyartykułowane w związku. To zadziwiające, że jesteśmy z osobą kochaną, bliską, której pragniemy, a nie potrafimy jej powiedzieć, jak chcemy być kochani – mówi seksuolog profesor Zbigniew Izdebski.

 

Czym jest zdrada?

To zależy, kto zdradza i jaki ma na ten temat pogląd. Na pewno czym innym jest z punktu widzenia osoby religijnej, dla której wartości te są ważne także w życiu małżeńskim. Jest przykazanie: Nie pożądaj żony bliźniego swego. Ale ktoś inny, niewierzący, może również za zdradę uznawać wszelką aktywność na polu damsko-męskim poza związkiem, czyli np. także zwykłe spotkanie, flirt. Inni za zdradę uznają zaangażowany równoległy związek. W zdradzie jedni będą się doszukiwać zdrady fizycznej, inni za taką będą uważać zdradę emocjonalną. Trzeba jasno powiedzieć, że pojęcie zdrady zmieniło się w ostatnich latach, w dobie Internetu. Dziś jest ona płynnym i czasem trudno uchwytnym pojęciem.

Dlaczego? Wedle przyjętych norm zdradzamy wtedy, gdy prześpimy się z inną osobą.

Zazdroszczę czasem tym, którzy jednoznacznie potrafią definiować takie pojęcia. Myślę, że seksualność człowieka jest jedną z najbardziej złożonych sfer naszego życia. Czasem, mówiąc o współczesnej seksualności, używam sformułowania „życie w trójkącie”. Coraz więcej pacjentów zwierza się, że zanim pójdą do sypialni do partnera, w tajemnicy przed nim siedzą w Internecie, flirtując z osobą, której szukali w sieci w tym celu. Ta rozmowa robi im dobrze, jest ekscytująca erotycznie. Kobiety często przyznają się do używania wulgarnego języka, którego by nie powtórzyły podczas seksu z mężem. To je rozpala, przygotowuje do seksu w realu. Potem, po takiej rozmowie na czacie, idą do sypialni, a mąż naiwnie myśli, że żona na samą myśl o nim robi się podniecona.

Czy Polacy weszli już na poziom, w którym zaangażowanie emocjonalne w związku przestaje mieć duże znaczenie?

Odpowiem od końca. Żałuję, że nie daliśmy sobie rady w Polsce z problematyką gender. Wśród pojęć z nią związanych pojawia się pojęcie płci biologicznej i kulturowej. Jeśli mówimy dziś o zdrowiu seksualnym Polaków, to skupiamy się na jego stronie biologicznej, zapominając, że nasza seksualność rozwija się przez całe życie tak jak nasza osobowość. Ma na nią wpływ sposób komunikowania się i miłości. Chcielibyśmy, żeby to się tak ładnie domykało, czyli żeby ludzie, którzy są aktywni seksualnie, tak ładnie się komunikowali i kochali. To, co komplikuje nasze życie, to to, co nas otacza – czyli sfera związana z seksualizacją mediów, reklam, muzyki, poszukiwanie wzorca kobiecości i męskości. Stajemy się coraz bardziej otwarci na eksperymenty z seksualnością. Ale jednocześnie jesteśmy w tym wszystkim dość popędowi i wciąż mało wiemy o seksie. Sprowadzamy go często wyłącznie do sfery popędu. Stąd m.in. wziął się tak lawinowy wzrost zdrad internetowych.

Kiedyś zdradzali głównie mężczyźni, teraz o wiele częściej zdradzają kobiety. To wynika z emancypacji?

Tak, i ta tendencja będzie rosła. Coraz więcej kobiet będzie zajmowało coraz wyższe stanowiska, będą lepiej wykształcone niż niektórzy koledzy. To, o czym pani mówi, to koszt, jaki te kobiety płacą za równość. Żeby była jasność – jestem za równouprawnieniem. Myślę, że dużo czasu musi upłynąć w Polsce, żebyśmy zrozumieli, na czym polegają kategorie równości, bo często wciąż nam się wydaje, że kobiecie nie wolno tego, co wolno mężczyźnie, także w sferze wyzwolenia seksualnego. Uważam też, że jest to problem coraz większej obecności pracy w naszym życiu. My funkcjonujemy głównie przez pracę. Do tego kobiety ambitne, dążące za wszelką cenę do sukcesu zawodowego, zwykle osiągają go w wieku średnim. A u kobiety szczyt dojrzałości seksualnej przypada na czas po 35. roku życia. Wówczas, mając określone stanowisko społeczne i zawodowe, pieniądze, realizuje te swoje potrzeby seksualne z większą swobodą.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »