Pseudorozwój szkodzi relacjom

123rf.com

Można w imię rozwoju często wchodzić w nowe relacje albo z tego samego powodu tkwić w jednej, a w swoim wnętrzu niczego nie zmieniać. Inni ludzie zawsze są naszym lustrem, tylko my tak rzadko widzimy w nich swoje odbicie.
„Mam tu coś ważnego do przepracowania”, mówią ci, którzy boją się odejść ze związku toksycznego albo tak bardzo statycznego, że nic ważnego się w nim nie wydarzy. Udają, że podejmują pewne wysiłki. Często ich „przepracowywanie” jest drogą pełną wizyt u psychoterapeutów, specjalistów od czytania karmy, warsztatów rozwoju czy różnego rodzaju uwalniających emocje masaży. Tego rodzaju zabiegi mentalne i fizyczne sprawiają, że ludzie ci uświadamiają sobie dawne wzorce relacyjne, które ich dotyczą i których cały czas doświadczają w teraźniejszości. Wiele na ten temat wiedzą, imponują tym, którzy nie są jeszcze zaawansowani na drodze tak zwanego rozwoju. Doskonale zdają sobie sprawę, że przykładowo przez potajemne romanse ojca związali się z kimś, kto notorycznie zdradza. „Przepracowując” temat, nie wychodzą jednak z poziomu umysłu. Mówią o tym, analizują, ciągle od nowa są w energii starego scenariusza. Kolejnymi narzędziami psychologicznymi czy ezoterycznymi dochodzą do tej samej smutnej opowieści. Teoria oddziela ich od uczuć, prawdziwego czucia bólu.

Ktoś być może cały czas jest odrzucany, nie czuje się wybrany, uhonorowany i doceniony przez ukochaną osobę. „Nic dziwnego”, myśli sobie taki ktoś, „ojciec ożenił się z matką z powodu jej ciąży, a potem odszedł. Powielam ten schemat w moim małżeństwie, mój mąż jeszcze ze mną jest, ale ja czuję się niepewna, niekochana, boję się. A on jest szorstki, daleki. Wiem, skąd te uczucia”. Wiedzieć, a czuć jest jednak różnicą. Czuć i reagować zgodnie ze swoim wnętrzem to kolejny krok rozwoju, który jest prawdziwym wyzwaniem. Nie teoretycznym ale praktycznym. Często wiedza na temat starych schematów i bycie w ich władaniu przeszkadza podjąć właściwe kroki – te wewnętrzne, kiedy decydujemy „rozpaść się na kawałki” i zewnętrzne, bo może trzeba odejść, by wyjść poza schemat. Tkwiąc w nim, cały czas uruchamiamy ten sam cykl zdarzeń i reakcji na nie. Jesteśmy uwięzieni w błędnym kole.

Druga strona tego samego medalu to postawa szukania rozwoju w kolejnych relacjach. Wówczas mamy na sztandarach hasła w stylu: „Ten związek mnie blokuje. Nie będę żyć z kopią własnej matki. Odchodzę i to zaraz”. Jesteśmy tacy dumni, że się odważyliśmy. W ten sposób również nie dotykamy uczuć. Idziemy za to do psychologa, zapisujemy się na warsztat o związkach, zaczynamy ćwiczyć jogę, mamy poczucie, że porządnie zajmujemy się problemem. Działamy „zamiast” i tak naprawdę uciekamy. Nie przed matką, ojcem, schematem, partnerem czy partnerką. Przed własnymi uczuciami, które ujrzały światło dzienne w tej relacji. Obojętne jest czy zamykamy na nie serce będąc obok kogoś czy samemu. Działania – walka lub ucieczka oraz myślenie o istocie problemu wykluczają bezruch. A czuć można tylko w bezruchu. Kiedy umysł jest spokojny, ciało odprężone możemy dotknąć sedna. Uczucia, które chce być uwolnione. Nie wydarzy się to na drodze pseudorozwoju.