Rady cioteczki Jane

Fot. Getty Images/ Gallo Images

Cóż mogła wiedzieć o związkach stara panna z angielskiej prowincji, w dodatku żyjąca 200 lat temu? Otóż całkiem sporo. Jane Austen, bo to o niej mowa, była znakomitą pisarką i prawdziwą znawczynią dusz, i to nie tylko kobiecych. Jej książki nadal są czytane, ale czy rozumiane? Jaką prawdę o miłości starała się nam przekazać – terapeutkę Katarzynę Miller pyta Joanna Olekszyk.

(…)

„Duma i uprzedzenie” jest zaprzeczeniem romantycznego mitu o miłości od pierwszego wejrzenia.

Ta książka pokazuje, że oceniamy po pozorach, a prawdziwe uczucie potrzebuje czasu. I to też prawda nadal aktualna. Hit ostatnich lat, „Dziennik Bridget Jones”, jest niczym innym jak nową „Dumą i uprzedzeniem”, co więcej, mogłaby powstać jeszcze bardziej współczesna wersja tej ksiażki – z bohaterami ery Facebooka i Twittera. Bo przecież my nadal tak robimy, oceniamy się po zdjęciu profilowym, opisie. Kiedyś panny siedziały na zadupiu i czekały, aż pan Darcy podjedzie pod okno na koniu, dziś mamy w dłoni smartfona i możemy w sekundę skontaktować się z kimś na drugim końcu świata, a i tak w pewnym sensie musimy poczekać, aż on zajedzie pod nasze okno.

A co z seksem, pożądaniem? U Austen nikt się nie całuje ani nawet nie trzyma za ręce. My jesteśmy chyba bardziej rozerotyzowani?

Ja myślę, że jest wręcz przeciwnie. Że to są książki przepojone seksem. Lizzy i Eleonora są bardzo sensualne, choć to jest ukryte pod ich opanowaną powierzchownością. Natomiast Marianna to już kwintesencja sensualności. Według mnie Willoughby jej zabrał cnotę i dlatego zerwanie było dla niej tak straszne. I dlatego doprowadziło nieomal do jej zniesławienia. To, że to nie jest napisane wprost, nie znaczy, że tego tam nie ma. Ja to w każdym razie czułam.

Sądzisz, że życie seksualne bohaterów Austen było o wiele bardziej sensualne niż nam dziś się wydaje?

Oczywiście. Nie powiem, że było bardziej sensualne niż nasze, ale na pewno nie było mniej. Nie na darmo co chwila ktoś tam kogoś uprowadza i uwodzi.

Więcej w grudniowym numerze magazynu SENS.

 

 

Wydanie 12/2017 dostępne jest także w wersji elektronicznej.