Seks rodziców

fot.123rf

Trudno się pogodzić, że nasi rodzice są kochankami. Jednak dla własnego dobra, dla radości z seksu powinniśmy zaakceptować mamę i tatę jako istoty seksualne. Dlaczego to takie ważne – wyjaśnia Katarzyna Miller, psychoterapeutka.
Kiedyś nakryłam matkę w łóżku z obcym mężczyzną. I choć była wtedy już wdową, a ja dorosłą kobietą, to przeżyłam szok. Dlaczego, gdy dowiemy się, że nasi rodzice uprawiają seks, jesteśmy zbulwersowani? Co mamy wtedy robić?

Nie pozwalać sobie na to, żeby iść za pierwszym odruchem i krzyczeć, płakać czy się oburzać, tylko pomyśleć, co czuję. Pogadać o tym z przyjaciółką, ale z mądrą przyjaciółką. Czego chcę i co mogę zrobić, jeśli poczułam się oszukana, bo na przykład, kiedy byłam nastolatką, mama nie pozwalała mi się spotykać z chłopakami. A kiedy przyłapała nas na pocałunku, zrobiła piekło. A teraz co? Jak ona może, ile ona ma lat! Taka goła, pomarszczona pokazuje się temu facetowi. A on? Ten jej kochanek, też jest stary! I co? Goły lata po jej mieszkaniu!? Jak oni mogą! No chyba się porzygam…

Ona potem tymi samymi ustami całuje wnuki, że sparafrazuję słowa tytułowego bohatera „Depresji gangstera”.

No właśnie! Jeśli masz takie myśli w głowie, powiedz sobie: „Stop! Oto moje własne związane z seksem zahamowania i kompleksy wylazły na wierzch. Wylazła też cała moja ukryta złość na mamusię. A może być ona większa niż to paskudztwo, którym obrósł mój stosunek do seksu”. Zazwyczaj jednak od takiej refleksji uciekamy czym prędzej w oburzenie i mówimy do męża: „Wyobraź sobie, moja matka… Jak ja jej nagadam! Albo ty jej powiedz. Jak ona śmie!”. A jak nie mamy męża, to lecimy do przyjaciółek i dawaj: „Mnie wyzywała od puszczalskich, a teraz sama się puszcza”. I co wtedy? Niech ten ktoś mądry w tobie powie: „Powściekaj się, masz prawo, napisz nawet list z obelgami. Wypluj w nim to wszystko. A potem wyrzuć go. Nie pozwalaj sobie, by na matkę, czyli na człowieka, wylewać swoje kompleksy. Owszem, ona na ciebie wylewała swoje, gdy mówiła, że seks jest fu. Ale my mamy być mądrzejsi od rodziców, a nasze dzieci od nas. No, to daj sobie tę progresję”. Jeśli się uda, zrób kolejny rozsądny krok i powiedz sobie: „Nie muszę się zachwycać tym, że matka ma kochanka, ale też nie muszę jej potępiać. Bo tak naprawdę nic mi do tego”.

Jak to: nic mi do tego, że moja matka ma kochanka?!

Ano właśnie, nic. Matka jest dorosłym wolnym człowiekiem. Podobnie jak ojciec, jeśli po rozwodzie spotkał nawet dużo młodszą kobietę, to jego sprawa. Jeśli syczymy na niego: „Ta twoja kochanka chce cię tylko oskubać z pieniędzy”, to znaczy, że same jesteśmy bardzo, bardzo oskubane i nie możemy wytrzymać, że ktoś ma to coś, czego my nie mamy. A tym czymś jest właśnie pozytywne podejście do seksu. No i sam seks. A więc: nie chcemy widzieć w rodzicach istot seksualnych, wtedy gdy sami jesteśmy w ogromnej opresji seksualnej. Ta opresja bierze się stąd, że my jako dzieci nie widzimy i potem jako dorośli też, by nasi rodzice (z nielicznymi wyjątkami) całowali się, dotykali, przytulali, mówili do siebie: „Żabko, dupciu, pyszczku”.

Uczy się nas, żeby dzieci chronić przed widokiem seksu. Nawet w serialach komediowych, np. „Dwóch i pół”, bohater ma kompleks, bo jako chłopiec nakrył matkę w łóżku…

Dzieci nie mają widzieć, jak się rodzice ciupciają. Ale powinny widzieć, jak okazują sobie zaciekawienie, jak są wobec siebie erotyczni. A że nie widzą, nie kojarzą ich z seksem. Za to później, kiedy już są starsze i wiedzą, skąd się biorą dzieci, to są zdziwione: „Oni musieli kiedyś TO robić?! Jak oni TO zrobili?!”. Rodzice nam do seksu nie pasują. No i klops. Bo przecież i my stajemy się kiedyś (potencjalnie choćby) rodzicami i wówczas sami sobie do seksu nie pasujemy.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »