Seks w rytmie slow

fot.123rf

Ciągły pośpiech rzutuje na wszystkie aspekty naszego życia – na sferę seksu też. Przeciwstawia się temu ruch Slow Sex. O seksie powolnym, czyli we właściwym tempie, opowiada sex coach Marta Niedźwiecka.
Najpierw był Slow Food – trend, który wyrósł na przekór inwazji śmieciowego jedzenia. Zrodził się jako pierwszy odłam światowego ruchu zwanego Slow Movement, powstałego w latach 80. we Włoszech. Z czasem powstały kolejne: Slow Traveling, Slow Reading, Slow Education. I wreszcie – w 1992 roku – Slow Sex. Co łączy te trendy? Niezgoda na bezrefleksyjność i jałowość. Na wkraczanie pośpiechu i bylejakości do naszych związków, dusz i ciał. W przypadku Slow Sex to przede wszystkim sprzeciw wobec seksu kiepskiej jakości, a w zamian za to poszukiwanie drogi do intymności pełnej treści i naprawdę zbliżającej ludzi. Tak jak Slow Food zaczął zmieniać nasz stosunek do jedzenia, Slow Sex zajął się naszym stosunkiem do sfery erotyki.

Tu i teraz

Jedno z podstawowych pojęć ruchu Slow to termin „primo gusto”, czyli właściwe tempo. Jak je rozpoznać? Jeżeli siedzisz ze znajomymi, delektujesz się dobrym jedzeniem, winem, rozmową i towarzystwem, to właśnie znalazłaś właściwe tempo dla tego momentu. Dzięki temu możesz wyciągnąć z tej chwili maksimum. Jesteś z innymi ludźmi oazą spokoju pośrodku pośpiesznego i nerwowego świata. Istotą tego procesu jest aktywne tworzenie własnego życia – wybieranie tego, co dla nas lepsze, także w seksie. Musimy znaleźć swój czas i przestrzeń, by dowiedzieć się, czego potrzebujemy. Potem, by zacząć to robić świadomie, uważnie, w kontakcie ze swoim ciałem i drugim człowiekiem.

Jak bycie slow przekłada się na sferę seksu? Bynajmniej nie chodzi o to, by zawsze kochać się długo i wolno. Slow Sex ma służyć temu, by przyjrzeć się rzeczom uważniej. Oduczyć się tego, co w tej chwili źle działa, co przeszkadza w seksie. To jakby powiedzieć: „zwolnij i zobacz, co jest fajne, co cię zasila, co działa, czego potrzebujesz”. Chodzi więc o zwolnienie tempa po to, żeby dowiedzieć się czegoś o sobie i swojej seksualności. Gdy już poznamy własne tempo i siebie lepiej, będziemy mogli naprawdę wybierać, kiedy chcemy zrobić coś w szybkim, a kiedy w wolnym rytmie. Kiedy lepszy będzie spokojny wieczór przy świecach i zmysłowe nasycanie się cielesną przyjemnością, a kiedy szybki numerek na stole w kuchni. Najważniejsze to wejść w sferę świadomej przyjemności.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »