Uchronić się przed manipulacją

123rf.com

Kiedy nawiązujemy znajomość z nieznaną sobie wcześniej osobą, zawsze dajemy jej kredyt zaufania. Nie znamy przecież jej prawdziwych intencji. Dotyczy to kontaktów w codziennym życiu oraz w sieci.
W tym drugim przypadku, nie znając jej/jego środowiska, mamy nikłe możliwości, aby szybko zweryfikować to, czego się dowiadujemy. A jeśli na początku nawet nie widzimy tej drugiej osoby, nie możemy odbierać również sygnałów niewerbalnych, które często sugerują, że ktoś np. mija się z prawdą. Pozostaje nam więc zwiększona ostrożność aż do chwili, w której uda się nam zdobyć pewność, że on/ona jest uczciwym i dobrym człowiekiem.

Niestety, praktyka uczy, że czasem czujność jest niewystarczająca i nawiązana znajomość nie tylko nie czyni nas szczęśliwymi, ale w dodatku przysparza kłopotów. Tak się zdarza, gdy padamy ofiarą manipulantów – osób, które sprawnie posługują się rozmaitymi taktykami, w wyniku których zaczynamy ulegać ich wpływom. Takie osoby najczęściej sprawiają wrażenie życzliwych i empatycznych. W rzeczywistości wykorzystują swoje umiejętności i nasze słabości, abyśmy zaczęli widzieć je w taki sposób, w jaki one same chcą nam się pokazać.

Być może czasem każdy z nas ucieka się do drobnych manipulacji, aby czegoś uniknąć lub coś zyskać. Mam jednak na myśli te osoby, które czynią to permanentnie, a ich celem jest zdobycie przewagi nad drugą stroną i wykorzystanie jej. Zazwyczaj na ich celowniku znajdują się ludzie podatni na manipulację – zdesperowani, o zaniżonej samoocenie, w trudnym momencie życiowym.

Zabawa w kotka i myszkę

To właśnie przydarzyło się Marioli – 38-letniej kelnerce.
– Pół roku po rozwodzie zalazłam się w trudnej sytuacji materialnej i musiałam podjąć pracę kelnerki – opowiada. – Nie był to szczyt moich marzeń, ale kiedy potrzebuje się pieniędzy, nie ma wyboru. To praca bardzo wyczerpująca fizycznie. Wieczorami nie miałam już siły nigdzie chodzić, cały dzień na nogach, a samotność zaczęła mi dokuczać, więc za namową koleżanki zaczęłam flirtować on-line. Na początku nikt nie wzbudzał mojego zainteresowania, do chwili, w której w moim życiu pojawił się Dominik. Atrakcyjny 46-latek, jak to określił, rozwodnik po przejściach, który deklarował, że szuka spokojnej domatorki, lubiącej kuchnię, ogród. To ja! Odpowiedziałam na jego wiadomość, pełna nadziei. Kiedy zaczęliśmy korespondować, wyłonił się obraz mojego ideału. Mężczyzny, który ceni miłość, lojalność, uczciwość, lubi długie rozmowy. Za sobą ma głęboki zawód miłosny, ale nie traci nadziei. Fakt, że jest przystojny i nieźle sytuowany, potraktowałam jako bonus. Zakochałam się w jego dobrym charakterze. Niestety, bardzo się pomyliłam.

Kiedy zaczęli się spotykać, bajka trwała jeszcze przez kilka tygodni.
– Potem zaczęły się dziwne prowokacje z jego strony. Kilka razy spóźniał się na spotkania ponad pół godziny, a kiedy dzwoniłam, zakładając, że coś mu się stało, nie odbierał. Pojawiał się, gdy już umierałam ze strachu. Mimo że zawsze miał racjonalne wytłumaczenie, coś mi mówiło, że on się tą sytuacją bawi. Nie wiedziałam, co myśleć. Kiedyś z kolei zaprosił mnie do drogiej restauracji na obiad, a gdy przyszło do płacenia, okazało się, że zapomniał portfela. Oczywiście ja zapłaciłam, ale to były wszystkie moje pieniądze! W dodatku on to wiedział, bo godzinę wcześniej powiedziałam, że zostało mi 200 złotych do końca miesiąca. Tyle dokładnie wynosił rachunek. Przewegetowałam dzięki przyjaciółce. Było mi głupio prosić o zwrot, a on udawał (jestem teraz pewna!), że nie pamięta – dodaje.

Takich sytuacji było jednak coraz więcej.
– Miałam kompletny mętlik w głowie – wspomina Mariola. – Z jednej strony wierzyłam, że spotkałam porządnego faceta, z drugiej jego zachowania sprawiały mi przykrość. Czułam w dodatku, że mój niepokój i dezorientacja sprawiają mu jakąś przyjemność. Gdyby nie przyjaciółka, dałabym się omotać. Nie rozumiałam tej sytuacji, kładłam wszystko na karb zawodu, którego doznał i nawet uznałam, że pewnie mnie testuje, by znowu się nie sparzyć. Gotowa byłam zaliczyć wszystkie próby, którym mnie poddawał. Ale Iwona jest moją prawdziwą opoką. Pokazała mi książkę o ludziach, którzy bez wyrzutów sumienia wciągają innych w swoją grę. Ich celem jest zdobycie władzy nad kimś, zabawa w kotka i myszkę. To był niestety wierny portret Dominika. Przepłakałam wiele nocy, ale zdobyłam się na zakończenie tej znajomości – kończy Mariola.

Dominik bardzo umiejętnie grał na uczuciach Marioli. Czuł jej słabość, determinację i bez wyrzutów sumienia zdobywał kolejne punkty przewagi.

sympatia_logo