W jakim stopniu wychowanie decyduje o późniejszych relacjach w związku?

fot.123rf

Czy można nie nadawać się do związku? Kiedy wspólne życie przynosi więcej kłótni i cierpienia niż radości i spokoju – zadajemy sobie właśnie to pytanie. Psychoterapeutka Katarzyna Miller w rozmowie z Joanną Olekszyk wyjaśnia, w jakim stopniu historia życia, a w jakim wychowanie decyduje o tym, jak wyglądają nasze relacje.

Powiedziałaś ostatnio, że czym innym jest umieć żyć w społeczeństwie, a czym innym w związku. Co miałaś na myśli? Życie w społeczeństwie wymaga innych kompetencji niż życie w związku?

No troszkę tak.

Jakich?

W życiu społecznym bardziej liczy się pewność siebie, wytrwałość, skuteczność i sprawczość działania, ale też organizacja wewnętrzna, pracowitość, obowiązkowość, umiejętność współpracy, asertywność. W osobistym z kolei umiejętność przeżywania i okazywania uczuć, umiejętność bycia w bliskości, komunikacja, znajomość własnych potrzeb, empatia, łatwość kontaktu intymnego, czułość, troska… Ale to nie jest ścisły podział… Bo te wszystkie umiejętności mogą się przydać właściwie wszędzie.

I pewnie jedne i drugie nabywamy głównie w domu?

Nie wszystkie. Oprócz domu jest jeszcze szkoła, są domy naszych kolegów i koleżanek, jest wspólne mieszkanie w akademiku na studiach. Jak ci dom rodzinny nie daje potrzebnych kompetencji, to szukasz, gdzie się da. Niedawno przyjaciółka opowiedziała mi, że do dziś pamięta, jak poszła do domu koleżanki i zobaczyła, jak tata klepie mamę po pupie. Wryło ją w ziemię. Rozumiesz, dziewczyna z domu, w którym było jak w grobie, poszła do domu, w którym było jak u ludzi. Tam wampiry, tu ludzie. „Boże, a więc tak można?!” – oświeciło ją. Ja natomiast pamiętam, jakim wielkim przyzwoleniem było dla mnie to, co znalazłam na studiach w książkach pisanych przez amerykańskich psychologów, w których się wtedy zaczytywałam. Brzmiało to jakoś tak: „Chcesz od swojego partnera 100 proc. uwagi, miłości i zaangażowania? Nigdy tyle nie dostaniesz. Najpierw zobacz, ile on ci daje. 60? 80? O, to już dużo. Jak on ci daje 70, to weź sobie pozostałe 30 od innych i przestań jemu i sobie truć dupę”. To od ciebie zależy, czy kolegujesz się z ludźmi, którzy nakarmią cię w różnych dziedzinach i których ty też nakarmisz. Pomyślałam sobie wtedy: „Boże, jakie to proste”! Podświadomie według tego schematu działałam, ale teraz miałam potwierdzenie słuszności mojego postępowania. Ten sam facet, z którym się całujesz w parku, nie musi być tym, z którym będziesz zobywać medale w maratonach czy z którym przegadasz całą noc. Mężczyźni to rozumieją, za to kobiety mają z tym problem, bo one zawsze chcą więcej. Ale mogą nauczyć się rozumieć.

Można nie być wychowanym do związku, miłości?

Oczywiście, że można. Podam prosty przykład. Idziesz ulicą i nagle wpada na ciebie przypadkiem małe dziecko. Jego reakcja powie ci bardzo wiele o tym, jak jest wychowane. Jedno gębę otworzy, oczka wytrzeszczy – głupio mu, ale nie wie, co zrobić. To taki melepeta wychowany w domu, w którym nikt nie uczył, że trzeba mówić: „proszę”, „dziękuję”, „przepraszam”. Inne powie ci: „Dzień dobry, przepraszam panią“ i poleci dalej – to dziecko wie, że trzeba przeprosić i właściwie po sprawie. A jeszcze inne dziecko jak na ciebie wpadnie, to cię kopnie, bo jest tak napakowane agresją. Kopnie, odbiegnie i jeszcze ci pokaże język parę metrów dalej. Zbiera agresję w domu i powoli szykuje się na bandytę.

Wiele osób pochodzących z takich domów pielęgnuje w sobie przekonanie, że się nie nadaje do związków.

Oj, czasem się bardzo nadają…

Do toksycznych związków?

Do toksycznych pewnie też – zresztą dużo ludzi nadaje się do toksycznych związków. Ale są takie osoby, które wprawdzie są z domów z problemami, ale mają „starą duszę” – pojęcie, które nie zostało jeszcze opracowane naukowo, a które strasznie lubię. Rodzą się czasem takie dzieci – niesłychanie spokojne, mądre wewnętrznie, pełne harmonii. W rodzinach z problemem alkoholowym często takie dzieci wchodzą w role ratowników – uspokajają, łączą, pomagają, wspierają. Albo – nie na darmo mówią, że najlepszym partnerem dla kobiety jest najstarszy syn, bo od dziecka był nauczony, by być opiekuńczym.

Chcę powiedzieć, że nawet jeśli myślisz o sobie, że się nie nadajesz, to możesz nadawać się świetnie. Człowiek jest istotą niezwykle tajemniczą. Zwykło się mówić, że najważniejsze jest wyposażenie, z którym przychodzisz na świat, potem wychowanie i dopiero potem historia życia. Ale przecież w tej historii życia mogą się zdarzyć rzeczy tak dla dziecka stymulujące, że całe wychowanie przestaje mieć znaczenie. Poza tym jeśli ono ma dobre własne wyposażenie, to co innego wybiera ze świata. Zakoleguje się z tymi, od których się nauczy a to kindersztuby, a to podrywania dziewczyn, a to śmiałości.