Wirtualna miłość – ekscytująca czy niebezpieczna?

flickr.com / Alex

Odkąd internet stał się ogólnodostępny, coraz częściej jest wykorzystywany do efektywnego poszukiwania partnera. Z okazji Dnia Wirtualnej Miłości, który wypada 24 lipca, eksperci SWPS oraz przeprowadzone przez nich badania dają nam odpowiedź na pytania, czym jest wirtualna miłość i w jaki sposób jest konsumowana.
W niektórych sytuacjach granice między światem realnym a wirtualnym ulegają zatarciu. Jednak w potocznych dyskusjach media cyfrowe często pojawiają się jako coś sztucznego, nienaturalnego, zaprzeczenie autentycznego świata. – To dość naiwne myślenie, ponieważ ogromna część naszych doświadczeń, tego kim jesteśmy, jest zapośredniczona przez media. W równym stopniu dotyczy to oczywiście także relacji romantycznych. Tyle że dawniej większe znaczenie odgrywały w nich np. listy, a dziś przestrzenie komunikowania, które są ważne we wszystkich sferach naszego życia tj. komunikatory internetowe, serwisy społecznościowe czy przesyłane sobie zdjęcia – mówi dr hab. Mirosław Filiciak, prof. SWPS, medioznawca, kulturoznawca SWPS.

Jednak mimo zacierania się granic między tymi dwoma światami, cały czas widocznych jest wiele różnic między związkami trwającymi w świecie wirtualnym i poza nim. Niestety czasami wirtualne związki te stają się ryzykowne i prowadzą do przykrych konsekwencji. – Najbardziej widoczna różnica w porównywaniu tych dwóch rodzajów związków dotyczy formy komunikacji między ludźmi. Zakochani wysyłają do siebie wiadomość, zdjęcia, czy filmy. Niestety często wywołują one dużo poważniejsze konsekwencje niż tylko poczucie zawstydzenia, a ich świadkami stają się setki a może nawet tysiące obcych ludzi, którzy takie sytuacje wyśmiewają – tłumaczy Michał Pozdał, psychoterapeuta, seksuolog SWPS. – Lecz wesoło jest im tylko do czasu, kiedy to ich zdjęcie trafi na popularnego bloga lub znana blogerka zrobi materiał o ich „żenującym” zachowaniu – dodaje.

Jak to możliwe, że zakochujemy się w osobach, których nigdy nie widzieliśmy, a które znamy jedynie za pośrednictwem internetu? Naśladując emotikonki stosowane w komunikatorach internetowych zyskujemy sympatię osoby z drugiej strony ekranu – pokazują badania z wrocławskiego wydziału SWPS. Okazało się również, że nie tylko nieświadomie naśladujemy emotikonki jako wyraz samego stosowania ich przez rozmówcę, ale także reagujemy na pozytywne emocje, które są nam za ich pośrednictwem przekazywane, odwzajemniając się treściami o takim samym kierunku emocjonalnym, a więc uśmiech odwzajemniamy uśmiechem. – Emotikonki są jednym z najbardziej dostępnych, czyli łatwych do zauważenia i skopiowania, form wirtualnych zachowań, dlatego mogą one ogrywać kluczową rolę w cementowaniu relacji internetowych – mówi Filip Paluch, współautor badania, obecnie absolwent psychologii w SWPS Wrocław.

Powszechność dostępu do internetu sprawia, że korzystają z niego coraz młodsi użytkownicy. Wnioski z nowego raportu dotyczącego nastolatków w internecie prowadzonego w ramach projektu EU Kids Online pokazują, że dzieci mają problem w internecie głównie w takich obszarach jak poszukiwanie własnej tożsamości i seksualności, zawieranie przyjaźni z rówieśnikami i budowanie pierwszych związków erotycznych. – Dziwnym i niezrozumiałym dla nas zjawiskiem, które zyskuje na popularności jest tzw. „seksting”, czyli wysyłanie i publikowanie przez młodzież treści o charakterze erotycznym we własnych kanałach i serwisach społecznościowych – tłumaczy dr Lucyna Kirwil, psycholog społeczny SWPS, koordynator polskiego zespołu EU Kids Online.

Umieszczanie zdjęć i otrzymywanie komentarzy o charakterze seksualnym w opinii młodzieży może być ekscytujące i schlebiać im. Jednak dzielenie się takimi zdjęciami z innymi może łatwo przerodzić się w traumatyczne doświadczenie, na przykład wtedy, gdy młodzież otrzymuje bardzo przykre komentarze na temat tych zdjęć lub gdy są one rozesłane do zbyt wielu odbiorców.