Zagubieni w orientacji

Getty Images / Flash Press Media

Ona czasem śni o seksie z kobietą. On zagląda na gejowskie porno. Czy to biseksualizm? Niekoniecznie. Większość heteroseksualnych ma lekkie skłonności homo. A ty? Sprawdź na skali Kinseya.

Jolka ma chłopaka, na którym jej zależy i udane życie seksualne. Ma też pewną słabość: ogląda się za dziewczynami. Przyciągają jej wzrok. Są piękne, długonogie, powabne, poruszają się z gracją. I mają często fajne ciuchy… Dlatego idąc ulicą prawie w ogóle nie zwraca uwagi na mężczyzn, za to niektórym dziewczynom przygląda się wręcz otwarcie.

Renata wprawdzie nie ogląda się za dziewczynami, ale kiedyś z jedną wylądowała w łóżku. Dziś tłumaczy, że to było pod wpływem alkoholu, że jej kochanka była zdeklarowaną lesbijką i najpierw ją lekko otumaniła winem, a potem uwiodła. Jak było? Dziwnie, w sumie nawet przyjemnie, ale Renata już więcej tego nie powtórzyła. Przestraszyła się jednak: może nie wszystko jest z nią w porządku?

Justyna mówi o sobie „stuprocentowa heteryczka”. Kobiece ciało jej nie podnieca. Wcale! Ale ma pewien sen, który regularnie powraca: podczas letniej, ciepłej nocy uwodzi ją instruktorka na obozie sportowym.
Za każdym razem jest inaczej, ale zawsze miło. Justyna podczas tego snu przeżywa orgazm.

Paweł jako pięciolatek bawił się z kolegą z podwórka: chowali się w krzakach i dotykali nawzajem swoich penisów. Nie pamięta, czy go to podniecało, ale zabawa była rajcująca, bo nikt o niej nie wiedział. Dziś faceci go raczej nie interesują.

Robert wzdryga się na samą myśl, że mógłby zostać posądzony o homoseksualizm. Bo niby na jakiej podstawie? Dlatego, że kiedyś oglądał gejowskie porno i mocno się podniecił? Do tego stopnia, że się masturbował. Kiedy to sobie przypomina, czuje się trochę dziwnie. Nikomu o tym nie powiedział, bo obawia się, że wezmą go za geja.

Między „zerem” a „dwójką”

Biseksualizm, czyli odczuwanie popędu płciowego i pożądania do osobnika tej samej oraz odmiennej płci, jest wciąż słabo poznaną stroną ludzkiej natury. Dlaczego? Bo z założenia zawiera element homoseksualny. A ten – mimo parad wolności – nadal nie jest do końca akceptowany społecznie. Jeszcze nie tak dawno stanowił nie tylko tabu, ale był przestępstwem, za które karano. Przypisywano go marginesowi społecznemu, uznawano za dewiację.

– Pierwsze badanie dotyczące homoseksualizmu usiłował przeprowadzić w Polsce w 1903 r. prof. Ludwik Hirszfeld: rozesłał na ten temat ankiety do 3 tys. studentów – opowiada Małgorzata Zaryczna, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – Wywołało to ogromny skandal, a naukowiec został skazany na grzywnę i 10 dni aresztu. Pamiętajmy więc, że możliwość otwartego mówienia o bi- czy homoseksualizmie to osiągnięcie ostatnich 20–15 lat.

Przełamanie zmowy milczenia zawdzięczamy badaniom amerykańskiego seksuologa Alfreda Kinseya z 1948 r. Słynny badacz zrobił coś jeszcze: wprowadził nowy model spojrzenia na ludzką seksualność. Do tej pory obowiązywał dwubiegunowy freudowski model orientacji seksualnej: człowiek ma orientację albo homo, albo hetero, a na ich styku znajduje się biseksualizm, czyli trzecia orientacja, będąca ich połączeniem. Kinsey zaproponował bardziej miarodajny model siedmiostopniowej skali. W myśl jej założeń orientacja jest jedna. To jakby linia prosta, która na jednym końcu ma punkt „homo”, a na drugim „hetero”, ale te punkty nie są od siebie ani oderwane, ani przeciwstawne. Stanowią swoją naturalną konsekwencję.

– Na początku skali jest „zero” – to osoba o skłonnościach heteroseksualnych, bez żadnego komponentu homo – czyli ktoś, kto na homoseksualizm w jakiejkolwiek postaci reaguje odrzuceniem – tłumaczy Małgorzata Zaryczna. – „Jedynka” to już ktoś o nastawieniu heteroseksualnym, ale z przypadkowymi elementami homo, np. snami, fantazjami erotycznymi, korzystaniem z bodźców wzrokowych. „Dwójka” to osoba o nastawieniu heteroseksualnym, ale z bardziej niż przypadkowymi epizodami homo – doświadczenia i kontakty homoseksualne podejmowała świadomie i więcej niż raz. „Trójka” to środek skali – ktoś, kto ma jednakowe nastawienie hetero- i homoseksualne. Dalej skala stanowi lustrzane odbicie pierwszej części, kończąc się na „szóstce”, czyli osobie o zdecydowanie homoseksualnej orientacji, bez jakichkolwiek elementów heteroseksualnych.

Co najciekawsze, z jednego punktu skali można przechodzić do drugiego. Większość z nas w ciągu swego życia przesunie się o jeden, góra dwa punkty – większe „podróże” zdarzają się rzadko.

 

Skąd mamy wiedzieć, w jakim miejscu skali się plasujemy? Możemy śmiało przyjąć, że gdzieś między „zerem” a „dwójką” – tych jest bowiem w społeczeństwie najwięcej. „Piątki” i „czwórki” zdarzają się niezwykle rzadko, podobnie jak „trójki” – idealnych biseksualistów. Pokazują to na przykład wyniki kanadyjskich badań, przeprowadzonych wśród studentów: tylko 1 proc. to osoby biseksualne i 1 proc. – homoseksualiści, pozostałe zaś 98 proc. to „zera”, „jedynki” lub „dwójki”. Jeśli spojrzymy na sprawę w ten sposób, to okaże się, że wszyscy jesteśmy z natury biseksualni – bo przecież już „jedynkom” towarzyszą elementy homoseksualnych fantazji.

Skłonność do adaptacji i eksperymentów

Nie każdy kontakt z własną płcią oznacza przesunięcie  w kierunku środka skali. Jest wiele homoseksualnych zachowań, które jeszcze nie świadczą o takiej orientacji. Na przykład zjawisko zwane homoseksualizmem zastępczym, typowe dla zakładów karnych, koszar wojskowych czy innych odizolowanych miejsc, gdzie przebywają osoby tej samej płci. W sztucznie wykreowanych warunkach, gdzie ludzie są przez dłuższy czas skazani na towarzystwo własnej płci, homoseksualizm jest sposobem realizacji popędu i redukcji napięcia, a nie wyrazem orientacji. Zjawisko to sugerowałoby, że homoseksualizm został przez naturę pomyślany jako rodzaj wentyla bezpieczeństwa.

– Dobrze to widać na przykładzie zwierząt, które trudno posądzać o sprzeczne z naturą zachowania – mówi Zaryczna. – Często możemy zaobserwować, choćby w zoo, że kopulują ze sobą osobniki tej samej płci. Ale jak tylko pojawi się samiczka, natychmiast wracają do „klasycznych” metod rozładowania napięcia. Czy to znaczy, że są biseksualne? No cóż, one się raczej nie wypowiedzą… Biseksualizm to skłonność do seksu zastępczego, wynikająca z jednej z podstawowych cech ssaków – adaptacji. Homo sapiens jest ssakiem i pod względem tak pierwotnej sprawy, jaką jest pociąg seksualny, działa tak, jak sobie życzy natura.

Kolejna kwestia to homoseksualizm młodzieńczy. Pod tym terminem mieszczą się różne zachowania seksualne na poszczególnych etapach rozwoju psychoseksualnego, czyli zabawa kilkulatków w doktora z rówieśnikami tej samej płci, wspólny prysznic szkolnej drużyny i żarty w męskiej szatni po meczu, dziewczęce całusy na dyskotece, fascynacja młodych chłopców widokiem nagich pośladków – niezależnie od tego, do kogo należą, a także eksperymenty seksualne starszych nastolatków.

– To, czy taka faza trwa kilka dni, czy kilka lat, np. przez całe liceum, nie ma znaczenia – podsumowuje Zaryczna. – Seksualność młodych ludzi dopiero się tworzy, dojrzewa. Próbują różnych rzeczy, by poznać samych siebie i swe preferencje. Żadne z tych zachowań nie świadczy o biseksualizmie czy homoseksualizmie, bo w seksuologii nie określa się orientacji człowieka przed osiągnięciem przez niego względnej dojrzałości, czyli do 18. roku życia. Poza tym nastolatka w okresie burzy hormonalnej podnieca prawie wszystko, więc trudno mu na razie rozdzielić to, co jest zgodne z jego preferencjami od tego, co jest podniecające, bo w ogóle dotyczy seksu.

W kontakty homoseksualne, które nie świadczą bynajmniej o homoseksualnej orientacji, można też wchodzić z takich powodów, jak brak identyfikacji z własną płcią czy lęk przed płcią przeciwną. Młody człowiek nie jest na tyle świadomy, by stwierdzić: „mam kompleks małego członka, dlatego przerażają mnie kobiety”. Prędzej uzna, że jest gejem, a to wcale nie musi być prawda. Jeśli tak właśnie uzna i – co gorsze – nie zaakceptuje w sobie pierwiastka homoseksualnego – może go to na pewien czas zablokować w kontaktach zarówno z kobietami, jak
i mężczyznami.

Nie wystarczy, że podnieca

Jak zinterpretować przypadki naszych bohaterów?

Co do Pawła mamy chyba jasność: jego doświadczenia homoseksualne to efekt dziecięcego zaspokajania ciekawości, a nie orientacji. W wieku kilku lat dziecko przecież nie ma o swojej orientacji zielonego pojęcia. Ale Robert? Ten, który podniecił się gejowskim porno? Coś chyba musi być „na rzeczy”, skoro widok dwóch mężczyzn wywołał u niego taką reakcję?

– Niekoniecznie – protestuje Małgorzata Zaryczna. – Przecież filmy porno robi się właśnie po to, by podniecały. Instynktownie nastawieni na „nie” jesteśmy zazwyczaj jedynie w stosunku do seksu dewiacyjnego (np. pedofilnego czy zoofilnego). Reszta to kwestia indywidualnych upodobań. A jeśli przełamiemy przygotowanie społeczno-kulturowe i związane z wychowaniem uwarunkowania, to niemal każdy rodzaj seksu będzie na nas w jakiś sposób działać…

Większość z nas choć raz fantazjowała erotycznie o osobie tej samej płci, co nie znaczy, że chcieliśmy
– świadomie lub nie – wprowadzić owe fantazje w czyn i że stajemy się nagle biseksualni. Tak naprawdę osób, które jednakowo podniecają obie płcie, bez skłonności ku żadnej ze stron, jest bardzo niewiele (mniej niż jeden procent społeczeństwa). Przeważnie jesteśmy heterykami, którzy tylko czasem mają stan umysłu „bi”.

– Nasz biseksualizm w większości przypadków rozgrywa się głównie w fantazjach, a nie w praktyce – uważa seksuolog. – Ludzie, którzy wchodzą w związki czy romanse z obydwiema płciami to nadal rzadkość.

A Renata? Ta, która przespała się z dziewczyną, a raczej dała się jej uwieść? Czyż pod wpływem alkoholu nie robimy rzeczy, których potem żałujemy?

 

– Znów powtórzę: niekoniecznie – odpowiada Małgorzata Zaryczna. – Gdyby znajoma zaproponowała Renacie rodzaj zbliżenia, który by jej nie odpowiadał, to nawet spora dawka alkoholu nie wpłynęłaby na to, by uległa – powiedziałaby po prostu „nie”. A że po wszystkim czuła się dziwnie i była trochę przestraszona? To także o niczym nie świadczy, bo przecież po pierwszym stosunku z mężczyzną pewnie czuła się podobnie. Pierwsze razy już takie są, także w typowych dla naszej orientacji granicach. Renata jest prawdopodobnie „jedynką” na skali Kinseya. Ale jeśli w przyszłości zdecyduje się na homoseksualny kontakt i będzie on miał mniej przypadkowy charakter, może zbliżyć się do „dwójki”.

Jolka, która się ogląda za dziewczynami, jest zapewne „jedynką” lub „zerem” na skali. I co z tego, że uważa kobiety za piękne istoty?! Przecież takie są. Docenienie ich urody nie ma nic wspólnego z orientacją. Sypia z mężczyzną, nie fantazjuje o kobietach. Lubi to, co ma.

Trochę inaczej sprawa wygląda ze śniącą o instruktorce Justyną, która może się okazać mniej zdeklarowaną heteryczką, niż jej się wydaje.

– Czasem, podejrzewając u siebie wątki homoseksualne, tłumimy i wypieramy naszą prawdziwą orientację, bo chcemy być „normalni” – ostrzega seksuolog. – Przykładem takiego zachowania była jedna z postaci z filmu „American Beauty”: faszyzujący zwolennik twardej ręki, który najpierw usiłował pocałować głównego bohatera, a potem go zabił, bo nie mógł znieść faktu, że tamten poznał jego najwstydliwszą tajemnicę. Ta historia pokazuje, że ludzie, którzy nie ujawniają swoich prawdziwych preferencji, przez większość życia bardzo się męczą, a ich skłonności ujawniają się w snach czy fantazjach i powodują ogromne wyrzuty sumienia. W skrajnych przypadkach podobna walka ze sobą może nawet doprowadzić do tragedii.

Sny naszej bohaterki Justyny o seksie z kobietą nie byłyby może niczym istotnym, gdyby nie fakt, że doprowadzają ją do orgazmu.

 – To wygląda na stłumiony głos z wnętrza, który się czegoś domaga – mówi seksuolog. – Justyna mogłaby się okazać nawet „trójką”, gdyby odważyła się przyjrzeć swoim fantazjom i eksplorować własną seksualność. Ta rada zresztą dotyczy nas wszystkich.

Poznaj siebie

Skala Kinseya

0– całkowity heteroseksualizm

1  – heteroseksualizm z lekkimi skłonnościami homoseksualnymi

2– biseksualizm z większymi skłonnościami heteroseksualnymi

3– biseksualizm, bez przewagi skłonności w żadną ze stron

4– biseksualizm z większymi skłonnościami homoseksualnymi

5– homoseksualizm z lekkimi skłonnościami heteroseksualnymi

6– całkowity homoseksualizm

7– aseksualizm

Jeśli chcesz uczciwie oszacować swoją orientację seksualną, pamiętaj: ważne jest nie tylko to, co robisz, ale też co się dzieje w twojej głowie. Na pozór możesz być wzorem heteroseksualności, ale np. podczas masturbacji czy seksu z mężem fantazjujesz o kimś tej samej, co twoja, płci. Czy to znaczy, że jesteś „bi”? Tak, ale na początku skali. Myślą – choć jeszcze nie uczynkiem – przekraczasz pewien próg i część seksualnej energii kanalizujesz w określonym kierunku. Fantazjujesz sporadycznie, ale nie wprowadzasz fantazji w czyn? Zapewne jesteś „jedynką” na skali. Fantazjujesz regularnie, świadomie sięgając po takie obrazy, a sporadycznie po realny bodziec? Jesteś „dwójką”. I suwaczek na skali się przesuwa… Czy to źle? W żadnym razie! Traktuj to jako drogę do samopoznania. Jeśli będziesz z akceptacją przyglądać się sobie, zamiast się osądzać i być może potępiać – będziesz czerpać więcej satysfakcji z życia. I seksu.

Wszystkie kobiety są biseksualne?

Tak naprawdę – wbrew obiegowej opinii – kobiety przejawiają mniej zachowań homoseksualnych niż mężczyźni. Panowie mają większy apetyt seksualny, więc i większy pociąg do eksperymentów. Są też bardziej pobudliwi, więc gdy zdejmą kulturowe kagańce, łatwiej się podniecają, także na widok innego mężczyzny. Z drugiej strony mają więcej oporów do pokonania. Na kobiecy stosunek homoseksualny jest większe społeczne przyzwolenie, w wypadku męskiego tolerancja gwałtownie się kurczy. Dlatego, kiedy do biseksualizmu przyznaje się mężczyzna, koledzy już nie chcą iść z nim na piwo…

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »