Budowanie bliskości w związku

fot.123rf

Wszyscy jej pragniemy i wszyscy się jej boimy. Czasem mylona jest z seksem. A przecież ma znacznie szerszy wymiar. Często niedoceniana. Albo demonizowana. Jak stworzyć prawdziwą bliskość w związku?

O co właściwie chodzi w pragnieniu bliskości? Dlaczego do niej dążymy, po co nam ona? Przecież można być zdystansowanym, chronić dostępu do siebie, nie narażać się na różne nieprzyjemności, zranienia, z odrzuceniem na czele… Owszem, można, tylko że oznacza to życie na pół gwizdka. Z zamkniętym sercem, w ciasnym pancerzu. Bez możliwości korzystania ze wszystkich odcieni emocji.

Ziyad Marar, autor książki „Bliskość”, mówi, że dążenie do tytułowej wartości bierze się z głębokiej potrzeby, by ktoś nas znał i byśmy my też znali tego kogoś. Twierdzi nawet, że chodzi tu o pragnienie odkrycia „prawdziwego ciebie” i „prawdziwego mnie” – po to, by je ze sobą połączyć. Hinduski mędrzec Osho zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt: wchodzenie w intymny kontakt pozwala nam zbliżyć się do nieznanego, oswoić, zaakceptować i przyjąć jako własne.

Cztery składniki bliskości

Zdaniem Ziyada Marara, by mogła zaistnieć bliskość, niezbędne są: wzajemność, sekretność, emocje i życzliwość. Wzajemność – bo nie możesz być blisko z partnerem, jeśli nie ma w nim gotowości, by się otworzyć. Sekretność – bo wchodzicie w obszary niedostępne dla innych. Poznajecie swoje pragnienia i pobudki, jakimi się kierujecie, wiecie, co was martwi, porusza… Temperatura emocji jest wyższa niż przy innych kontaktach, a nastawienie z założenia życzliwe.

Mimo to bliskość wywołuje lęk. Bo zmusza do odsłonięcia się, ujawnienia pewnych, czasem bolesnych, prawd. Do rezygnacji z mechanizmów obronnych. Porzucenia kontroli. To wszystko kojarzy się z zagrożeniem. Sprawia, że bliskość może być pełna napięcia, niestabilna… Chyba nie ma osoby, która nie nosi w sobie ran czy nie poczuła się kiedyś odtrącona. Sęk w tym, że czasem, opierając się na pojedynczych doświadczeniach, spodziewamy się ciosu od wszystkich, którzy się do nas zbliżają. Nakładamy kalki z przeszłości na obecne sytuacje. Gotowi jesteśmy zrobić wszystko, by uniknąć rozczarowań. Chronimy się, dumni z tego, że teraz już potrafimy o siebie zadbać. Tymczasem właśnie dlatego, że jesteśmy dojrzalsi, mocniejsi, lepiej znamy siebie i świat – najlepsze, co możemy zrobić, to zaryzykować! Jeśli czujesz ból z powodu wewnętrznych ran, pamiętaj, że nie zabliźnią się one, jeśli nie zostaną odsłonięte. Potrzebujesz je otworzyć, to jedyna szansa na uzdrowienie.

Z czego bierze się lęk przed bliskością?

Lęk przed bliskością związany jest ze wstydem. Każdy ma takie elementy w sobie, które chciałby ukryć przed innymi. Każdy został kiedyś wyśmiany, umniejszony. Otworzyć się przed partnerem to trochę jak stanąć przed nim nago. Bez makijażu, zasłon dymnych, masek. W bliskości chodzi przede wszystkim o prawdę. O to, by ją uznać, ujawnić. Najpierw przed sobą. Osho utrzymuje, że nie ma nic piękniejszego od bycia prostym i zwyczajnym, bycia sobą. Zresztą, jak miałabyś przeżyć coś prawdziwego, jeśli nie jesteś prawdziwa? Z prawdą nie opłaca się chodzić na kompromisy – ostrzega Hindus: „Dla prawdy zaryzykuj wszystko; inaczej pozostaniesz w stanie odłączenia. Będziesz robił wiele rzeczy, ale żadna z nich nie przydarzy ci się naprawdę. Będziesz zmieniał miejsca, ale nigdy nigdzie nie dotrzesz. Wszystko stanie się absurdalne. To tak, jakbyś był głodny i wciąż marzył o jedzeniu”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »