Historia Aliny


Kwiecień 2010 w Poznaniu. Konferencja Kobiet Przedsiębiorczych BPW i Dress for Success. Uczestniczki schodzą się, jest mały poślizg a na ekranie leci amerykański kilkuminutowy filmik o działalności Dress fr Success w USA. Spodobało mi się ,że proces wsparcia kobiet bezrobotnych kończy się mentoringiem, do którego z racji zawodu, etapu życia i doświadczeń życiowych czułam się przygotowana. Zaoferowałam współpracę , zostałam dodatkowo koordynatorką działań stowarzyszenia w Wielkopolsce. Od początku identyfikowałam się z programem i ideą organizacji. Wszystkie pracujemy wolontariacko.
Dress for Success to największa na świecie organizacja non profit wspierająca kobiety bezrobotne na drodze do uzyskania niezależności finansowej. Ma ponad 130 filii, ta w Europie Środkowej mieści się w Polsce, w Katowicach.

reklama

Do nieodpłatnego programu wsparcia przez Dress for Success uczestniczki zgłaszają się po zasłyszeniu o nas w Urzędach Pracy, w mediach, od znajomych. Są na zakręcie życiowym, od dłuższego czasu pozostają bez pracy, chcą w swoim życiu dokonać zmian. I to, że tego naprawdę chcą staje się punktem wyjścia i warunkiem.
Naszym celem jest metamorfoza kobiet. Najpierw ta najważniejsza, od wewnątrz. Zmiana w postrzeganiu siebie, zmiana toku myślenia. Spotykamy się z dziewczynami po wstępnych kwalifikacjach na warsztatach. Aktualnie nie pracują , mimo to muszą z wyprzedzeniem planować czas. To wiele pełnych dni bycia poza domem. Często to matki maluchów, trzeba zadbać o opiekę. Bywa, że mąż bierze urlop, by mogły wziąć udział w edycji i otworzyć szansę na zatrudnienie. Bywa, że wysupłują ostatni grosz by zapłacić za opiekunkę. Bywa, że wstają o świecie i codziennie dojeżdżają z odległych miejscowości. Są zdeterminowane, chcą zawalczyć. Rozpiętość wieku szeroka od 27 do 50plus. Czekamy na pierwszy dzień warsztatów w napięciu. Są ich ciekawe. Ja też jestem ciekawa. To jeden z bardziej emocjonujących momentów, ale nie jedyny, nie ostatni. Wiem, że będzie tu niemało emocji, bo koordynuję działania po raz piąty. Nie są głośne, nie są bardzo pewne siebie. Brak pewności siebie to cecha dominująca, widoczna. Niełatwo o kontakt wzrokowy. Są punktualne. Są ciche, ale to się zmieni. Mam ich CV, znam ich zawodowe ścieżki, nierzadko imponujące.Powiedzą o sobie wiele, wiele więcej. A jak same postrzegają siebie?

„Moje pierwsze wrażenie: kobiety co Wy tu robicie? Takie mądre, przedsiębiorcze kobiety , tyle w życiu zawodowym osiągnęły. Ta hotel, ta dworek, ta pomidory i co? Dlaczego Wy tu jesteście? Siedziałam i myślałam, że 99% w ogóle nie powinno tu być, bo powinny dalej z powodzeniem prowadzić swoje interesy. Oczywiście ten jeden procent to ja, słusznie tam siedząca, ta do poprawy…..”
„Do pewnego momentu konsekwentnie realizowałam moją ścieżkę zawodową, ale od kilku lat, jak pięknie określiła to moja znajoma – „mam blok po całości”. (Zaczęło się chyba od rezygnacji z doktoratu.) Drepczę w miejscu, nie potrafiąc znaleźć satysfakcjonującej pracy, godząc się na coraz mniej godziwe warunki współpracy… Przestaję wierzyć, że potrafię w ogóle odnaleźć się na rynku pracy.”

„Bardzo bym sobie życzyła, żeby moja zawieszka na szyi: „nieczynna zawodowo” była stanem przejściowym. Wiem, że najpierw muszę zrobić remanent w mojej głowie, stąd też moje zainteresowanie projektem ”

„Jestem biotechnologiem, doktorem nauk rolniczych, mam prawo jazdy, znam angielski i niemiecki, mimo to od roku bez powodzenia szukam pracy. Bardzo potrzebuję wsparcia, potwierdzenia, że mimo braku pracy jestem jeszcze coś warta”.
Wnoszą swoimi osobami świat różnych historii.
Kiedy Agnieszka była w ciąży z drugim dzieckiem okazało się, że u jej starszego synka stwierdzono ostrą białaczkę limfatyczną. Postanowiła dopilnować spraw dzieci, po czasie zrezygnowała z intratnego stanowiska. Teraz, kiedy po kilku latach sytuacja unormowała się, Agnieszka z trudem odnajduje się na ciasnym rynku. Szuka pracy. U Wandy informacja, że w ramach restrukturyzacji zakładu, w którym przepracowała 18lat będą zwolnienia, i jej nazwisko jest na liście, zbiegła się z tą, że ma raka. Do dziś nie ma pracy. Wioletta wróciła z Holandii. Tam skończyła studia i tam podjęła rozwojową pracę w zawodzie. Jeszcze za granicą urodziła córeczkę, ale jej partner Hiszpan nie zdecydował się na wspólne życie. Wróciła do kraju, by wraz z mamą roztaczać opiekę nad dzieckiem. Mimo świetnego wykształcenia od trzech lat szuka pracy. Ida marzyła o własnym domku. Kiedy wreszcie stanął, okazało się ,ze jej mąż postanowił na związek małżeński „spojrzeć z nowej perspektywy”. Odszedł, związał się z inną. Ida została z krnąbrnym, niechcącym się uczyć 16latkiem i z kredytem we Frankach. Pilnie potrzebuje pracy.
Wiele damskich imion, wiele losów, łączy je to, że od dłuższego czasu pozostają bez pracy. Wysłały dziesiątki CV, czekają. Najczęściej nie nadchodzi żadna odpowiedź, żadna reakcja. Po kilku miesiącach, takich „pustych” zabiegów o zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną szukają przyczyn w sobie: co ze mną nie tak?
Na naszych warsztatach czeka je uderzenie działań prowadzących do wzmocnionej walki o siebie. Dlatego tak ważnym, kluczowym elementem jest to, by same z siebie tę chęć też wniosły. Chcemy im pokazać ich siłę ,potencjał, sprawić by uwierzyły w siebie. Naszym celem jest wyposażyć je w świetną „skrzynkę z narzędziami”, by umiały skonstruować celne Cv, wiedziały gdzie i jak aplikować, umiały zarządzać czasem, były asertywne. Szukamy, odkrywamy i upewniamy je we własnym potencjale, ćwiczymy rozmowy kwalifikacyjne, występujemy przed kamerą i oceniamy się wnikliwie. Przed uczestniczkami programu występują specjalistki trenerki, coache, psycholożki. Pracodawczynie i beneficjentki ubiegłych edycji wsparcia. Na koniec pracują z nimi stylistki, fryzjerki, wizażystki. Słuchają z uwagą, biorą czynny udział. Zmianę widać każdego dnia. Bardzo.
Najwspanialsze w całym procesie koordynacji działań dla mnie jest to, że trenerki chętnie i z entuzjazmem przystają na zaproszenie do współpracy. Czerpią z dawania. Jeszcze nie natrafiłam na trudności w zachęceniu do dzielenia się swoją wiedzą i umiejętnościami na rzecz bezrobotnych. Najczęściej zgłaszają się same. Odniosły sukces, chcą się nim podzielić z tymi, przed którymi sukces dopiero stoi. Identyfikują się z ich problemami, bo problemy zawodowe czy osobiste kobiet sukcesu nie omijają. Dziś po stronie bezrobotnych stoją tamte, jutro jakiś kryzys może dopaść mnie. W gronie kobiet sukcesu identyfikujących się z kobietami na zakręcie, mamy też panie z pierwszych stron gazet. Co roku Kapituła wyłania Damę Roku. A one nie bronią do siebie dostępu. Jakżeż dowartościowane czują się nasze podopieczne, kiedy podczas kameralnych spotkań od Dam Roku wsparcie pod swoim adresem i opowieści o ich nie zawsze ochronionej od problemów ścieżce życiowej.

„Te kobiety sukcesu, szalenie motywują do pracy nad sobą. Dowiedziałam się również z jakimi problemami musi się mierzyć pracodawca szukający pracownika (a właściwie współpracownika), co zmieniło moje myślenie na ten temat. Ważne jest dla mnie również to, że Panie przekazały nie tylko swoją wiedzę ale też determinację, pasję i twórcze podejście do życia. Są to kobiety, które swoją postawą i energią poprawiły moją wiarę w powodzenie w życiu zawodowym”.
„Podczas tego spotkania uzyskałam świadomość, że są to kobiety, dla których ktoś w mojej sytuacji ma znaczenie, że warto się jej schylić nad losem kobiety bez pracy i dać jej wszelkie wsparcie, aby wróciła na pełnych prawach do społeczeństwa i odzyskała wiarę we własną wartość.”
Najważniejsze to intensywne godziny warsztatowe prowadzone przez fachowców z pełnym zaangażowaniem i prawdziwą chęcią wprowadzenia zmian u beneficjentek.
„Dni ćwiczeniowe były najtrudniejsze, ale pobudziły apetyt na zgłębianie zagadnień nas dotyczących. Ukazały mi najwięcej: jak wyglądam, jak się zachowuję, jak jestem odbierana przez inne osoby, nad czym muszę pracować. Myślę, że każde słowo, każde ćwiczenie było wchłaniane przez każdą z nas jak przysłowiową gąbkę. Warsztaty pobudziły mnie do pracy nad sobą, energia dziewczyn dała moc, adrenalinę-doświadczenie dla mnie wzmacniające, bezcenne. Zaczynam porządkować notatki, wraz z nimi moje myśli- nowe pojawiające się pytania zapisuję, będę szukać odpowiedzi. Trochę wystraszyłam się jaki ogrom pracy mnie czeka, ale wiem też, że mam Ciebie, mam dziewczyny, które będą wspierać i motywować i kibicować.”

„Myślę, że siłą naszych warsztatów jest to, że my same je znalazłyśmy, same się zgłosiłyśmy. Bezspornie tajemnica tkwi też w tym, że wykładają te, które chcą to robić, nikt ich do tego nie zmusza. To bardzo motywujące i zobowiązujące”
Co powoduje, że każdego następnego dnia ćwiczeń dziewczyny przychodzą z nieukrywaną radością, pozytywnym napięciem, ciekawością, zaangażowaniem? Odnalazły swoje plemię! Znalazły się w grupie dotkniętej tym samym problemem. Poczuły się u siebie. Poczuły się nie same. Poczuły, że mogą wszystko odkryć, odblokować lęki, ujawnić się, przefiltrować. A wszystko po to, by świeżo spojrzeć na siebie, na życie, by znaleźć moc, tak potrzebną w zderzeniu z rynkiem pracy. Stanowią dla siebie samopomocową grupę wsparcia. Znają się coraz lepiej, poznają swoje tajemnice i słabe punkty, uzupełniają największy deficyt: akceptację, umieją się same bardzo wspierać. Są bohaterkami tych warsztatów, ale zawsze pod opieką fachowca. Ja im wtóruję na wszystkich spotkaniach ,niektórymi kieruję. Jeszcze długo po zakończeniu edycji tętno jest przyspieszone, zakładają fora, wymieniają maile. To jedna z najcenniejszych cech programu .Ich wzajemna solidarność, wzmacnianie, potrzeba bycia razem. Solidaryzują się ze sobą, mimo że są różne.
„Jedna z was powiedziała mi szczerze, że codziennie obserwowała otwieranie się mojego wnętrza i uwalnianie lęku, za te szczere słowa dziękuję. Faktycznie tak było ! Nastąpił we mnie proces, a za to że nastąpił w waszym wspaniałym gronie- jestem wdzięczna.
Myślałam o tym długo wczoraj wieczorem i doszłam do wniosku, że stało się to dzięki akceptacji, gdyż każda z nas mogła wypowiedzieć się o sobie, wyrzucić swoje lęki, niepewności i zmierzyć się z reakcją grupy. Każda z nas była cudowna, bo i wsparcie, rady a także głębokie, duchowe rozmowy- wszystko to sprawiało, że nasze codzienne problemy jawiły się w innym, jaśniejszym wymiarze.”
„Dziękuję jeszcze za jedno. Weszłam w grupę, która otwarcie mówiła o tym co boli, co nie wyszło (obojętnie z jakiego powodu). W moim domu nie rozmawiało się, nie chwalono mnie, raczej mówiono: a mogłaś lepiej).
Dlatego przez całe dotychczasowe życie raczej nie mówiłam o tym, co mi nie wychodziło, ukrywałam to, – jeśli coś planowałam, to nigdy, ale to nigdy nie dzieliłam się tym z innymi, ponieważ nie wiedziałam jak mam się zachować, kiedy mi to nie wyjdzie :>
Dzięki Waszej grupie, która otwarcie mówiła o tym, co czasem nie wyszło, zrozumiałam WRESZCIE, że nie jestem gorsza.”

„Jednocześnie ja osobiście zyskałam grupę wspaniałych koleżanek, które – będąc w podobnej sytuacji – jak nikt wcześniej potrafiły zrozumieć stan, w jakim się wtedy znajdowałam i udzielić mi ogromnego duchowego wsparcia. I choć kilka z nas ma już pracę, zawiązały się między nami więzi, które – wierzę w to – będą nas wzbogacać nadal.”

„Po pierwszych zajęciach byłam bardzo zdołowana. Jak sobie uświadomiłam gdzie ja jestem na swojej zawodowej drodze to było mi tak wstyd, że nie miałam ochoty iść na następne zajęcia. Dużo mi dało przegadanie tego z dziewczynami, popatrzenie na sprawę ich oczami, z ich punktu widzenia. Pozostała mi złość na samą siebie… i wielka praca. Ale uwierzyłam, że dam radę.”

„Teraz wiem, że jestem zupełnie normalna, że to, że nie wychodzi, to jest to coś zupełnie naturalnego, że nie trzeba się tego wstydzić, że trzeba iść do przodu. I nie myśleć, że zawiodłam, bo nikt nie jest perfekcjonistą. I to jest to, co we mnie „zatrybiło”. To właśnie nie pozwalało mi znaleźć pracy, nie pozwalało mi aktywnie szukać pracy. Ta daaam! Myślę zupełnie inaczej!”

„Nie muszę ukrywać ,że na warsztaty DfS szłam ze strachem i obawą czy to dla mnie? A okazało się, to wspaniałym przeżyciem, choć pełne łez i silnych przeżyć .Poznałam siebie na nowo!! Moje marzenia, które były wcześniej nieosiągalne, dziś widzę w zasięgu ręki. DfS dało mi siłę i odwagę do dalszego życia, do dalszych zmian. Wcześniej czułam się staro i bez szans -dziś widzę po prostu fajną babkę, która może jeszcze wiele zrobić. Małymi kroczkami wychodzę z cienia, już nie jestem tylko żoną i matką ale też kobietą świadomą swoich pragnień -z celem. Dziękuję losowi za szansę uczestniczenia w warsztatach, bo dzięki dziewczynom podobnym do mnie czuję się silniejsza. DfS bardzo mnie podbudował psychicznie ale też pomógł mi technicznie poprawić swoje CV i spojrzeć na siebie „oczami ” potencjalnego pracodawcy. Czeka mnie jeszcze dużo pracy nad sobą ale widzę sens, którego wcześniej nie było. Codziennie pokonuję swoje lęki i powoli brnę do przodu choć tylko ja wiem ile to mnie kosztuje i jak trudno pozostać konsekwentną ”.

Kiedy już zakończy się cały cykl szkoleń, kiedy jesteśmy świadkami odbywającej się na naszych oczach metamorfozy od wewnątrz, pozwalamy wejść naszym stylistkom, wizażystkom i fryzjerkom. To bardzo lubiany etap wyłaniający łabędzie i podkreślający piękne, pewne siebie kobiety.

Duży wkład w to ma też „ dress for success” czyli „ sukienka dla sukcesu” którą w ramach akcji SOS (Send One Suit) oddają ze swoich szaf na rzecz uczestniczek programu te, które w ten sposób chcą przekazać dalej smak swego sukcesu i zachęcić do starań. To symbol sukcesu, będący dla niejednej silnym bodźcem. To piękna, ujmująca akcja solidarności kobiet.

„Całkowitym, pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie akcja SOS.
Świadomość, że gdzieś w świecie jest piękna kobieta, której ubrania noszę ( a to nie jest takie proste )
dodaje mi skrzydeł i siły do działania, abym to ja w następnej edycji oddała coś mojego i uszczęśliwiła
kolejną wyjątkową kobietę.
Czuję się bardzo wzmocniona”

„Uważam to za symbol hojności i solidarności kobiet, którym się powiodło w życiu zawodowym z kobietami, które pragną to życie sobie ułożyć. Sukienka będzie dla mnie oznaczała, że jest ktoś komu mój los nie jest obojętny. Ktoś, kto chętnie podzieli się ze mną swoją wiedzą i doświadczeniami. Sukienka nie pozwoli zapomnieć, że sukces może spotkać również mnie. To zmotywuje do dalszej pracy. Wspaniale, gdy i ja kiedyś będę mogła podzielić się swoją sukienką.”

„Czekałam na ten dzień bardzo podekscytowana, w końcu spotkanie ze stylistkami nie zdarza się codziennie.
Spotkała mnie przemiła niespodzianka, po kilku przymiarkach trafiłam na ten jeden jedyny, komplet, który mnie oczarował. Okazało się, że uszyty został idealnie do mojej sylwetki, piękny szary kolor, krój, delikatny, materiał co tu jeszcze dodać? Pokazywałam się w nim kilku osobom i byli pod wrażeniem. Wiem jedno, że nie będzie jedynie wisiał w mojej szafie, nie mogę się doczekać kiedy ubiorę tę kreację na rozmowę kwalifikacyjną, wyglądam w niej na osobę pewną siebie, z klasą a zarazem skromnie i stonowanie. Cały czas myślę, kim jest kobieta, która podarowała ten szary komplet na akcję SOS, pewnie się tego nie dowiem ale jestem ogromnie szczęśliwa, że trafił w moje ręce. Mam nadzieję i głęboko w to wierzę, że strój przyniesie mi szczęście. Już niedługo.”
„Poza tym cieszy mnie solidarna pomoc kobiet
sukcesu dla kobiet przyszłego sukcesu, dlatego moim drugim celem poza
powrotem do życia zawodowego jest pomaganie w przyszłości innym kobietom
„na życiowym zakręcie”, chciałabym móc przekazać swój talizman
szczęśliwą sukienkę innej kobiecie – to takie moje marzenie:)”

Rozchodzimy się po tych dwóch etapach, ale nie tracimy ze sobą kontaktu. Mamy forum, odbywamy spotkania okolicznościowe. Teraz jednak wchodzi na scenę mentorka. To już spotkania indywidualne. Prowadzone przez kobiety sukcesu, psycholożki, coachów, trenerki, przedsiębiorczynie. Powrót na rynek pracy po dłuższym okresie bezrobocia nie jest łatwy. Trzeba skutecznie aplikować, doprowadzać do zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjną ,być skuteczną. A potem, po otrzymaniu angażu, zderzenie z wymogami pracodawcy, zaistnienie w zespole, wymaga niejednokrotnie dalszego wsparcia by tę pracę utrzymać. To rola dla mentora.
Nierzadko spotykam się z pytaniem: a jakie macie statystyki? Ile waszych kobiet uzyskuje to miejsce pracy. Wtedy odpowiadam wykładem, że jakkolwiek uczestnictwo w programie nie dotyczy mas, to prawie 75% beneficjentkom naszego programu udaje się utrzymać nierzadko żmudną pracą i cierpliwością zdobyte miejsce pracy. Jednak najważniejszą wartością jest ich postawa, nowe spojrzenie na siebie, większa odwaga, determinacja w walce o miejsce pracy. Bo kiedy jako mentorka otrzymuję listy, jak poniżej, widzę, że nasza praca, projekt, idea i zamysł mają sens, że pozostawiają ślad w świadomości kobiet. Potrafią one stawić czoła losowi, trudnościom:

„Małymi kroczkami idę do przodu. Pracuję. Wstaję o 5tej, szykuję siebie i dzieci , i jadę, aby zacząć pracę punktualnie. Szefowa podziękowała mi za sobotnią pomoc w sprzątaniu i inwentaryzacji magazynu. Dostałam dodatkowe zlecenie. I dalszą umowę do 22.12. Co dalej – nie wiem.
Działam, pracuję, staram się naśladować najlepsze w wynikach dziewczyny w pracy. I chyba są małe efekty. Skoczyłam w górę z planem. Kierowniczka mnie dzisiaj rano na odprawie pochwaliła 🙂 cieszę się, bo ostatnio miałam trochę kłopotów ze spaniem i w pracy było mi ciężej. Ale co tam. Trudności muszą nas mobilizować. Planuję, tak ,jak mnie uczyłaś. Każdy kolejny dzień. I wieczorem odhaczam to co zrobiłam pozytywnie. Za zaniedbania mi wstyd, ale cóż. Staram się aby było ich jak najmniej.”

„Od dwóch dni spać nie mogę, bo jestem pod wrażeniem mojej nowej pracy. Makijaż zrobiłam bardzo ładnie, tak że Pani utwierdziła się w swoim przekonaniu co do mojej osoby. Rozmawiałam z Nią tak, jak mi poradziłaś. Patrzyłam prosto w oczy, nie bałam się pytań o pensję. Jedyną przeszkodę stanowiły moje zajęte piątki. Ostatecznie ten argument pozostał pominięty. Wynagrodzenie na początek jest mało zachęcające, jednak patrząc w przyszłość, rokowania są bardzo optymistyczne. Już nie zazdroszczę innym stabilności…Wiesz, że zazdrość to najgłupszy z grzechów. Nic z niego nie ma! Żadnych, nawet chwilowych korzyści:-):-):-)”.

„Wczoraj walczyłam o utrzymanie pracy. Jestem bardzo zmęczona, ale jest.
Muszę mieć pracę. Wymogiem było zrobienie wysokiego planu, czyli zarobienia dla firmy marży.Do ostatniej chwili trzymano mnie w niepewności i do 16tej nie wiedziałam, czy jutro mam przyjść do pracy.
Ale byłam nastawiona pozytywnie. I jestem dumna z siebie, że dałam z siebie wszystko. Szefowa powiedziała, że widzi, iż „mam potencjał”. Od „Ingeusa” otrzymałam sieciówkę na miesiąc za 133 zł (i znowu nie muszę jeździć na gapę :)). Ale już z dziećmi kilka dni temu „postanowiliśmy”, że jak nie ta to będzie inna praca:). Już nieważne, czy taka szyta na miarę ambicji czy umiejętności, ale na miarę podstawowych potrzeb. Kiedyś uwielbiałam „biegać” po schodach, dosłownie i w przenośni, po 2, 3 stopnie naraz, a teraz wiem, że ważne jest aby w ogóle iść w górę. Pomału, nawet po stopniu, ale w górę”.

Powyższe słowa budują. Takie i wiele, wiele innych, w tym wylewnych podziękowań spływa na moje ręce. To miłe uczucie, motywujące do zaangażowania się bardziej i bardziej. Żyję problemami „moich dziewczyn”. Tymczasem beneficjentką programu Dress for Success jestem również ja. Poznaję znakomite grono przedsiębiorczych ,pozytywnych entuzjastycznych kobiet, które swoją postawa, konsekwencją ,zaradnością, siłą woli, osiągnięciami zarażają „ moje” podopieczne. Które zapalają do dalszego działania.
Ale to przede wszystkim one, kobiety bez pracy, potrzebujące, na zakręcie i z rozterkami w poszukiwaniu swoich życiowych dróg dają mi poczucie sensu: możliwość dzielenia się z nimi doświadczeniem, uwagami, wiedzą, radami. Nie zrażają się, mimo że bywam wymagająca, twarda, konsekwentna. Czasem nawet szorstka. Pozwalają mi mieć swój wkład w zmianę świata. Na lepsze.

Alina