Historia Kasi


Witam Szanowne Grono Redakcyjne….

reklama

usłyszałam dziś w radio audycję o tych kobietach pomocnych i mniej pomocnych. W moim dość już długim życiu przewijają się, przewijały się – bo jak kryzys to ich nie ma, i będą się przewijały różne kobiety, bo bez nich nie można żyć. Ja z miła chęcią pomagam jak mogę i przynosi mi to ogromną przyjemność, radość ducha, że komuś może być lepiej dzięki mnie… Mam taką jedną koleżankę od podstawówki, której bym oddała wszystko i zawsze tak było mimo kruchych lat. Sprowadziła się po sąsiedzku w latach 70 tylko z mamą, bo jak widać na facetów nie można zawsze liczyć i moja mama z tatą otoczyli je pomocą, miłością itp. Jak tacie udało się coś przywieść z zagranicy to dostawałyśmy obie po równo – jak siostry… Potem stan wojenny, więc też krucho i trzeba było sobie radzić z kartkami i artykułami spod lady…Potem ja się wyprowadziłam z rodzicami, obie założyłyśmy rodziny, mamy dzieci i dalej się spotykamy, wspieramy telefonicznie dobrym słowem. O każdej porze dnia i nocy możemy do siebie zadzwonić z problemem.. Ostatnio jej życie rodzinne bardzo się zmieniło…z mężem nie najlepiej się układa, zaczął pić na potęgę i lada moment wyrzucą go z pracy. Miał iść na leczenie ale po kilku dniach zaczął pić znowu. Dzwoniłam do niej codziennie, i pytałam jak się trzyma- oby do przodu.. da radę… ale nic z tego…

Jedyna bliska jej osoba- mama właśnie zmarła na raka i do kogo ta moja koleżanka ma się udać po pomoc? Jak mama była umierająca i chciała w domu spędzić resztę dni, to zabrałam jej córkę do siebie i tu razem przeczekałyśmy te najgorsze chwile. Potem pogrzeb i cały ten smutek….Teraz przed nami święta – jej pierwsze bez rodziny, bo już nikt jej nie został… już zapraszam ją do siebie i mam nadzieję, że przyjdzie i razem z moimi rodzicami byłaby Wigilia. To trudne chwile dla każdego jeszcze nie tak starego jak inni odchodzą i trzeba raptem radzić sobie ze wszystkim samemu…

Pomagam jej słowem, czynem, jak tylko mogę różnymi pomysłami na życie czy kontaktami i oby nasza przyjaźń trwała jeszcze długo w nienaruszonym stanie. Nie ma tu mowy o pomocy w pracy czy biznesie, bo nie każdemu dane jest mieć pracę… jestem bezrobotna i tylko nie materialnie mogę służyć….

Pozdrawiam

Kasia