Historia Loli


Nie jestem jeszcze do końca kobietą solidarną, ale chciałabym nią być. Gdzieś w głębi tęsknię za tym. Nawet czasem się staram, nawet czuję nieraz tą jedność kobiet, szczególnie w mojej rodzinie, szczególnie gdy coś się dzieje, gdy trzeba szybko działać, załatwiać, umawiać, organizować. Wtedy się jednoczymy. Niestety na chwilę, w zrywach. Potem wszystko opada. Robimy to, gdy jest źle. A gdy jest dobrze? Zazdrościmy, robimy zdziwioną minę i mówimy „przestań, nie przesadzaj”, zamiast wysłuchać, zrozumieć, cieszyć się radością innych, nawet gdy u nas wszystko się wali. Ostatnio odważyłam się zrobic pewien krok. Napisałam do mojej młodszej siostry przyrodniej, z którą widziałam się dwa razy w życiu. Mieszka dość daleko, ale czułam, że teraz gdy jestem dorosła, chcę nawiązać kontakt. Rozmawiamy „na łączach”, ale w tych rozmowach wyczuwam naszą solidarność, mimo że dopiero się o sobie wielu rzeczy dowiadujemy, cieszę się, że ona jest. Tak po prostu. Cieszę się, że możemy się sobie zwyczajnie wygadać. Ostatnio siedząc na jakimś „nudnym” wykładzie, pisała do mnie o swoich przyszłych planach zawodowych. Czułam, że nie jest pewna czy jej sie powiedzie, czy da radę. Kończy trudne studia, w które jest bardzo zangażowana, ma momenty zwątpienia. „Nie wiem co Ci poradzić..”- napisałam, chociaż w głowie miałam z dziesięć wskazówek, ale życie nauczyło mnie, że wmawianie komuś swojego zdania i wizji nie jest receptą na JEGO szczęście. „Nic mi nie radź, dobrze jest się czasem wygadać” – napisała. Wiem, że sama zadecyduje co dalej, ale też, że życie samo w sobie napisze scenariusze, które nie zawsze będzie mogła przewidzieć. We mnie będzie miała natomiast zawsze wsparcie i cieszę się, że coraz cześciej łapię się na tym, że chcę aby innym kobietem się udawało, że nie są one w istocie „rywalkami”, ale kumpelkami. Ta świadomość przychodzi z wiekiem i jest bardzo krzepiąca, budująca i warto ją w sobie pielęgnować.

reklama

Lola