Historia Olgi


Osobą, która od zawsze mnie motywuje i wspiera jest moja Mama. To od niej głównie słyszę: „Dasz sobie radę; pomogę Ci; rozwijaj się; jestem z Ciebie dumna.” Za słowami często szły finanse na korepetycje, kursy językowe, studia, szkolenia, warsztaty. A także przyjęcia niespodzianki na zakończenie jakiegoś przedsięwzięcia. Mama zawsze potrafiła powiedzieć: „Nie do twarzy Ci w tej sukience, ta zdecydowanie bardziej podkreśla Twoje atuty.” To od niej dowiedziałam się, że kobiety stroją się dla innych kobiet, że bywają wobec siebie nieszczerze, zazdrosne o powodzenie w życiu osobistym i zawodowym. Mama przekazała mi swoje doświadczenia, choć sama zawsze mówiła, co myśli i dawała z siebie sto procent w domu i w pracy. Czego jej brakowało? Dopingu, wsparcia, uznania? – więc wyposażyła w to mnie i moją siostrę.

reklama

Inną nauczycielką solidarności jest przyjaciółka Marta. Mówi szczerze: ZAZDROSZCZĘ. Nie zżera jej to uczucie od środka, nie psuje relacji. Otwarte postawienie sprawy daje miejsce na pytanie, co z tą zazdrością zrobię? Jeśli zazdroszczę Ci urody, mogę bardziej o siebie zadbać. Jeśli sukcesów w pracy – może czegoś się od Ciebie nauczę? Może bardziej zaangażuję się w to, co robię, żeby czuć satysfakcję. Marta uczy, że wszystko się o tą satysfakcję rozchodzi.

Kolejna – Paula, która bardzo docenia. „Dostałaś umowę na stałe? Rewelacja!” „Pięknie wyremontowaliście to mieszkanie!” „Bosko wyglądasz!”. Tak naprawdę to proste, jak się spróbuje – cieszyć się z sukcesów innych, doceniać ich – bo jeśli im się udało, to mnie też może się udać! Ładujmy się dobrą energią, wtedy ona krąży i wraca.

Ostatni na liście jest mój Tata – który uczy solidarności w ogóle: w pracy, w rodzinie, w małżeństwie, wśród znajomych. Wydaje się, że ma w sobie taką harmonię – dobrze czuje się wśród znajomych o wyższym statusie materialnym, tych młodszych, szczuplejszych… Na pewno ma jakieś kompleksy, jak każdy z nas, jednak nie rzutują one na jego stosunek do innych, ani do samego siebie. Bije od niego życzliwość i lojalność.

A czy ja jestem solidarna? Czy dobrze życzę innym kobietom? Czy im nie zazdroszczę? Oczywiście, że zazdroszczę! Ale biorę wtedy głęboki wdech i mówię sobie, że też jestem wartościowa i mam być z czego dumna. Czasami zastanawiam się, co zrobić, żeby dorównać… Staram się chwalić innych, uczyć się od nich. Dopinguję koleżanki do osiągania celów, sama też je sobie wyznaczam i szukam wsparcia u innych, mówię, czego mi potrzeba. Staram się, żeby łączyły nas te dobre emocje – spotykamy się, żeby potańczyć, pośmiać się. A czasem zwalniam i szukam tej harmonii ze sobą i z innymi. Codziennie wieczorem wymieniam to, co dobrego mnie spotkało, co mi się udało, co dałam innym, co odstałam. Czy to działa? Na pewno nie zawsze, ale łatwiej być solidarną, gdy jest się zadowoloną sama z siebie.

Olga