Historia Olgi


O. lat 27. Pierwszy lipiec 2011 roku, pierwszy dzień w nowej pracy, pierwsza konfrontacja z zespołem w oddziałowej dyżurce. „Skąd jesteś?”, „dlaczego okulistyka?” „za dużo tych okulistów” i „na co tyle rezydentów?!”. Lekko przygaszona stwierdziła, że da radę. Oddział nie jest duży, zaś sam szpital otoczony familokami – typowe śląskie miasto i krajobraz. Tu spędzi 5 lat nauki albo „nauki” w drodze do zawodowej niezależności. Wiadomo jak jest. Doskonale zdaje sobie sprawę, jak to wygląda…znasz „górę” to się pniesz, nie znasz – radź sobie sam. Dziś nikt nie ma czasu i ochoty na przyuczanie adeptów. Każdy goni za „lepszą” codziennością napotykając czubek własnego nosa. Poza tym po co szkolić potencjalną konkurencję?
W pierwszym dniu pracy rezydent poznaje swojego kierownika specjalizacji. Jej przydzielono K. – młodą, ambitną, z doktoratem na koncie. Dla niej O. – pierwsza podopieczna. Pierwsza rozmowa…babskie tematy, na czele oczywiście z butami. Pierwsze wrażenie – budujące.
Minął miesiąc, kolejny. Tego dnia, idąc do pacjenta K. opowiadała o objawach, diagnostyce, leczeniu. Nagle, w oderwaniu od kontekstu K. powiedziała: „nauczę Cię, bo mnie nie chcieli uczyć i musiałam dojść do wszystkiego sama i wiesz…wiem, że dobrze robię”. W tym momencie O. szła już trzy metry nad ziemią. W pracy lekarza wejście w relację „mistrz-uczeń” jest niesamowicie ważne – zarówno dla lekarza, jak i dla jego pacjentów. Młody adept czuje się bezpieczniej, pewniej, co z pewnością sprzyja jego rozwojowi.
Po kilkunastu miesiącach O. jest jedyną z „młodych”, która asystuje K. przy zabiegach. Ta szczegółowo opisuje co robi, jak i dlaczego. O. chłonie, czyta, zapisuje, zapamiętuje, fotografuje pacjentów przed i po zabiegach. Wspólnie cieszą się z efektów. Podczas gdy K. jest na urlopie ordynatorka zleca O. samodzielne zoperowanie pacjenta. O. nie boi się, wie co ma robić. Efekt dnia następnego: szeroki uśmiech pacjenta, ordynator i O., która od razu pisze o sukcesie do swojej mentorki. K. odpisuje: „jestem z Ciebie dumna :)”.
Po ponad trzech latach współpracy O. wie, że trafiła na kobietę pewną siebie, swojej wiedzy, otwartą, która uczy ją podejścia do zawodu. Praca lekarza dla niej to nie jest „od -do”, to analiza różnych przypadków, ciągłe poszerzanie swojej wiedzy, chęć niesienia pomocy. Autorytet broni się sam, nie musi nic udowadniać, a jeśli przy tym można z nim porozmawiać przy kawie o wszystkim, pomilczeć lub się pośmiać? Najlepiej. Przecież sens tej pracy to uśmiech, wdzięczność w oczach pacjentów i zadowolenie z dobrze wykonanego zadania.
Dziękuję K. za inspirację i za ciągłe łamanie schematów. Róbmy to dalej!

reklama

Olga R.