Mniej znaczy mniej

Mniej znaczy mniej

Byłam w NRD. Piosenki równie zabawnej co “Byłem w Nowym Jorku” autorstwa Michała Zabłockiego jednakowoż na ten temat nie napisałam. Być może dlatego, że wyprawę tę wspominam… niestety całkiem dobrze. Jęki i skowyty przesłuchiwanych przez Stasi więźniów nie mąciły dobrze zorganizowanych uczniowskich rozgrywek sportowych w których to jako nastolatka brałam udział. Stan toalet w Turyngii urągający wszelkim standardom nie zbił mnie z pantałyku (nawet Marian Pilot nie wie skąd wziął się ten pantałyk), bo tylko takie standardy “hotelowe” wtedy znałam. Jako że turniej odbywał się w Weimarze to wśród okrzyków dopingujących enerdowców, szurania rozklejonych pepegów oraz klekotów aluminiowych rakiet udało mi się wyrwać między meczami i pobiec pod budynek zabitej dechami I gnijącej (dziś pięknie odremonotwana, można zwiedzać) dawnej szkoły artystycznej Waltera Gropiusa. Ktoś namazał na niej słynne hasło przyświecające artystom epoki Bauhausu “Weniger ist mehr”. Miało to wyjątkowo ironiczny wydźwięk w tamtych czasach biedy I niedosytu I może dlatego maksymę tę zapamiętałam do dziś. Mies van der Rohe traktował ją jak wiemy nader serio i szklany budynek galerii sztuki nowoczesnej w Berlinie na wszelki wypadek nie ma żadnych ścian wewnętrznych co zapewne bardzo cieszy malarzy i kuratorów.
Od czasu upadku NRD poznałam wiele osób , którym przyświeca prawidło nieco inne. A mianowicie “Mniej znaczy mniej”. Weźmy owoce.Typ minimalisty je owoce jeśli są umyte, obrane i pokrojone. Przez kogoś innego oczywiście. Najlepiej podane z widelczykiem. Jeśli brzoskiwnia, gruszka, jabłko mają czelność leżeć w misce brudne to typ ten żyje sobie bez owoców. Sztuka rezygnacji. Weźmy ręcznik. Wisi ręcznik przy prysznicu to typ go używa. Wisi kilka dni. Tydzień, dwa. Po co zmieniać ręcznik. Trzeba wtedy szukać po szufladach. Można używać tego samego ręcznika, dopóki ręcznik ten sam się nie zmieni. W końcu frotem trze się ciało już umyte. Weźmy ryby. Ryby mają kwasy omega i są pyszne. Ale albo trzeba je rozmrażać, albo wyjmować ości. Minimalista kupi sobi tuńczyka w zalewie. Weźmy żyrandol z sześcioma żarówkami. Jedna nie działa. Ale pięć działa. Dwie nie działają. Ale cztery działają. Dopiero jak będą ciemności egipskie minimalista ruszy po zakup żarówek. Wystarczą mu zresztą dwie. Weźmy pomidor. Jest pyszny. Ale umyty i pokrojony, najlepiej z oliwą i balsamico. Czyli że trzeba nóź upaprać , deskę wyciągąć i myć… Uff. Wszak kanapkę bez pomidora też da się zjeść, można popić sokiem z kartonu. Wodę można pić prosto z butelki. A tak w ogóle w mieszkaniu można nie mieć kuchni, bo w sklepie da się zjeść coś prosto z opakowania jednorazowym widelcem. Mniej znaczy mniej.

PODYSKUTUJ: