Pana czas się skończył

Pana czas się skończył
Teraz jest era 500 plus, a ja po dobrej zmianie jestem przykładną mamuśką, która w sobotę o ósmej rano nie tańczy na rurze. O ósmej rano jesteśmy już po rodzinnym śniadaniu, rozświergotani mieszczańskim paplaniem, że Trump, że kredyt, “krawacik musnęłam, klapę obciągnęłam” w strasznym mieszczańskim mieszkaniu i ruszam po jezdni z dzieckiem na turniej. Rozmawiamy z synem o strategii gry w hali, gdy mecze są krótsze i trzeba zdobyć przewagę już w pierwszech trzech minutach meczu, gdy nagle rodzinną spokojną sielankę przerywa mi audycja w medium narodowym.
Radio narodowe włączyłam, bo ono zaprasza mnie na salony, a my klasa słabo średnia, salonów nie znamy, my od dwóch dekad na śmieciówkach w korytarzu sztuki czekamy. Audycję w radiowym salonie próbuje prowadzić gospodyni tegoż salonu, która pamięta chyba jeszcze czasy hrabiów i dam; czasy w których państwo Braniccy gościli państwa Tyszkiewiczów w salach kolumnowych stukając rodowymi srebrami. To nie jest ejdżyzm, tylko podkreślenie dobrych manier tejże dziennikarki. “Salon” trójkowy plądrowały polityczne bestie, które skakały sobie do gardeł, przerywały, bestie obu płci, zacietrzewione stwory chlustające w kółko żółcią z nieustępliwością zraszacza trawników. A w aucie my. Mamusia z czwartoklasistą w sobotni poranek. Tak, synu, rozmawia się na salonach. Jako dziennikarka telewizji polskojęzycznej solidaryzuję się z gospodynią. To nie jest moderowanie rozmowy, to rozdzielanie skaczących sobie do gardeł wilków. “Pana czas się skończył, proszę nie przerywać”. Czas trzeba politykom i polityczkom odmierzać, bo inaczej ich przepełnione trywialnymi formułkami lub rewanżyzmem tyrady stają się jak flow naćpanego sterydami boksera. Walą i walą, by wykorzystać czas antenowy.
Choć uważam się za patriotkę, to w trosce o swoje nerwy i dobre wychowanie dziecka, zmieniłabym stację na niepolskie radio Pogoda, ale temat dotyczył trzeciego sektora czyli mnie. Ponad piętnaście lat prowadzę Fundację Okularnicy. Pracowaliśmy w czasach rządów różnych koalicji, współpracowaliśmy zarówno ze śp. Lechem i Marią Kaczyńskimi jak i Jolantą Kwaśniewską, Hanną Gronkiewicz Waltz, ministrami Zdrojewskim, Sellinem, Ujazdowskim Glińskim. Kto udziela się w trzecim sektorze nie tylko dorywczo, w ramach akcji ratunkowych, aukcji czy świąt, ale siedem dni w tygodniu od rana do wieczora ten wie, że jest to, podobnie jak praca we własnej firmie, orka na ugorze. Praca w trzecim sektorze w Polsce wymaga skóry nosorożca, anielskiej cierpliwości do wciąż zmienianych reguł, regulaminów, tabelek. Tysiące odmów od sponsorów, przegrane granty, wyniszczający wszystkich VAT, zawrotne ceny reklam w mediach narodowych i oczekiwanie państwa, że malutkie fundacje znajdą tysiące złotych na pokrycie horrendalnie wysokich wkładów własnych. Działacze muszą być profesjonalni jak pracownicy korporacji. W audycji trójkowej specjalistą od Fundacji okazał się poseł Jacek Sasin. Być może ma, podobnie jak my, społecznicy, za sobą tysiące godzin pracy spędzone w zagrzybionej piwnicy czyli “pomieszczeniu” udostępnionym przez dzielnicę (musieliśmy się ewakuować). Państwo nie chce “ładować publicznych pieniędzy w mury”, prawda? Przepisy dotyczące fundacji są od dekad fatalne. Dlatego potrzebna jest merytoryczna spokojna rozmowa o pomyśle premier Szydło na Narodowe Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego. Tymczasem jedyne co pan Sasin miał do powiedzenia w Trójce to to, że nie te fundacje, które powinny, otrzymywały dotacje i całe te dotacje są szemrane. Przed dyskusją o fundacjach warto odrobić lekcje, popytać działaczy, urzędników, poczytać regulaminy, pochylić się nad rozliczonymi grantami. Rzucając oskarżenia należy podać konkretne przykłady. Które to fundacje nie miały szans na dofinansowanie i kiedy? Czy pan Sasin pamięta, że to za ministra Zdrojewskiego sowitą dotacje otrzymało czasopismo “Fronda”? Od ponad dwudziestu lat władza nie zrobiła prawie nic, by społecznikom pomóc poprzez zmianę prawa podatkowego. Dopóki prawo podatkowe nie będzie sprzyjało przekazywaniu na fundacje i stowarzyszenia darowizn dopóty trzeci sektor jest skazany na tonięcie.
Odkąd pamiętam Polacy zawsze hejtowali fundacje. Takie audycje jak to wydanie “Salonu” tylko ten hejt podgrzewają. Co z tego, że Fundacja Jolanty Kwaśniewskiej wymusiła na stacjach Orlen założenie setek przewijaków. Rodzice przestali przewijać dzieci na podłodze czy na masce samochodu. Standard europejski. Co z tego że Stowarzyszenie im. L.Beethovena organizuje genialny festiwal muzyczny. Ludzie i tak hejtują fundacje. Polacy nie tolerują społeczników, bo społecznicy korzystają z grantów. A granty są podejrzane. Najlepiej pozamykać to całe lewactwo i kodziarzy.
Fundacje i grantodawcy cieszyliby się lepszą opinią wśród obywateli, którzy często nawet nie są świadomi, iż z pomocy fundacji korzystają, gdyby rząd i media prowadziły rozsądną promocję działań naszych organizacji, a każdy polityk musiałby obowiązkowo za darmo odpracować kilkaset godzin w wybranej przez siebie organizacji NGO. Po co wpuszczać na salony takich wulgarnych insynuatorów jak pan Sasin? Po co w imię “pluralizmu w mediach” szerzyć niechęć do organizacji OPP? Po to by potem minister kultury musiał osobiście działaczy przepraszać?

PODYSKUTUJ: