Pierwsze tłoczenie

–Pierwsze tłoczenie
Można spędzić lato z noworodkiem w domu. Cztery chłodne ściany, wiatrak, woda w wanience. W ramach fauny czasem wleci mucha, albo osa. Jak ktoś ma, to i telewizor w którym na zmianę bajeczki o pieskach i kolejne potworności lokalne i globalne za pewnią dawkę “Schadenfreude”. Po co babrać się w piachu, który wchodzi małemu w oczy, przykleja się do rąk, które to półroczne dziecko bez przerwy wkłada do buzi, po co gubić w piachu smoczek, patrzeć jak biedny młody człowiek poci się na plecach bo oparcie od wózka go jeszcze dodatkowo parzy. Po co nad Bałtykiem uprawiać parawaning i grodzić się od głośnych piwoszy albo w dni deszczowe siedzieć na skrzypiącym łóżku “na kwaterze” i grać na tablecie testując różnice między piwem koszalińskim a puckim.
Można. Orędowniczkami takich wakacji są często babcie. Moja matka już niestety nie żyje, więc nie komentuje mojego niefrasobliwego podejścia do niemowlaków. Sama była zresztą pierwszą polską hipsterką wymieszaną z hipiską (bez marihuany i zamiłowania do buddyzmu) więc zapewne niewygody, które serwujemy naszym dzieciom nie wzbudziły by jej protestów.
Można siedzieć pod gruszą albo w pokoju, ale jest Grecja. Są tanie loty na wyspy greckie. Można siedzieć na działce nad Narwią, ale kolebka naszej europejskiej cywilizacji kusi. Cywilizacji która to, jeśli wierzyć tv info, niebawem zniszczona zostanie przez hordy najeżdżające ze wschodu. Zanim zostaniemy najechani przez hordy czy nie wypada pokazać naszym noworodkom jak dojrzewają cytryny na drzewach? Jak czerwona jest ziemia na greckich wyspach? Jaki kolor ma flaga Hellady, woda w Morzu Śródziemnym które do wczoraj kojarzyło nam się z zabawą we Włoszech, ze smakiem kalmarów na Korfu, z kutrami zawijającymi do Portofino z sieciami pełnymi dorad, albo z greckmi poławiaczami gąbek czy kiczowatymi obrazami sprzedawanymi na targach francuskich a dziś Morze to kojarzy nam się z łodziami przepełnionymi uchodźcami. Łodzie te obciążone zdesperowanymi ludźmi przypominają mi fotografie pierwszych tramwajów warszawskich na których wisiały kiście pasażerów.
Tak, męczymy naszego małego Antosia. W 35 stopniowym upale wdrapaliśmy się z nim do skalnej groty we wsi Spilia, groty do której pielgrzymują wszyscy wierni z wyspy. Popatrz Antosiu—te kwiaty kaktusą są większe niż ty cały. Popatrz Antosiu—oliwki są jeszcze malutkie i zielone, dojrzeją późna jesienią. W tym smaku zakochasz się od pierwszego tłoczenia. Popatrz Antosiu, te malutkie zameczki na mini postumentach to są przydomowe I przydrożne kapliczki. Są jak domki dla lalek. Mają okienka przez które nocą widać światło lampki naftowej. Popatrz Antosiu, widzisz te żółtozielone piłki których setki leżą na ziemi? To melony I arbuzy. Te nigdy nie trafią do marketów w Polsce, dlatego tak słodko I mocno pachną. Antosiu, otworzymy okno I posłuchaj. To cykady na Cykladach. Gadają jak w transie, bo chcą zrobić wrażenie na koleżankach. Zobacz Antek kto się wygrzewa na kamieniu. To jaszczurka. Zobacz Antek co to za ślady na piachu. To żółwica sunęła w dogodne miejsce by zostawić w nim jajka z których wyklują się małe żółwie. Będą pływać w wodzie sprawniej od ciebie. Widzisz te skały? Żeby w nich przetrwać Grecy chodzą po nich z długimi kijkami wyciosanymi z drzewa, uzbrojeni w noże, których rękojeści wyrzeźbili z drzewa oliwnego.
Mimo, że podróże z noworodkiem to upiorna logistyka (pieluchy, termos, wózek, butelki, mleko, odparzona pupa) to może w dorosłym życiu człowiek ten odróżni jednak Cypr od Krety. O ile te podziały będą jeszcze wtedy istniały… Oczywiście, może nasze dzieci z tych wczesnych podróży nie mają żadnych wspomnień. Za to my je mamy! Ponadto zawsze można salwować się psychoanalizą—każde wspomnienia odkładają się ponoć w piwniczkach i suterenach naszych umysłów.

PODYSKUTUJ: