Tatuś komandos

–Tatuś komandos specjalny
W blogach rodzicielskich dominują blogi macierzyńskie. Drogie matki, czy to was dziwi? Mnie nie. Wielu panowów ma swoje techniki unikania opieki nad dziećmi i usprawiedliwiania tej swej rzekomej tacierzyńskiej “bezradności”. Wszakże na razie piersią karmią tylko matki. Gdyby zabawić się w statystykę ile razy na dobę ojciec zmienia noworodkowi pieluchę, wyparza smoczek, przebiera ubranko, przemywa buzię noworodka, układa ubranka w szafce itd. to pewnie wyjdzie tych razów mniej niż w przypadku mamy.
Choć psychologowie wszelkiej maści (najlepsza maść to Linomag!) eksperci do znudzenia powtarzają formułkę o tym, jak należy “dopuszczać” ojca do opieki nad dzieckiem, bo tatusiowie są wspaniali, to z moich obserwacji wynika, że wciąż panowie wolą zająć pozycję biernego obserwatora albo komandosa z jednostki specjalnej. Wszelkie damskie uwagi, że mogliby raz dziennie malca przewinąć, albo sami z własnej inicjatywy kupić pieluchy a nie chodzić do sklepu tylko wtedy gdy ich “kobieta wyśle po coś” kwitowane są obrażonym “nie zrzędź”, a uwagi bardziej wyrafinowane “po co te złośliwe insynuacje?” Znam to z własnego domostwa jak I obserwuję wszędzie wokół. Tego jeszcze żadna “ustawa naprawcza” nie zmieniła…
Postawa tatusia obrażonego lub hejtowanego jest wbrew pozorom wyczekiwana przez niektórych mężczyznę. Wiktymizacji wyczekuje niejeden tatuś jak kania dżdżu. Bo wreszcie może się nad sobą poużaląć!
Biedny ja. Niemowlak płacze głośno, żona zrzędzi, muszę napić się wina albo wyrwać się do kolegi w poszukiwaniu wsparcia. Lub też może wycofać się na pozycje zdystansowane. Zasłoniwszy się książką lub pracą tudzież bólem kręgosłupa może zasiąść za stołem rzucając pytanie: “Co dziś z obiadem?” i napawać się dumą. Podziwiać jak dziecię rośnie, jak już raczkuje, jak przynosi do domu pierwsze szóstki i aktualizować fotki dziecięcia na tapecie telefonu.
Komandos to ojciec, który angażuje się tylko w sytuacji totalnego zagrożenia. Kiedy kobieta ma 40 stopni gorączki i wygląda jakby miała paść na żółtą febrę, wtedy tatuś odkłada gazetę na bok, dzwoni po teściową, kilkoro znajomych, zakasuje rękawy, pochyla się nad dzieciątkiem zdziwiony “ojej, jaki ty już jesteś ciężki, zaraz odezwie się mój ból w łokciu tenisowym”! Po czym sprawnie dzieciętko usypia wcześniej psiocząc na żonę: “gdzie dałaś te smoczki? Czemu on ma mokry śpioszek, znów się ulało?”. Teściowa następnie przejmuje obowiązki a znajomi są po to, by usłyszeli relację z komandoskiej akcji: “Widzieliście moją czarodziejską broń? Nikt tak nie uśpi dziecka jak tatuś, prawda”. Po dwóch dniach matka wraca do zdrowia, pracy przy dziecku, a komandos w stan spoczynku. CHoć opowieściom weterana wojennego nie ma końca. “I wtedy rzuciłem się do przewijaka, chwyciłem młodego…”
Kobiety nie zabraniają tatusiom opieki nad dzieckiem. To nie kobiety odsuwają panów od prac domowych, to panowie sprytnie nie pchają się do pracy. Sprytnie, bo nigdy nie werbalizują nic wprost. Nie mówią np.
“ponieważ zarabiam na dom jestem zbyt zmęczony, by mieć dodatkowe obowiązki”. Albo: “Lubię sobie pospać i poczytać, a wieczorami wyjść na piwo, więc ty musisz pilnować dziecka”. Albo: “Wstrętna kupa mnie brzydzi, mam niezgrabne ręce, lepiej ty przewiń, tak ślicznie to robisz”.
Panowie sprytnie zastępują słowo “praca w domu” czy “obowiązki domowe” słowem “pomoc”. Kobiety biorą na siebie dowodzenie i większość prac, a ojciec ustawia się jako ten, który “pomaga”.
Metodą nie jest branie wszystkiego na siebie. Metodą jest mówienie wprost: “Kocham cię. To wspaniale, że mamy wspólnie dziecko. To jest też twoje dziecko. Zajmij się nim, bo jestem zmęczona.” To nie hejt. To zwykłe stawianie sprawy jasno.

PODYSKUTUJ: