Co daje Europejska Karta Zdrowia ?

Przyjechała do mnie, do Holandii mama. Jako, że jest starszą , osobą, która choruje postanowiłam zorientować się jak to będzie z ewentualnym skorzystaniem z jej Europejskiej karty Zdrowia. Zaznaczam, że w Polsce, gdy ja nagle zachorowałam, udzielono mi natychmiast pomocy bez biurokracji i zbędnego gadania i to było oczywiste.

Natomiast w Holandii  – bardzo się rozczarowałam . Najpierw w przychodni powiedzieli, że nie będą nic robili na tę kartę.Wkurzyło mnie to maksymalnie. Okazuje się, że z Polskim NFZ -etem współpracuje tylko jeden ubezpieczyciel w Holandii Agis. Do tego tylko wyznaczeni ( czytaj chętni ) lekarze współpracują – a większość to lekarze niechętni, którzy nie mają zaufania do tej karty. Odpowiadali mi wszędzie, że najpierw trzeba wszystko zaplacić a potem w swoim kraju czekać na zwrot. To ja bardzo dziekuję za taką usługę :(. Drążyłam dalej . W końcu mój mąż zagroził  naszej lekarce, że całanasza rodzina się od niej wypisze i pójdziemy do innej przychodni. To podziałało . Okazało się, że najbardziej oporna i niechętna jest jak zwykle rejestracja – baby leniwe po prostu nie chciały zajmować się skanowaniem dokumentów itp. a do tego miały małe pojęcie ,albo nie miały żadnego pojęcia co robić i dlatego szły po najprostszej linii – czyli za wszystko od razu płacić.

Teraz mamę zabolał ząb ,nadaje się do wyrwania – myślałam, że można skorzystać z usługi dentystycznej w ramach karty. Okazuje się, że można, ale  nie w Holandii. Tu wszyscy dentyści są prywatni, wprawdzie są jednolite cenniki, ale do wizyty dodają mnóstwo innych niby koniecznych czynności, żeby rachunek wyszedł wyższy i tak rwanie zęba z prześwietleniem, znieczuleniem kosztuje przeszło 109 euro.  Wykupiłam mamie także holenderskie ubezpieczenie zdrowotne , tam było o opiece dentystycznej – zadzwoniłam do nich ,zapytałam , okazało się, że owszem zęby wchodzą w grę ,ale tylko gdyby coś się z nimi stało w czasie wypadku komunikacyjnego- czyli stracone pieniądze na to ubezpieczenie.

Szkoda tylko, że oni – ubezpieczajacy, takich rzeczy nigdy nie mówią w trakcie ubezpieczania tylko po – jak już człowiek zapłaci i podpisze. Czasem mam wrażenie, że firmy ubezpieczające żerują na niedomówieniach, które są ich sprawką i wprowadzają ludzi w błąd. Z tego właśnie żyją.W skali Świata to są gigantyczne pieniadze, które  daje się im za iluzję bycia bezpiecznym.

PODYSKUTUJ: