Deszcz, wiatr od morza i bakterie

Jesienny , holendreski deszcz zgodnie z porą roku jest u nas każdego dnia i nocy. Nawet bardziej, bo nocą jest sztorm, wyje wiatr aż strach.

Czasem myślę, że nas zaleje morze , przecież jesteśmy 6 metrow poniżej poziomu morza. Jacy my ludzie jesteśmy odważni, a może jesteśmy zbyt wielkimi ryzykantami.

Czytałam książkę nauczyciela mojego syna o tym jak nasze miasto zostanie zalane. Czytając ją przechodziły mnie ciarki. Jednak problemy dnia codziennego sprawiają, że nikt o tym nie myśli. Teraz nasza prowincja Flevoland, po 30 latach od jej zbudowania na dnie Starego Morza jest całkiem okazała i wydaje się bezpieczna. Piękne miasta, osiedla, pola uprawne , które mogą wyżywić calą Holandię i parki z wiatrakami, które dają prąd. Tak wykorzystano tutaj te silne wiatry znad Morza Północnego.

Jestem zła dziś na ten wiatr, bo właśnie zniszczył mi kolejną parasolkę. Wywiał jednak paskudne deszczowe chmury i jutro ma być ładnie. No zobaczymy. Wszyscy tęsknią za odrobiną słoneczka. Jutro ma być 13 stopni ciepła.

Mąż włączył niemiecki kanał, nie wiem dlaczego. Śpi a Niemcy gadają. Zauważyłam, że on używa telewizji do zasypiania. Wystarczy tylko wyłączyć a budzi się natychmiast ze słowami :”Przecież oglądam”.

Jego bakterie szpitalne mają się dobrze i nie   zamierzają ustępować . Podwoiłam dawkę czosnku i cytryny, żeby razem z antybiotykiem zdusiły to paskudztwo. Jeszcze są na świecie dwa antybiotyki, które mogą mu pomóc. Oby pomogły , bo w przeciwnym wypadku to ja nie wiem co będzie. Właśnie dostanie w tym tygodniu drugi z kolei, bo juz dwa nie pomogły. Wczoraj mąż mnie zdenerwował. Zapytałam go jaki ma mocz? Powiedział, że nie powie, żeby nie zapeszyć. No i nie powiedział. W nocy zapytałam – no i co z tym moczem? Na to on wyskoczył na mnie z gębą, że już mam go nigdy nie pytać o ten mocz, bo zapeszyłam i znowu ma zły. Przez wzgląd na jego chorobę nic mu nie powiedziałam, ale już mu chciałam powiedzieć co myślę na temat tej jego idiotycznej filozofii o zapeszaniu. Dorosły , wykształcony chłop a takie głupoty opowiada.

Rano się zdenerwował, że schowałam kalendarz , bo on codziennie zdziera z niego kartkę i mu zaburzyłam jego rytuał. Nic nie powiedziałam, ale wyraźnie chłopu wysiada psychika . Potem mnie przeprosił, powiedział, że wykańczają go te ciągłe choroby i ciągły brak wyleczenia. Wcale mu się nie dziwię ,ale spodziewałam się , że taki wielki, silny, odporny mężczyzna zniesie to lepiej, a jednak nie .

PODYSKUTUJ: