Kłótnie o podjazd i zaskakujący koniec sporu

Na naszym piętrze mieszka jeden wściekły, złośliwy , holenderski sąsiad. Już się pokłócił ze wszystkimi w bloku a także z właścicielami kawiarni i sklepów na dole.  Często lata na skargę do Urzędu Miasta. Raz nawet wyzwał panią burmistrz i miał z tego powodu kłopoty.

Z nami zadarł   także i to nie raz. Jako, że mój mąż jest przewodniczącym właścicieli mieszkań w naszym bloku ten „jegomość” zawsze psuje mu zebrania i jest jedyną osobą, która jest przeciw wszystkiemu,  gdy wszyscy są za.

Wówczas, gdy przyjechała do nas moja mama był problem jak przejechać przez próg rolatorem lub wózkiem inwalidzkim. Mój mąż świadom, że jeśli każe wybudować podjazd za pieniądze bloku może się to spotkać z komentarzami, że teściowej wybudował ten podjazd. W związku  z tym zapłaciliśmy za to ze swoich pieniędzy. Sąsiad jednak i tak się wściekł i powiedział, że podjazd jest niepotrzebny, że może być zimą za śliski ( no ale w Holandii zima raczej jest ciepła). Mąż wezwał majstra i przykryto podjazd materiałem antypoślizgowym. Na trochę wstrętny typ się uspokoił.

Dziś patrzę, a  on wiezie swoją żonę na wóżku inwalidzkim po tym właśnie ganionym przez niego i krytykowanym podjeździe. I myślę sobie – no i co głupcze tyle się naawanturowałeś, że podjazd niepotrzebny a sam z niego korzystasz. Idąc,  ukłoniłam się jego żonie , bo to fajna kobieta. A on od czasu, gdy zainstalowaliśmy ten podjazd z nami nie rozmawia i się nie kłania. Kobieta odpowiedziała a on nic jak chmura gradowa. Czasem jedna osoba potrafi zniszczyć dobrą atmosferę .

PODYSKUTUJ: