Mieszkanie w centrum

Wczoraj była sobota. Było bardzo ciepło, ulice pełne kupujących, spacerujących. Mieszkam w samym centrum miasta w pobliżu kafejek, restauracji i dyskotek. Nocą z soboty na niedziele jest trochę głośno, bo młodzież wraca z zabawy. Na niektórych czekają rodzice, inni jadą sami do domu.  Wybrałam centrum bo lubię mieszkać w pobliżu sklepów, przystanków itp. Wszędzie mam blisko. Myślałam kiedyś, że okolice dyskotek mogą być uciążliwe, ale tak nie jest. Całą noc stoi w  pobliżu rynku spory wóz policyjny, kręcą się także policyjne patrole, a gdy zaczyna się jakaś bójka to w ciągu 3 minut już są policjanci z psami. Pieski straszą hałasujących i awanturujących się głośnym szczekaniem.Policja holenderska jest ostra i nie ma co dyskutować tylko lepiej słuchać. Mój mąż raz za dyskutowanie po szybkiej jeździe zapłacił 250 euro mandatu.Gdy są jakieś niezgłoszone  demonstracje lub kibice szaleją wówczas  przybywa policja konna. Mają tak wielkie konie, wysokie – że w Polsce nigdy takich nie widziałam.Budzą respekt.

Noce  w centrum są na ogół bardzo spokojne, zupełna cisza z wyjątkiem tych dyskotekowych sobót.Raniutko służby sprzątają miasto, jeżdżą wielkie odkurzacze i zbierają śmieci. Dzieje się to szybko i wkrótce miasto znowu jest czyste.Myją nawet ulice na mokro. Miasto pozwoliło sobie na wielki wydatek, bo całe centrum jest wyłożone marmurem.Nie jest to za bardzo bezpieczne podłoże w czasie deszczu – bo ślisko.
Na nasze miasto Almere wydano ogromne pieniądze, są tu budynki zaprojektowane przez najsłynniejszych architektów świata. Niesamowite budowle  na małej stosunkowo przestrzeni.Ze wszystkich stron jest woda, bo wiadomo – kanały. A także tzw. stare morze. Naprawdę stare morze, bo w miejscu całej naszej prowincji Flevoland było morze . Została ona stworzona rękami ludzkimi przez ostatnie 40 lat, a wygląda jak naturalny stary ląd . Jesteśmy 6 metrów pod poziomem morza. Czasem boję się, żeby morze nie wtargnęło na ląd.
Parę miesięcy temu był w telewizji serial, na ten temat – przerażający. Tak naturalnie przedstawił, zalaną prawie całą Holandię, ucieczki ludzi przed wodą, tragiczne sytuacje w miastach. Koszmar po prostu, może się tak zdarzyć. Oby nigdy się nie zdarzyło.Koniec filmu był taki, że zostaje tylko mały obszar niezalany, a Holendrzy zaczynają pracę od nowa budując ląd – tym razem wyższy, powyżej poziomu morza.Film ten jest tak przerażający, że ludzie naprawdę zaczęli myśleć o większej ochronie lądu i buduje się lepsze zabezpieczenia.
Niektórzy mieszkają przy samej wielkiej wodzie, przyznam, że bym się bała.
A dziś niedziela – też  gorąca, na szczęście od wody leci chłodny wiaterek i jest przyjemnie, wszystkie sklepy otwarte, atrakcje kulturalne, wesoło na ulicach centrum.Szaleją mewy, kradną gołębiom jedzenie. Jest jeszcze jeden sprytny wróbelek, który mieszka w neonie kasyna . Ten to dopiero jest cwaniaczek i spryciarz, ale o nim to innym razem :)
PODYSKUTUJ: