Proza i poezja o rocznicy Bitwy pod Monte Casino

Napisałam dziś wiersz z okazji Rocznicy Bitwy pod Monte Casino.Taki był dzisiaj temat warsztatów w Kształtach Słów na FB. Wiersz tak naprawdę napisał mi się sam.Wyobraziłam sobie tę bitwę, momenty śmierci naszych żołnierzy i tak wyobraźnia podsunęła mi ten wiersz. Oto on:

#dzieńmakówkonkurs_ksztsłów

Maki spod Monte Casino

Maki pamiętacie?
Ten huk
te strzały
te jęki
ten ostatni oddech wpół przerwany
te oczy do Polski wolnej wzniesione
i śmiercią zmrożone
ręce wyciągnięte do ukochanych
oderwane
I te ręce, które wywalczyły
Ci chłopcy którzy zwyciężyli
Ten sztandar z krwi prawdziwej i honoru
utkany
polski nasz ukochany
Polska krew spływała po zboczu
i te maki krwistoczerwone
świadkowie zwycięstwa
Lata minęły
żołnierze ostatni
ale pamięć o nich
nie może zaginać
Polska nie zapomni
Monte Casino
autor;Iwona Miżyńska van Eck – 18.05.2017

——————————-

Napisałam także faktograficzny felieton wspomnieniowy o panu Juliuszu Dziakiewiczu, żołnierzu Armii gen. Andersa, walczącemu pod Monte casino a także na wielu frontach II wojny światowej:

#dzieńmakówkonkurs_ksztsłów

Juliusz Dziakiewicz – żołnierz spod Monte Casino

Wczoraj był dzień wspomnień. Mąż rozmawiał z dawno niewidzianą kuzynką wspominali przez telefon swoich rodziców, ciotki, wujków itd.), swoją młodość.
Chciał zadzwonić do naszego wspólnego przyjaciela prezesa dawnej Polonii w Holandii, weterana spod Monte Casino, który osiadł w Holandii. Okazało się, że nie ma go pod jego numerem telefonu. Zaczęliśmy się niepokoić, bo po śmierci żony był bardzo smutny i chorował.
Pan Juliusz Dziakiewicz, bo o nim mowa, był wspaniałym ambasadorem polskości w Holandii. Poświęcił swoje życie polskim sprawom w NL. Był doceniany przez Holendrów i Polaków. Pomagał Polakom odnaleźć się w Holandii, uzyskać pracę, zadomowić się, opowiadał o kulturze holenderskiej i przybliżał nam, tym nowym zwyczaje niderlandzkie. Człowiek bardzo sympatyczny, uczciwy, honorowy, bohater wojenny.
Odnaleźliśmy go, zmienił miejsce zamieszkania. Mam nadzieję, że wkrótce się spotkamy. Pan Juliusz ma już chyba 90 lat. Rozmawialiśmy z panią sekretarz Polonii z naszych czasów panią Barbarą Olszewski i ona dała nam wskazówki, gdzie mamy pana Juliusza szukać. Pani Barbara także zawsze była i jest oddana polskiej sprawie. Ci ludzie zrobili bardzo wiele, by nasz kraj Polska był szanowany w Holandii.
Co roku w Dniu Weterana w Holandii pan Dziakiewicz i jego koledzy z Armii Andersa reprezentowali Polskę w pochodzie weteranów z różnych krajów, którzy wyzwalali Holandię. Bardzo ceniła ich królowa Beatrix, jej ojciec książę Bernard i obecny król Willem Alexander, a także zwykli Holendrzy. Wielokrotnie spędzałam w gronie naszej Polonii Wielkanoc – jedliśmy polskie tradycyjne potrawy. Pan Dziakiewicz był inicjatorem i głównym organizatorem tych pięknych, polskich imprez. Właśnie przez niego poznałam mojego męża.I już wiele lat jesteśmy polsko- holenderskim małżeństwem.Czekam z niecierpliwością, żeby pana Juliusza ( zwanego Johnym) zobaczyć, pogadać, jak zwykle pośmiać się.To bardzo miły, kulturalny człowiek o ujmującym sposobie bycia.
Juliusz Dziakiewicz urodził się na terenie obecnej Białorusi, Rosjanie zabili jego rodziców, państwo Dziakiewiczowie mieli tam kiedyś wielkie gospodarstwo. Julek został sam, osamotniony POLAK, sierota. Nie widział sensu życia na tamtych terenach, gdy tylko dowiedział się o Armii gen. Andersa, wstąpił do niej jako młodziutki chłopak, powiedział, że jest starszy niż był w istocie. Przeszedł cały szlak z Armią Andersa, walczył też pod Monte Casino. Powiedział mi, że gdy sobie pomyśli jak on i jego koledzy byli bohaterscy i jak narażali życie to teraz, aż strach o tym pomyśleć.Opowiedział mi także, że wśród chłopaków, młodych żołnierzy było wielu, którzy nie zaznali miłości kobiety, starsi koledzy doradzili im włoskie dziewczęta i tak po upojnej nocy szli do spowiedzi i na bój . Wielu tych chłopców zginęło.W kurzu i hałasie zdobywano kamień po kamieniu, nikt przed nimi nie mógł zdobyć klasztoru Monte Casino. Nasi zdobyli. Juliusz potem walczył jeszcze długo, osiadł w Holandii po walkach toczonych przez Polaków – wyzwolicieli pod Generałem Maczkiem. Polska nie chciała przyjąć żołnierzy Andersa. Oni stworzyli grupę przyjaciół – razem spędzali święta. Musieli zostać na Zachodzie, ułożyli sobie życie w Holandii ze swymi na ogół holenderskimi żonami – na zawsze do śmierci pozostali Polakami .W Utrechcie jest polski Kościół – właśnie w nim spotykali się nasi weterani spod Monte Casino, Ci którzy także wyzwolili Holandię.Pracowali w Holandii ciężko jak każdy, nie mieli żadnych profitów z tytułu swoich zasług. Zachowali na zawsze swoje mundury i odznaczenia – oglądałam je i dotykałam ich. Niesamowite wrażenia. Pan Dziakiewicz jest już jednym z niewielu żyjących żołnierzy. Przychodzą do niego klasy ze szkół holenderskich i pan Juliusz opowiada im o wyzwoleniu Holandii i o walkach pod Monte Casino oraz wielu, wielu innych walkach na różnych terenach.
Czuję się zaszczycona, że osobiście znam pana Juliusza – prawdziwego bohatera spod Monte Casino.

autor: Iwona Miżyńska van Eck

Ukoronowaniem dzisiejszego Dnia był otrzymany przeze mnie LAUR

Wyświetlanie image.png

 

PODYSKUTUJ: