Air Berlin…

…mimo upadlosci jeszcze nie odwolal mojego jutrzejszego lotu do stolicy. Trzymam kciuki, oby tak dalej – w przyszlym tygodniu ma byc strajk ale przyszly tydzien mnie nie interesuje.

Z inwentarza dworcowego, to rozmawiajacy ze sciana okrutnie stracil na wadze i nie ma juz ani parasola ani aktówki. Stoi przed wystawa z meskimi koszulami „Eterna” ze sztywno wyprostowanymi ramionami, kolyszac sie jak wierny przed Sciana Placzu. Nad rzekami Babilonu siedzieliśmy i płakali, wspominając Syjon mysli mi sie biblijnie. Jad dlugo go jkeszcze bedzie? Gasnie w oczach.

W oczach tez gasnie nasz drugi umierajacy. Jeszcze niedawno szykowal sie na wyjscie ze stacji palliatywnej na troszke do domu ale juz wiadomo, ze to niemozliwe. Hospicjum w poblizu szykuje sie na jego przyjecie. Tam sobie bedzie powoli umieral – mam nadzieje, ze szybciej niz powolniej, bo nowotworowe przerzuty w plucach kradna mu oddech w nocy i prawie co noc jest przywracany na ten swiat. Niefajnie jest tak sie dusic co noc.

Smierc a umieranie – to dwie rózne sprawy.

Jest jesien. Dostaje w prezencie olbrzymia donice z malenkimi chryzantemami. Nie cierpie chryzantem – to kwiaty Dnia Zmarlych. Kojarza mi sie z zimnym, deszczowym i wietrznym dniem…. Brrrr… Ale te sa calkiem, calekim, moze sie jednak przekonam? kto wie.

PODYSKUTUJ: