Burza nocna…

… pozostawila po sobie spocone powietrze. Kaluz brak – wszystkow wyparowalo. Co prawda na naszej planecie panuje obieg zamkniety i nic nie ginie ale ja osobiscie wolalabym miec kapke mniej stopni Celsjusza i kapke wiecej cienia… Niestety, nikt sie mnie nie pyta czego sobie zycze w sprawie pogody i ona toczy sie jak chce.

Wczoraj rozmawiam z przyjaciolka na temat truskawek. Ona nastawila sie na robinie przetworow truskawkowych – co przy tych temperaturach uwazam osobiscie za poswiecenie sie bez miary. Nastawila sie i zamowila jakas ogromna ilosc. Czekala w umowionym dniu o umowionej godzinie, stojac dzielnie w cieniu czeresni przed brama wjazdowa do domu, zeby dostawcy bylo wygodniej i szybciej sprawe zalatwic. Czekala, czekala no i o dziesiatej wieczorem poszla spac.
Godzine pozniej przyjechal jej truskawkowy transport i pocalowal klamke. „Jacy ludzie sa dziwni – przeciez umawialismy sie na osma a nie jedenasta!” denerwuje sie moja przyjaciolka „a teraz to niech mnie w dupe pocaluja”.

Co za czasy sie porobily. Tylko na jednym mozna polegac – na nieprzewidywalnosci pogody. To na bank!

PODYSKUTUJ: