Cienie wichury…

… klada mi sie gleboko na sercu. Nasz dobry znajomy nie zyje. Zabity przez wiatr, a wlasciwie jego skutki. Jego sylwetke mam przed oczami, kiedy wesolo macha nam na przywitanie a pod nogami uwija mu sie jego maly piesek – Reksio. Jego niekonczace sie historie, przy sluchaniu których zaplakiwalismy sie ze smiechu do lez, nigdy juz do konca nie beda opowiedziane. Tak glupio, tak bez sensu – wyjsc na wiatr i juz nigdy nie wrócic.

No to na razie, Edziu…

PODYSKUTUJ: