Deszczowa zima…

…i snieg zamienia sie w paciaje. Rok temu dokladnie o tej porze spacerowalam sobie wsrod zwalow sniegu patrzac na zamrozone jezioro. A w tym roku patrze jak przrz bloto przebijaja sie pierwsze krokusy. I tak to jest.

Po jeziorze dostojnie plywaja labedzie. Rodzice i dzieci. Dzieci byla siodemka ale zostala szóstka – jede został zagryziony przez bliżej niezydentifikowane zwierzę. Rodzice odsuneli się od swojego łabedziego potomstwa, odkąd młodzież wyrosła i daje sobie radę. Ciągle są jeszcze na tym samym terytorium ale już niedługo. Przyroda wie, jak rozwiazywać problemy pokoleniowe. A ludzie – ludzie jakoś się tego nie moga nauczyć i męczą siebie i innych.

W hotelowej restauracji rodzice z dobrze trzyletim synkiem zaopatrzonym w śpiochy i smoczek, patrzą z niesmakiem na kolacyjny bufet. Jest pieczen wolowa z kurkami, pierogi ruskie, pieczone warzywa, sery, wedliny, sałaty wszelkiej maści no i pieczywo. Synek zaczyna płakać.
„No i widzi pani?” mówi zdegustowana mamusia do kelnerki „Dla MOJEGO synka nic tu nie ma”. Kelnerka bez slowa udaje się do kuchni, gdzie może coś sie da wyczarować wedle gustu synka. A w tle rośnie konflikt pokoleń. Za piećdziesiąt lat mamusia powie synkowi, że ona mu nieba uchylała jak byl mały i że teraz jego kolej na uchylanie tegoz nieba. I tak to jest.

PODYSKUTUJ: