Gwaltowna burza…

…w nocy z czwartku na piatek pozrywala trakcje kolejowe i uwiezila tysioace pasazerów na dwóch berlinskich lotniskach. Na dwóch a nie na trzech, bo trzecie (BER) – trzecie sie robi… Robi sie od wielu lat, piec lat temu mialo byc przeciecie wstegi a tymczasem nie przecieto nic, wydano za to miliony Euro z naszych podatków aby stac sie posmiewiskiem swiata – tak malo po niemiecku a za to bardzo po ludzku… BER to Symbol podrózy Koziolka Matolka do Pacanowa, z ta róznica, ze Koziolek Matolek jest sympatyczny i sam sobie jakos radzi.

Moj poranny lot w piatkowy ranek do Monachium jest pelen pasazerów pozostalych na lotnisku jako resztki poburzowe. Zmeczeni, spuchnieci i smutni, udaja sie na wczasy albo wracaja do domów: Monachium ma jeden z najwiekszych portów lotniczych Europy. Dzialajacych i otwartych portów lotniczych…

W Monachium zmieniam samolot odrzutowy na turbosmiglowy i udaje sie do Szwajcarii. Na szwajcarskim lotnisku drogowskaz – jedna strzalka pokazuje „do Szwajcarii” a druga „do Francji i Niemiec”. Ja udaje sie w tym drugim kierunku i biore autobus, który zawozi mnie na powrót na niemiecko/francuska granice. Jest upal, z nieba saczy sie lepkie i wilgotne, gorace jak roztopiony asfalt na szosie powietrze. W miescie zamawiam lemoniade, taka prawdziwa: sok z cytryny, troche miodu i woda. Na taka pogode to genialna sprawa. Siedze a malej kawiarni i patrze sobie na ludzi. Szkoda, ze nie ma takiej pracy – patrzenie na ludzi – zaraz bym zlozyla podnie z prosba o przyjacie mnie do tejze. Pasjami lubie patrzec sobie przez witryne, bez wlazenia ludziom za skóre. Bo i po co?

Wieczorem docieram do celu – polozonego w lesie hotelu. Robie w mózgu plan – najpierw nastawie klimatyzacje na pelne obroty a kiedy bede isc spac, wylacze ja i postaram sie przespac noc w schlodzonym pokoju. Dostaje klucz, biore winde. Mój pokoj okazuje sie byc na ostatnim pietrze, tuz pod spadzistym dachem. Szukam klimatyzacji i nie wierze wlasnym oczom – klimatyzacji brak. Nie ma. Na zewnatrz jest 37 stopni Celsjusza a w pokoju chyba pare stopni wiecej. Powietrze stoi, próby wietrzenia pokoju spelzaja na niczym. Biore prysznic – drugi tego dnia. Przynajmniej jest zimna woda, jakos przyjdzie przezyc…

W dawnych czasach, kiedy jeszcze ludzie mieszkali w jaskiniach, to klimatyzacja byla naturalna – jaskiniowa. W okgóle bylo fajnie – ludzie mieli wtedy do dyspozycji super czysta i smaczna, nieskazona chemikaliami ani radioaktywnoscia wode zródlana, bio-jagody, bio-grzyby i bio-korzonki. Wszystko bylo w z zgodzie z natura i nie potrzeba bylo bio-sklepów, zeby dbac o zdrowie. A teraz? Co prawda teraz, ludzie zyja o przecietnie piecdziesiat lat dluzej niz jaskiniowcy i nie umieraja masowo – tak jak jaskiniowcy – na choroby pluc spowodowane wadliwa w jaskiniowych czasach istalacja ogrzewcza w tychze jaskiniach, tylko na choroby pluc spowodowane paleniem papierosów, skazeniem srodowiska no i starzeniem sie (proces w jaskiniach raczej nieznany).

I co? I ciagle cos nie tak.

Podpisano – Narzekalska

PODYSKUTUJ: