Przenikliwie zimne nocne

………..wyczyscilo park z bezdomnych. Ostal sie tylko czerwony namiot. Znowu jest w parku ladnie i elegancko.

Poranek mglisty i zmeczony – pytam, komu sie co udzielilo. Pociag przychodzi spózniony, ale zdazam. W pracy zmeczeni pacjenci, przysypiaja po katach, do tego niezadowolona ze wszystkiego siostra przelozona i poplakujaca kolezanka. Mloda jest jeszcze, szkoda biedactwa, a to ona rzucona zostala na pozarcie naszej lwicy przelozonej.

„Ja-juz-nie-moooooooooooge!” chlipie rozpaczliwie kolezanka w zielone reczniki papierowe. „Ona mnie zadreczy!” porcja nowych recznikow w ruchu. Zielone reczniki papierowe produkowane sa z papieru z odzysku – przez to sa wiotkie, dra sie latwo a na czyszczenie nosa po ataku zalu spowodowanym przelozona potrzeba ich z dziesiec na raz. „Przeciez to nieludzkie, co ona nam robi!” zali sie dalej kolezanka, która wlasciwie w zupelnie innej sprawie u mnie wyladowala, a ja niechcacy zadalam jej niebezpieczne pytanie „JAK SIE CZUJESZ?”. Takich pytan sie nie zadaje. Stwierdza sie raczej: „wszystko OK, prawda?” nie czekajac na odpowiedz.  „JAK SIE CZUJESZ” jest pytanie wyzywajacym i wyzwalajacym odpowiedz plynaca z glebokich trzewi. A takie odpowiedzi nie zawsze sa oczekiwane.

Zapisuje kolezance preparat ziolowy na leb, kapiel w soli z morza martwego plus olej lawendowy na reszte i piwo bez alkoholu na sen (to ze wzgledu na usypiajacy chmiel). Ostatnia porcja zielonych reczników papierowych laduje w kuble na smieci, kolezanka nabiera gelboki oddech i wychodzi z powrotem – na scene.
Gdzie i ja podazam.

..biedny Yorick!

PODYSKUTUJ: