Lodowate poranki

….staly sie sierpniowa codziennoscia. Potem przychodzi rozgrzanie okolopoludniowe a wieczorem znowu orzezwiajacy chlodek. Znaki przemijajacego czasu… Znowu posunelismy sie o jedna pore roku do przodu.

Na lawce dworcowej – czterech braci spiacych. Nie moge sie powstrzymac, robie zdjecie. Cala czwórka spowita w kokony spiworów, kaptury zarzucone nonszalancko na glowy. Skad przybywaja i gdzie podazaja? Ach, czy to takie wazne… Sa tu i teraz i robia akcent dnia.

 

W dworcowym Tchibo, tuz obok Braci Spiacych rozpoczal sie tydzien szycia i prasowania. Mozna kupic zestaw glaganków z jedne 9 Euro. Albo zestaw nici i nozyczek, za jedne 20 Euro. Aby uprawia hobby. Mysle o mojej babci – u niej podobne galganki byly na porzadku dziennym. Szyla na maszynie lub w rekach, do tego dziergala na szydelku i drutach plus – uwaga, teraz bedzie specjalnosc rodzinna – wyszywala i tkala koronki. To bylo zadne hobby tylko normalka dnia codziennego. Zeby uladnic, odszarzyc ten dzien. Aby zakwitly kwiaty na lnianym obrusie, aby chusteczka do nosa pasowala koronkowym rózem do bucików. W tak zwanym miedzyczasie.

Ja, wyposazona w w pralke, suszarke, konwektomat i inne dobra dwudziestego pierwszego wieku – ja nie mam niestety czasu na miedzyczas. Wieczorem padam jak zwiedla roslina aby poderwac sie mimo miesni skowyczacych „NIE! DAJ NAM TROCHE JESZCZE POSPAC!!!!” Uspokajam je – te moje miesnie – ze jeszcze tylko troszke, byle do soboty, byle do niedzieli, byle do urlopu…. Bo wtedy moze uda mi sie wyspac, umyc okna, przeorganizowac pakamere, przemeblowac sypialnie no i wyhaftowac resztke lawendowych kwiatków na obrusie, który kupilam dawno temu na stól, którego juz nie mam….

PODYSKUTUJ: