Podziwiam tych

…. którym zycie uklada sie tak, jak sobie zaplanowali. Przypadek? A moze klatwa? Pewna wrózka – Murzynka na brzegu rzeki Mississippi w Nowym Orleanie – powiedziala mi kiedys, ze moc spelniania sie zyczen to w gruncie rzeczy przeklenstwo. „Uwazaj, czego sobie zyczysz!” ostrzegala mnie patrzac mi gleboko i przenikliwie w oczy swoimi przekrwionymi oczami z grafitu. „Uwazaj, bo a nuz sie spelni!”

Uwazac – uwazam, ale nie zawsze mi to uwazanie wychodzi. Mówiac szczerze, czesciej wychodzi mi bokiem. A czy nie lepiej dac sie niesc fali wydarzen (albo ich braku)? Po co wioslowac pod prad, jezeli mozna wygodnie i bezpiecznie plynac z pradem? I cóz, ze nie w tym kierunku, w którym sie chce – kierunek jest rzecza wzgledna… Czy nie liczy sie na koniec efekt? A efekt tez przeciez jest wzgledny…

Sprawy klebia mi sie w rozumie, sprawy domowe, pozadomowe prywatne, pozadomowe nieprywatne tudziez pracowe – tu podzialy na grupy sa duzo bardziej skomplikowane. „Praca w podgrupach” – haslo z kolonii letnich, jak duch w ruinach odbija mi sie echem po rozumie. Moja podgrupa, to prosze pana najchetniej ja sama. Taka juz jestem – asocjalna. A za kazdym razem jak próbuje byc socjalna to mi raczej nie wychodzi. „Zrób to” – prosi szef – „zrób to, poniewaz potrzebujemy tego wszyscy dla mojego dalszego rozwoju profesjonalnego”. Robie wiec, rozwój postepuje a ja – ja dalej stoje w miejscu. Chociaz stanie i posuwanie sie to tez pojecia wzgledne…. I tu przychodza z pomoca zalety bycia filozofem. Wszystko sobie mozna bowiem w filozoficzny sposób wytlumaczyc.

PODYSKUTUJ: