Intrygi i knucia pracowe…

… przycmione zostaly blaskiem zimnego pazdziernikowego slonca za szyba. Ocalam komus prace – a przynajmniej mam taka nadzieje… Komus przeze mnie nielubianego – ale my tu mamy pracowac a nie sie lubic – komus przeze mnie nielubianego wlasnie wygasa kontrakt o prace. Nielubiak nie zlozyl podania z prosba o przedluzenie kontraktu. Nielubiak nie wiedzial, ze takie rzeczy jak przedluzania kontraktów o prace nie odbywaja sie automatycznie tylko na pisemna prosbe… Nielubiak ma male niepelnosprawne dziecko i chorego meza na utrzymaniu. Nigdy nie bedziemy sie umawiac na kawe po pracy, bo to u nas niekomatibilnosc od pierwszego wejrzenia, ale pracowa przydatnosc i czlowieczy aspekt zadecydowaly, ze narazajac sie sama na kare okrutna, powiedzialam nielubiakowi, co nalezy zrobic. Ciag dalszy niewatpliwie nastapi.

Zapominam okularów do komputera na stole kuchennym w domu. Siedze teraz przed ekranem komputera z szyja wygieta jak warszawska Syrenka albo inna Nike – w okularach „na ulice” (-1,5) mam wbudowane na dolnym marginesie +3,5 do czytania jako opcje ratunkowa, tylko do zerkania na zegarek, ale nie do siedzenia prze komputerem przez caly dzien. Ból glowy na wieczór raczej pewny. I tu trzeba sie cieszyc, bo tak malo przewidywalnych i pewnych rzeczy w zyciu, ze az strach. Wiec chociaz to….

PODYSKUTUJ: