Pierwszy adwentowy weekend

….to w Niemczech pretekst do skladania sobie adwentowych zyczen – nawet kasjerka w sklepie spozywczym usmiecha sie zmeczonym i zuzytym troche juz usmiechem I mówi „Zycze przyjemnego pierwszego Adwentu!”. Ten pierwszy Adwent to taki skrót myslowy – chodzi zawsze o pierwszy czy którystam tydzien adwentowy.

W wielu krajach waga Adwentu jakos zeczala przewazac nad waga samych swiat bozonarodzeniowymi. Oczekiwanie stalo sie bardziej celebrowane niz jego cel. Droga jest celem…

W piatek spotykam sie z Magda, jej mezem i synem z dziewczyna. Syn i dziewczyna maja okolo trzydziestki ale mówi siedo nich „Dzieci”. „Dzieci cie lubia” mówi Magda „I juz sie ciesza na spotkanie, bo z Toba mozna sobie pogadac”.

Spotykamy sie w restauracji nad brzegiem Szprewy. Rzeki niestety nie widac – topi sie w strumieniach adwentowego deszczu. W restauracji cieplo, przyjemnie i nastrojowo – pala sie swiece, drewniane podlogi, stare meble… Ja sama stara i starocie lubie. Pasujemy, moznaby powiedziec.

Siedzimy wiec z Magda i jej rodzina przy wielkim stole, rozmawiamy, wymieniamy sie potrawami – co za przyjemnosc. Jeszcze teraz, tak jak krowa z jej wielokomorowym zoladkiem, przezuwam i przezywam od nowa tych pare wspólnych godzin. Madga i jedno z dzieci biora po golabku. Golabek w wersji niemieckiej jest monstrualnych rozmiarów, uprzedzam, ale jak wjezdza na stól to mimo uprzedzenia Magda milknie i patrzy na talerz jak na przeciwnika, którego bedzie trudno pokonac. Maz Magdy walczy z pieczenia z dzika, syn, który lubi próbowac nowe potrawy, bierze klasyczna renska pieczen „Sauerbraten” a ja gulasz na czarnym piwie. Opowiadamy sobie o fabrycznych bólach –one wszedzie podobne – opowiadamy o klopotach rodzinnych, o rodzinnych radosciach. Trzy godziny mijaja jak z bicza trzasnal. Jaki mily odcinek zycia sie dzisiaj trafil. Zegnamy sie, biore taksówke I odplywam w czeluscie zadeszczonego miasta.

Nie plyne sama moim taksówkowym okretem – jestem obdarowana olbrzymia torba wypelniona pierogami, bigosem wlasnej roboty, miodem, suszonymi grzybami i polskimi kosmetykami dla osób powyzej czterdziestki, czyli 40+. Wizyta z Polski…”Mila ta Magda dla ciebie” komentuje Towarzysz Odcinka Zycia patrzac sie na krem „40+ to przeciez komplement”.

A teraz – teraz siedze przy oknie w kuchni, plecy na kaloryferze, nie chce mi sie wygladac przez okno bo tylko deszcz i rusztowania za oknem. Niedlugo zniknie mój ukochany czerwony dach ze staromodnymi, czerwonymi dachówkami – zostanie zastapiony stala i szklem. Wszystko sie zmienia, my troszke tez, i chyba cale szczescie.

PODYSKUTUJ: